styczniowy maj
Okropnie się ostatnio opuściłem w pisarstwie blogowym - to przez bardzo absorbującą pracę… Mając do wyboru pisanie o pracy z dźwiękiem lub pracę z dźwiękiem (albo granie) wybieram oczywiście to drugie. Pewnie dlatego o części zleceń, które ostatnio wykonałem w ogóle nie napisze. Najbardziej zaniedbałem (i to już jakiś czas temu) dokumentację działań muzycznych, w których uczestnicze jako współ-autor i producent muzyczny - o tym konsekwentnie nie piszę, a materiałów przybywa. Rozwinął się pięknie i dojrzał zespół Golden Nine. Po wyłonieniu się fantastycznego perkusisty Gerarda Niemczyka (wcześniej związanego dwuletnim kontraktem i sporo koncertującego, przez co niedostępnego) pod wpływem pojawiającej się możliwości współpracy reaktywowałem 2g. Doszło też do grania w trio z Andrzejem Smolikiem i Gerardem Niemczykiem. Powstał klimat w jakiś sposób pokrewny do “Noir” 3 Metrów, ale inny, bardziej przyczajony, rozlużniony wakacyjnie, choć są to ciemne wakacje;) Rezultaty tej sesji są na tyle obiecujące i potencjalnie możliwe do połączenia z moim planem opracowania kolejnej odsłony 3 Metrów (planowałem trio z Gerardem Niemczykiem na bębnach i Dawidem Kosiarkiewiczem na saksofonie barytonowym), że niewykluczone jest, że popełnimy płytę w kwartecie. Pogramy, zobaczymy…
Wracam do spraw zawodowych - stąd tytuł tego postu - w ostatnim czasie najwięcej pracy poświęcam powstającej płycie “21 gramów” Marcina Stycznia. Marcin jest bardzo skrupulatny w pracy, chętnie bada różne możliwości interpretacji, aż dojdzie do ostatecznego przekonania, że wybrana droga jest słuszna. Dlatego niektóre utwory nagrywaliśmy (wokale) dwukrotnie. Aż miło patrzeć jak artysta tak dba o własną płytę (wbrew pozorom u nas nie jest to niestety standard!). Mam poważną alergie na kosztowne dla dzieła skróty w pracy, na opylanie i opylaczy, więc zbudowany jestem postawą przeciwną:) Niedawno weszliśmy w etap miksów. Traktujemy je z najwyższą starannością. Nie robię niczego po to, żeby było szybciej (nie używam żadnych pluginów przy miksie - wykorzystuje tylko outboard z najwyższej półki), działam wyłącznie tak, żeby rezultat prac był jak najlepszy. Ponieważ z Marcinem spotkaliśmy się i zaczęliśmy współpracować, gdy był już po nagraniach wszystkich śladów do płyty (oprócz wokali dogranych w całości na Złotej) przy zgraniach dysponuję materiałem pochodzącym z różnych studiów. Wokale nagrane w Studio 333 w High Definition jokościowo (pod względem naturalnej szczegółowości i mikrodynamiki zwłaszcza) dystansują tracki zapisane gdzie indziej w SD, często wcale nie na topowych gratach. Reanimuję je więc, a i tym przyzwoitym dodaje rumieńców. Dysponując całym arsenałem rozmaitych kompresorów i korektorów wyłoniłem kilka zestawów jakich używam dla różnych rodzin instrumentów zmieniając ustawienia między utworami jedynie nieznacznie. Basy przepuściłem przez piec Edena - zgrałem je przez Braunera VM-1 z propotypowym przedwzmacniaczem Lipinskisound L-404. Bardzo dużo to dało - powstała solidna podstawa w sub kontrze, para dla stopy i ogólne podłoże dla wszystkich instrumentów. Stopy i werble saturowałem przy pomocy dwucalowej taśmy analogowej - Chandler Limited “Curve Bender > Studer A80 (16śladów) > Thermonic Culture “Phoenix”. Gitary akustyczne najczęściej ożywiam korektorami Massenburg Hi-Res EQ z TC System 6000, pre-ampem i EQ z Millennia Media STT-1 i kompresorem Alana Smarta “C1″. Overheady i ambiencey traktuję tym samym łańcuchem, ale bez TC System 6000. Syntezatorowym padom, dźwiękom pochodzącym z instrumentów virtualnych i samplom smyków dodaję harmonicznych (zwłaszcza niskich) “Phoenixem” lub “Zenerem”, po wcześniejszej korekcji Millenniami (często z nasyceniem rdzenia transformatora XFMR), albo Chandlerem. Choć liczba śladów w utworze nierzadko dochodzi do 60, a utworów jest 14, praca nie idzie wcale powoli. Plusem tej metody jest możliwość użycia urządzeń o różnym charakterze (to nie tylko wybory jaśniej / ciemniej, ale też szybiej / wolniej, więcej szczegółów / więcej pożądanych zniekształceń) z odpowiednimi instrumentami lub ich grupami. W ten sposób nie jestem zdeterminowany brzmieniem konsolety, charakterystyką takich samych w każdym jej kanale przedwzmacniaczy, kompresorów i korektorów. Poza tym używam urządzeń tylko najwyższej, masteringowej klasy, a aż tak bogato nie jest skostruowana żadna konsoleta;) Inny plus jest taki, że mając na końcu wszystkie ślady ‘wybrawione’ na gotowo mogę zawsze wrócić do identycznie brzmiącej sesji, bez ryzyka zmiany nastawów. Daje to możliwość totalnego skupienia się na ostatnim etapie miksów nad subtelnościami w budowie planów dźwiękowych, proporcji i przestrzeni. Czyli na koniec zostaje to co najprzyjemniejsze:)
0COMMENTS