studio333blog

11 Apr 2008
13:00

by b333
No Comments »

z życia studia

Maryla Rodowicz “Jest cudnie”

Po pracach opisanych w poście “korekty miksów Maryli Rodowicz” przyszła pora na mastering. Terminy były tak napięte, że praktycznie należałoby zrobić mastering na dwa tygodnie przed zakończeniem zgrań;) Najpilniejsze z pilnych były dwa pierwsze single z utworami “Jest cudnie” i “Na odległość”. Na bazie wcześniejszych spotkań z Andrzejem Smolikiem i znajomości miksów “Jest cudnie” autorstwa Andrzeja wyrobiłem sobie pewne zdanie na temat jego preferencji brzmieniowych i polegając na nich zrobiłem pierwszy mastering singli. Starałem się zachować oryginalny charakter zgrań, żeby było stylowo - miękko, ciepło, aksamitnie, bez wysokiego RMSu, ’szpanerskiej’ wysokiej górki itp. W torze masteringowym dźwięk nasycała dwucalowa taśma analogowa (Studer A80), przed nią balans częstotliwości do saturacji ustawiałem na Chandlerowskim “Curve Benderze”, po taśmie sygnał trafiał do lampowego kompresora Thermonic Culture “Phoenix”, dalej pracował algorytm DXP MS z TC System 6000, super-limiter i generator harmonicznych Chandera “Zener” i zamykający tor brick-wall z TC S6k.
Przygotowane single zostały już rozesłane do pierwszych stacji radiowych, gdy Maryla Rodowicz wyraziła wątpliwość czy ich brzmienie nie jest zbyt ciemne. Przedyskutowaliśmy sprawę z Andrzejem i postanowiliśmy zmienić kierunek na bardziej komunikatywny, tak, aby album “Jest cudnie” łatwiej i szerzej mógł zostać pozytywnie odebrany. Potrzebne było trochę radiowego blichtru, trochę sznytu bogatej produkcji. Żeby to osiągnąć przebudowałem tor masteringowy. Idąc za sugestiami Andrzeja, który podczas trackingu ‘docieplał’ każdy ślad i saturował go jak tylko mógł, zrezygnowałem ze Studera i saturacji za pomocą taśmy analogowej. Scalającego miksy i wypełniającego nagrania pięknymi niższymi harmonicznymi “Phoenixa” zastąpiłem rewelacyjnym kompresorem Alana Smarta “C1″. W moim odczuciu to najlepszy kompresor SSL-owskiego typu, jaki kiedykolwiek słyszałem. O dziwo brzmi lepiej, niż jego droższy następca “C2″! Dzięki kompresorowi Alana Smarta uniknąłem dalszej saturacji i wydobyłem mnóstwo atrakcyjnych szczegółów przy zachowaniu większości oryginalnych proporcji i relacji planów dźwiękowych między sobą. “C1″ na pierwszy rzut ucha może wydać się przezroczysty, zwłaszcza po “Phoenixie” albo “Zenerze”, po chwili jednak wiadomo, że ma własny, interesujący charakter. Dodaje ‘nieprzesłodzonego lukru’ w sposób, który nie zamula, ani wyraźnie nie zmienia nagrań, wnosi jednak walor poważnej produkcji, potrafi tchnąć sporo życia do miksu, postawić orkiestrę na baczność:) Przed “C1″ zamiast poprzednio wybranego korektora Chandlera “Curve Bender” umieściłem sparowane korektory Millennia Media STT-1. Millennie grają tak jak wyglądają - jeśli potrzebna jest precyzyjna ingerencja i ’sygnatura miliona dolarów’ one potrafią to dać:) Generalny charakter brzmieniowy ukręciłem jeszcze w dziedzinie analogowej, potem ‘płytowe dmuchnięcie’, precyzyjną kontrolę pasm, delikatne wyeksponowanie wokalu i nośnych instrumentów rytmicznych i harmonicznych przeprowadzałem w TC System 6000 używając gdzieniegdzie precyzyjnego de-essera, a wszędzie korektora Massenburg Hi-Res EQ i algorytmu masteringowego DXP MS. Tak przygotowany sygnał wysłałem na analogowy limiter Chandler “Zener”, który dodał jeszcze trochę energii i zatrał artefakty kompresji widmowej i dematrycowania stereofonii do postaci MS i z powrotem. Poziom wyjściowy “Zenera” ustawiałem tak wysoko jak tylko konwertery AD Myteka wytrzymywały (potrafią znieść clipping na poziomie 6dB!!!), gdy jednak pojawiały się jakiekolwiek zniekształcenia, redukowałem sygnał wysyłany na AD. Po powrocie do domeny cyfrowej, aby ustawić maskymalny poziom sygnału poniżej / do -0,3dBFs, użyłem 72-bitowego, masteringowego brick-wall limitera z TC System 6000, a przy bounceowaniu do 16 bitów, na samym końcu, również ditheringu POW’r w wersji #3.
Ostatecznie RMS nie był jakiś szalenie wysoki z czego bardzo się cieszę, bo nie znoszę ‘zgniecionych’ płyt, których przesłuchanie w całości jest dla odbiorcy nudną katorgą. Muzyka pozbawiona oddechu zamienia się w natarczywe paskudztwo, cieszę się więc, że oddech udało się zachować. Jest też charakter poważnej produkcji, a różne dobre smaki, które były obecne w miksach, zostały zachowane… przygotowałem więc płyty matki i oczywście egzemplarz dla Maryli Rodowicz.

Po wysłuchaniu płyty po masteringu artystka poprosiła Andrzeja Smolika o przygotowanie wersji pięciu utworów z mniejszą ilością pogłosów i delaya na wokalu. Powodem tej prośby było wrażenie mniejszej intymności głosu, który staje się za sprawą efektów przestrzennych bardziej odległy. Sprawy logistyczne nieco się skomplikowały, bo po zakończonych miksach Andrzej zwrócił wypożyczony od Musictoolz konwerter Mytek 8 x 192 z kartą ADAT, niezbędny dla uzyskania oczekiwanej jakości i spoistości nowych wersji zgrań z resztą materiału (zgraną wcześniej na Myteku). Szczęśliwie się złożyło, że w studio miałem wolny jeden ze swoich 8 x 192, poprosiłem Myteków o wypożyczenie karty ADAT Andrzejowi, uzbroiłem konwerter, zawiozłem go do pracowni Andrzeja i już było jak miksować. Tego samego dnia wieczorem Maryla Rodowicz zapowiedziała swoją wizytę w Studio 333. Po zgraniu nowych wersji miksów i powrocie do studia, na Złotą, ledwie zdążyłem przygotować sesję tak, żeby umożliwić porównanie wersji starych z nowymi i pojawiła się artystka oraz Andrzej Smolik z Anią Głuszko, która właśnie skończyła pracę nad oprawą graficzną płyty “Jest cudnie” - okładka z tygrysem rzeczywiście jest cudna:) Obecny przy tym ostatecznym etapie prac nad płytą był również Marcin Russek z SonyBMG. Po dokładnym przesłuchaniu pięciu nowych wersji i serii porównań zdecydowaliśmy się wykorzystać cztery z nich. Sugestie artystki sprawdziły się, warto było je zastosować.

Nowe miksy spowodowały konieczność zrobienia masteringu jeszcze raz. Wybrane cztery utwory w nowych wersjach musiałem ‘domasterować’ do reszty. Każdy z nich wymagał indywidualnego opracowania, innych korekt balansu częstotliwościowego i przestrzeni, innych ustawień kompresorów i limitera. No i standardowo nie było na to czasu;) Pracowałem do północy i od świtu, żeby zdążyć z nowym masteringiem i przygotowaniem kompletu płyt matek na 15:30 następnego dnia. Gdy kierowca z SonyBMG przyjechał na umówioną godzinę, właśnie podpisywałem ostatnią ‘matkę’. Udało się:) Premiera 12 maja.

0COMMENTS

« Kayah w Studio 333
Patrycja Kosiarkiewicz - mastering singla »

Copyright 2010 studio333blog | Theme Black Hole 1.0.2 by Karmadude

Powered by WordPress v2.6.3 | Entries (RSS) and Comments (RSS).

INFORMACJE
  • o blogu
  • Bartłomiej Kuźniak
  • kalendarz prac studia
  • 333rec
  • Golden Nine
  • 3 Metry
  • 2g
  • blast off!
  • oferta Studio 333
OSTATNIE POSTY
  • “Starsi Panowie” na pierwszym miejscu!:)
  • Kayah i Kabaret Starszych Panów
  • Paweł Kukiz
  • Ewelina Flinta
  • Monika Brodka i TVN w Studio 333
  • Renata Przemyk
  • Maciej Maleńczuk
  • Kabaret Starszych Panów
  • Gareth Saunders
  • pauza w blogu
  • très.b
  • QT 7.5.5 > 7.6 update
  • 2009
  • Rog bloku
  • Kayah - Ding Dong
KATEGORIE
  • z życia studia (71)
  • +# (54)
  • +www.studio333.net (13)
  • +333rec (5)
  • +nowe miejsce (1)
Archiwa
  • April 2010 (3)
  • March 2010 (2)
  • February 2010 (1)
  • January 2010 (2)
  • December 2009 (2)
  • February 2009 (2)
  • January 2009 (2)
  • December 2008 (5)
  • November 2008 (1)
  • October 2008 (3)
  • September 2008 (8)
  • August 2008 (1)
  • July 2008 (7)
  • June 2008 (5)
  • May 2008 (3)
  • April 2008 (7)
  • March 2008 (9)
  • February 2008 (4)
  • January 2008 (14)
  • December 2007 (18)
  • November 2007 (10)
  • October 2007 (11)
  • September 2007 (5)
  • August 2007 (2)
  • July 2007 (11)
  • June 2007 (4)
META
  • Log in
  • Entries RSS
  • Comments RSS
  • WordPress.org