Janek Komar - prace reklamowe
Janek Komar oprócz zaangrażowania w offowe projekty i niekomercyjną twórczość autorską na co dzień para się komponowaniem muzyki do reklam.
Ostatnie dwa projekty - muzykę do spotów telewizyjnych Praktikera i Radamera Janek częściowo nagrał, a w całości zmiksował i zmasterował w Studio 333, ze mną za konsoletą.
Janek zaprosił bardzo dobrych muzyków, więc brzmieniowo i interpretacyjnie wszystko się zgadzało:)
Pierwszy projekt był przykładem pracy, która zawsze wydaje mi się smutna i zastanawiam się, czy nie lepszy od zarabiania na tym pieniędzy byłby spacer nad Wisłą na przykład… Chodzi o pracę robioną pod naciskiem klienta końcowego, którego specyfika jest taka, że odrzuci wszystko, co ma jakiekolwiek znamiona czegoś dobrego, który prawdopodobnie uważa, że odbiorca reklamy jest skrajnym idiotą i nie trafi do niego nic, co byłoby, broń Boże oryginalne, albo niepozbawione smaku. Nie kupuję tego sposobu myślenia i nie wierzę w jego siłę rynkową - to, że przekaz ma być komunikatywny dla szerokiej grupy odbiorców, moim zdaniem, nie wyklucza możliwości zrobienia czegoś ciekawego, intrygującego, wielowymiarowego i atrakcyjnego dla zróżnicowanego odbiorcy. Każdy kto naoglądał się nagrodzonych reklam z poświęconych im festiwali z zagranicy będzie wiedział o co chodzi - jakoś jednak da się zrobić coś z humorem, coś zaskakującego, ujmującego, co zapada w pamięć i stokroć bardziej służy swojemu celowi, niż miałka reklama numer milion piećset sześćdziesiąt osiem - jednym uchem wpadająca, drugim natychmiast wylatująca. Choć to wszystko truizmy popularny profil zleceniodawcy pozostaje taki sam. Zaniżanie poziomu opracowania relamowego z premedytacją kojarzy mi się ze starszliwą metodą “sędziów kompetentnych” stosowaną, może jeszcze do dziś, przez Super Ekspres. W skrócie polegała ona na tym, że każdy artykuł poddawany był ocenie przez grupę osób, tzw. sędziów kompetentnych, wyłonionych wg. klucza nielotności oraz skrajnej pospolitości i gdy cokolwiek w tekście nie było dla tych osób zrozumiałe zostawał on ponownie zredagowany, tak, aby uzyskał akceptację “sędziów”. Autor, który trzykrotnie popełniłby negatywnie oceniony materiał zostawał zwolniony. Równanie w dół pachnie mi manipulacją dla niecnych celów - głupcami łatwiej jest sterować, lepiej więc pielęgnować taki stan i doprowadzić do niego jak największą część populacji. Trochę się zagalopowałem w tych dygresjach, pewnie dlatego, że: a) frustrujące jest robienie czegokolwiek, co z założenia ma nie być dobre i ciekawe; b) jeszcze dlatego, że od czterech dni bez przerwy pada deszcz;)
Jakby na pocieszenie drugie zlecenie było ciekawe;) Ciekawe dlatego, że zachodziła w nim potrzeba stylizacji muzyki i jej brzmienia na klimat a la “czterdziestolatek”. Janek zasugerował nawet pójście jeszcze dalej - w strone brzmień preferowanych przez Woodiego Allena. Do “czterdziestolatka” nawiązywała więc bardziej sama kompozycja, a brzmienie zrobiliśmy nieco starsze i nie PRLowskie;) Żadnych bliskich planów, wstęgowe mikrofony - do całych bębnów jednie parka Royerów R-121 z preampami WSW Siemens und Halshke, a kilkanaście centymetrów nad nią dyfuzor, który dodał do sygnału skoncentrowanej energii z pierwszych rozproszonych odbić.
Propozycja miała dwie wersje - w pierwszym utworze lead grał saksofon, w drugim główna melodia była zagwizdana. Klient kupił do spotu wersję drugą.
0COMMENTS