Bogdan Konracki + Fox
W piątek 28 listopada i we wtorek 2 grudnia miałem dwie elektryzujące sesje z Bogdanem Konrackim i Foxem. Dogrywaliśmy (w High Definition) organy Hammonda z Leslie do autorskiej płyty producenta. Muzyka zawarta na płycie Bogdana pozytywnie odznacza się na tle ultra-komercyjnych propozycji dostępnych na naszym rynku - jest lekka i przyjemna w odbiorze, a przy tym nie jest ‘niestrawnie strawna’ - to mocna stylizacja retro podana we współczesnej formie, klimaty przywołujące na myśl eskapady Telly Savalasa po ulicach San Fran, a czasami kino drogi w wakacyjnej polsce lat siedemdziesiątych… to moje całkiem prywatne projekcje;)

Fox odnalazł się i poczuł w tej muzyce znakomicie. To niesamowity muzyk - wystarczy mu raz puścić całkiem nieznany utwór, czasem nawet nie jeden raz, bo wystarczy po dwie frazy każdej części z opisem struktury i Fox już idzie grać i często w pierwszym podejściu nagrywa wersję płytową! I to nie jakąś tam, że może być, że po prostu się zgadza, tylko coś kapitalnego - z dopaleniem grooveu gdzie trzeba, z leadami i całą dramaturgią zbudowaną w czasie rzeczywistym!!! Praca z kimś tak uzdolnionym sama w sobie jest elektryzująca. Atmosfera była dodatkowo podkręcana przez bardzo pozytywne reakcje na to co się działo (i jak to brzmiało z muzyką) ze strony Bogdana.
Po rozmowie na temat stylizacji, podczas nagrań pierwszego utworu, przedstawiłem producentowi kilka sposobów ujęcia dźwięku z Leslie - górne wirujące głośniki nagrałem parą wstęgowych Royerów R-121 (ok. 10cm od bocznych otworów w Leslie), a dolny głośnik Braunerem VM-1 (na kółku, ok. 35cm od dolnego wylotu frontu kolumny), z ustawionym ok. pół metra za mikrofonem dyfuzorem walcowym.
Podczas zmian przedwzmacniacza nagrania zmieniały ‘osobowość’ - chcąc uzyskać klasyczny, rasowy dźwięk Hammonda (z gatunku głębszych i cieplejszych) użyliśmy do wszystkich mikrofonów modyfikowanych przedwzmacniaczy WSW Siemens und Hashke, później szukając bardziej drapieżnego charakteru sprawdzaliśmy Neve 1081 i modyfikowane przez Audio Upgrades “Mic-Pre Eminence” Studio Technologies. Te drugie były powalające - bardzo szybkie, konkretne, tam gdzie chcieliśmy twarde, gdzie indziej pełne, nigdy za ostre. Dolny głośnik z Braunerem VM-1 zostawiliśmy w tandemie z WSW, który dawał cudowny bas z niesamowitą aurą 3D (mimo monofonicznego ujęcia!).
Gdy doszliśmy do kompozycji wymagających jeszcze większego pazura zaproponowałem wpięcie między Hammonda a Leslie jakiegoś overdrive’a. Z magazynu Musictoolz wypożyczyłem cały stos kultowych zabawek - były to efekty Rogera Mayera i Fulltone’a. Roger Mayer budował przestery dla Jimmiego Hendrixa - to niesamowite, że ten sam człowiek robi je do dziś! Jest to już mocno starszy pan, prowadzi małą manufakturę, w której te klasyczne konstrukcje powstają.
Gdy puściliśmy Hammonda przez “Voo-Doo Axe” Rogera Mayera na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. To było coś niesamowitego. Fox zaczął tak grać i tak się tym cieszyć, że nie sposób było się tym nie zarazić:) Bogdan stwierdził, że Fox jest najlepszym Hommondzistą jakiego słyszał, a mówił to ze świadomością, że Fox grywa na Hammondzie tylko podczas sesji u mnie w studio, czyli bodaj piąty raz w życiu! Potem, podczas przerwy, Fox mi wyznał, że odnalazł się na tym instrumencie i gra na nim cieszy go tak bardzo, jak na żadnym innym. Może dlatego, że ‘z powołania’ jest perkusistą, skąd bierze się pewnie jego niesamowita dyscyplina rytmiczna - te wspaniałe staccata i nigdy nie przeciągnięte, ani nie skrócone wartości nutowe dające powietrze i kopa nagraniom… Zprosiłem Foxa, żeby wpadał pograć na Hammondzie, gdy tylko będzie miał ochotę i studio będzie wolne.
W kolejnych utworach mieliśmy ochotę na małe zmiany. Odnaleźliśmy wspaniały sound dopalając Hammonda kostką Fulltone “70’s”, potem Fulltone “Fat Booster”, potem Roger Mayer “High Frequency Booster”. Każdy efekt był inny, każdy stylowy:)
Bogdan początkowo myślał o dogrywaniu Hammonda tylko do ok. 3 piosenek, ale sesja była tak owocna (dograliśmy organy do pięciu kompozycji), że umówiliśmy się na kolejne nagrania we wtorek (żeby dobić do siedmiu).
Przespałem się z tematem i gdy się ponownie spotkaliśmy zaproponowałem do dwóch kolejnych utworów nowy setup - z włączonymi w nasz tor synału efektami Mooga. Do pierwszej wtorkowej kompozycji użyliśmy filtra Moogerfoogera ‘Lo-Pass’, po którym wpieliśmy przed Leslie overdrive Rogera Mayera “Voo-Doo Axe”. Fox subtelnie ustawił filtr dodając tam też trochę Drive’u z Mooga. Filtrowane organy brzmiały wspaniale:)

Doszliśmy do kolejnego utworu, do którego zaproponowałem zamiast konkretnej linii i ‘wypełnienia’ Hammondowego użycie instrumentu jako dodatku, trochę odrealnionej wartwy efektowej, drugiego dna utworu. Do osiągnięcia tego celu spiąłem zestaw: Hammond > Moogerfooger “Delay Line” > Leslie > płyta pogłosowa EMT 140. Poprosiłem Foxa, żeby grał rzadkie, krótkie, raczej wysokie dźwięki. Otworzyliśmy mocno Feedback z Moogowego delaya, dodaliśmy trochę jego Drive’u i to co usłyszeliśmy wywołało kolejną falę zadowolenia i zdumienia;) Z-DUB-owane krótkie nutki rozrzucane po pomieszczeniu przez wirujące głośniki Leslie brzmiały niesamowicie - bardzo oryginalnie i niespodziewanie - był to brudny, rasowy dźwięk z charakterem. Z dołożoną głębią z kultowej płyty pogłosowej EMT 140 - oczywiście modyfikowanej: przedwzmacniacze w klasie A, brak elektrolitów w torze audio i wydajniejsze zasilanie - stworzyliśmy ciekawy dalszy plan w utworze Bogdana. Nagrywaliśmy też wersje z włączonym reverbem z Hammonda - też było ciekawie… Nie ma końca tym zabawom i to jest w nich piękne:)
Na koniec Fox dograł linię basu grając dłońmi na pedałach basowych Hammonda. Czysty sygnał z instrumentu podałem na moje ulubione combo basowe - David Eden ‘Metro 500′. Nagrałem dźwięk Braunerem VM-1 i Royerem R-121. Efekt przyprawił mnie o basową zazdrość;)
Kiedyś, nie mając do dyspozycji takiej elektrowni, jak teraz, choćbym stanął na głowie, nie zbliżyłbym się do podobnych efektów pracy reżyserskiej albo producenckiej. Trochę to brutalne, ale niestety same pomysły i laptop nie pozwalają w żadnym stopniu zastąpić pewnych konkretnych (często wielkich, bardzo ciężkich i bardzo drogich) instrumentów i urządzeń. Może dzięki temu prowadzenie tak rozbudowanego studia ciągle ma sens;)
0COMMENTS