przedostatni dzień października
Cóż… waluty lecą łeb na szyję. Pożyczam na czynsz w dolarach, jak będę oddawał pewnie będą nie po dwa pięćdziesiąt jak teraz, tylko po czwórce… Nic nikt o tym nie wie, co będzie, jak uniknąc straty. Zawsze mi do głowy przychodzi najprostsze wyjście, totalny truizm - trzeba zarabiać tyle, żeby nie bolało;)
Koncentruje się na muzyce. Odwiedzają mnie artyści ze swoimi dziećmi pieczołowicie zabecikowanym na dyskach i pendrajwach, delikatnie je rozpakowuje i staram się wprawić w dobry nastrój. Uśmiechy na twarzach pociech udzielają sie rodzicom. Eh, chyba powinienem coś dziś zjeść, bo od rana nie było kiedy, przez co, być może ton nazbyt wymyka mi się w kierunku abstrakcji ze słowem karmiącym się słowem…
Do rzeczy. Odwiedził mnie dziś Marcin Grośkiewicz vel Groszek (Vinyl Department & Booking wydawnictwa Hirka Wrony - Pink Crow). Towarzyszył Groszkowi Jacek Majewski. Słuchaliśmy wspólnie utworów na kompilację “Sound of Warsaw”, również utworu Jacka, rozmawialiśmy o miksach, o drzemiących w utworze Jacka możliwościach, grzebałem trochę premasteringowo… genralnie świetne spotkanie. Muzyka jest nieprawdopodobnym medium kontaktowym, a jednocześnie łatwo staje się treścią, osią, celem rozmowy i spotkania. Wygląda na to, że w sposób jak najbardziej naturalny rozpoczniemy współpracę przy masteringu tej kompilacji. Będę do niej również miksował utwór Chickena z Namaste (wciąż czekam na barkujące sample z padniętego komputera Chickena).
Jutro odwiedzą mnie artyści, którzy nie znając ani mnie, ani mojego studia naciskali na wydawnictwo, żeby masterować ich utwór u Jacka Gawłowskiego. Wcale im się nie dziwie. Gdybym znał Jacka i/versus resztę osób parających się masteringiem, a nie znał bym Studio 333;), też bym chciał tylko Jackowi powierzyć swoją twórczość. Może nie wyraziłem się dość jasno, a jako że materia jest delikatna powinienem rzecz doprecyzować: do tej pory tylko Jacek Gawłowski proponował połączenie kilku elementów tworzących w sumie studio masteringowe na wysokim, światowym poziomie - zaangażowane podejście, otwartość, wiedza i doświadczenie + duża inwestycja w stworzenie odpowiednich warunków akustycznych do pracy i zakup profesjonalnego sprzętu z najwyższej półki. Inne znane mi osoby zajmujące się masteringiem nie miały kompletu wspomnianych zalet. W tym sensie Jacek był jedyny, a sam nie mogłem w pełni zaistnieć na rynku tych usług mając studio położone 220km od Warszawy, jednak od momentu przeprowadzki do chyba największej reżyserki masteringowej położonej w samym centrum Stolicy zdaje mi się, że tworzę poważna alternatywę dla studia Jacka.
Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości jednego ze wspomnianych siedmiu kolektywów tworzących “Sound of Warsaw” Groszek i ja zaprosiliśmy tych artystów na inspekcję. Wpadną jutro po 18tej. Nie mam wątpliwości, że jak zobaczą studio i posłuchają dźwięku z Dunlavych na pięćdziesięciu metrach kwadratowych reżyserki nie będą mieli problemów z zaufaniem mi:) Zaczyna mi się to wydawać cudownie proste - może z przemęczenia;) - być może na prawdę jest tak, że wystarczy, że nadal będę robił wszystko dobrze, jak najlepiej się da, z maksymalnym zaangażowaniem w każdą pracę i wszystko się pomyślnie ułoży… Niech tak będzie!:)
0COMMENTS