Archive for the ‘z życia studia’ Category
TVN w Studio 333
Dziś gościłem w Studio 333 Andrzeja Bachledę - muzyka i sportowca, Agatę Borzym - szefową promocji w Kayaxie i Agnieszkę Rylik - 5-krotna Mistrzynię Europy i 4-krotna Mistrzynię Świata w kick-boxingu wraz z ekipą TVNu.
Agnieszce nie podpadłem, więc kości po nagraniach mam całe;)
Spotkaliśmy się, żeby nagrać kilka scen uzupełniających do materiału o sylwetce Andrzeja Bachledy. Będzie on wyemitowany w najbliższą sobotę 13.12.2008 w programie “Dzień dobry TVN” między 8:30, a 10:50. Rzecz ma dotyczyć sportowców robiących obecnie karierę muzyczną.
Ostatnią płytę Andrzeja całkiem niedawno opublikował Kayax (wspólnie z Agorą). Nad kolejnym wydawnictwem będziemy pracować już razem.
Bogdan Konracki + Fox
W piątek 28 listopada i we wtorek 2 grudnia miałem dwie elektryzujące sesje z Bogdanem Konrackim i Foxem. Dogrywaliśmy (w High Definition) organy Hammonda z Leslie do autorskiej płyty producenta. Muzyka zawarta na płycie Bogdana pozytywnie odznacza się na tle ultra-komercyjnych propozycji dostępnych na naszym rynku - jest lekka i przyjemna w odbiorze, a przy tym nie jest ‘niestrawnie strawna’ - to mocna stylizacja retro podana we współczesnej formie, klimaty przywołujące na myśl eskapady Telly Savalasa po ulicach San Fran, a czasami kino drogi w wakacyjnej polsce lat siedemdziesiątych… to moje całkiem prywatne projekcje;)

Fox odnalazł się i poczuł w tej muzyce znakomicie. To niesamowity muzyk - wystarczy mu raz puścić całkiem nieznany utwór, czasem nawet nie jeden raz, bo wystarczy po dwie frazy każdej części z opisem struktury i Fox już idzie grać i często w pierwszym podejściu nagrywa wersję płytową! I to nie jakąś tam, że może być, że po prostu się zgadza, tylko coś kapitalnego - z dopaleniem grooveu gdzie trzeba, z leadami i całą dramaturgią zbudowaną w czasie rzeczywistym!!! Praca z kimś tak uzdolnionym sama w sobie jest elektryzująca. Atmosfera była dodatkowo podkręcana przez bardzo pozytywne reakcje na to co się działo (i jak to brzmiało z muzyką) ze strony Bogdana.
Po rozmowie na temat stylizacji, podczas nagrań pierwszego utworu, przedstawiłem producentowi kilka sposobów ujęcia dźwięku z Leslie - górne wirujące głośniki nagrałem parą wstęgowych Royerów R-121 (ok. 10cm od bocznych otworów w Leslie), a dolny głośnik Braunerem VM-1 (na kółku, ok. 35cm od dolnego wylotu frontu kolumny), z ustawionym ok. pół metra za mikrofonem dyfuzorem walcowym.
Podczas zmian przedwzmacniacza nagrania zmieniały ‘osobowość’ - chcąc uzyskać klasyczny, rasowy dźwięk Hammonda (z gatunku głębszych i cieplejszych) użyliśmy do wszystkich mikrofonów modyfikowanych przedwzmacniaczy WSW Siemens und Hashke, później szukając bardziej drapieżnego charakteru sprawdzaliśmy Neve 1081 i modyfikowane przez Audio Upgrades “Mic-Pre Eminence” Studio Technologies. Te drugie były powalające - bardzo szybkie, konkretne, tam gdzie chcieliśmy twarde, gdzie indziej pełne, nigdy za ostre. Dolny głośnik z Braunerem VM-1 zostawiliśmy w tandemie z WSW, który dawał cudowny bas z niesamowitą aurą 3D (mimo monofonicznego ujęcia!).
Gdy doszliśmy do kompozycji wymagających jeszcze większego pazura zaproponowałem wpięcie między Hammonda a Leslie jakiegoś overdrive’a. Z magazynu Musictoolz wypożyczyłem cały stos kultowych zabawek - były to efekty Rogera Mayera i Fulltone’a. Roger Mayer budował przestery dla Jimmiego Hendrixa - to niesamowite, że ten sam człowiek robi je do dziś! Jest to już mocno starszy pan, prowadzi małą manufakturę, w której te klasyczne konstrukcje powstają.
Gdy puściliśmy Hammonda przez “Voo-Doo Axe” Rogera Mayera na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. To było coś niesamowitego. Fox zaczął tak grać i tak się tym cieszyć, że nie sposób było się tym nie zarazić:) Bogdan stwierdził, że Fox jest najlepszym Hommondzistą jakiego słyszał, a mówił to ze świadomością, że Fox grywa na Hammondzie tylko podczas sesji u mnie w studio, czyli bodaj piąty raz w życiu! Potem, podczas przerwy, Fox mi wyznał, że odnalazł się na tym instrumencie i gra na nim cieszy go tak bardzo, jak na żadnym innym. Może dlatego, że ‘z powołania’ jest perkusistą, skąd bierze się pewnie jego niesamowita dyscyplina rytmiczna - te wspaniałe staccata i nigdy nie przeciągnięte, ani nie skrócone wartości nutowe dające powietrze i kopa nagraniom… Zprosiłem Foxa, żeby wpadał pograć na Hammondzie, gdy tylko będzie miał ochotę i studio będzie wolne.
W kolejnych utworach mieliśmy ochotę na małe zmiany. Odnaleźliśmy wspaniały sound dopalając Hammonda kostką Fulltone “70’s”, potem Fulltone “Fat Booster”, potem Roger Mayer “High Frequency Booster”. Każdy efekt był inny, każdy stylowy:)
Bogdan początkowo myślał o dogrywaniu Hammonda tylko do ok. 3 piosenek, ale sesja była tak owocna (dograliśmy organy do pięciu kompozycji), że umówiliśmy się na kolejne nagrania we wtorek (żeby dobić do siedmiu).
Przespałem się z tematem i gdy się ponownie spotkaliśmy zaproponowałem do dwóch kolejnych utworów nowy setup - z włączonymi w nasz tor synału efektami Mooga. Do pierwszej wtorkowej kompozycji użyliśmy filtra Moogerfoogera ‘Lo-Pass’, po którym wpieliśmy przed Leslie overdrive Rogera Mayera “Voo-Doo Axe”. Fox subtelnie ustawił filtr dodając tam też trochę Drive’u z Mooga. Filtrowane organy brzmiały wspaniale:)

Doszliśmy do kolejnego utworu, do którego zaproponowałem zamiast konkretnej linii i ‘wypełnienia’ Hammondowego użycie instrumentu jako dodatku, trochę odrealnionej wartwy efektowej, drugiego dna utworu. Do osiągnięcia tego celu spiąłem zestaw: Hammond > Moogerfooger “Delay Line” > Leslie > płyta pogłosowa EMT 140. Poprosiłem Foxa, żeby grał rzadkie, krótkie, raczej wysokie dźwięki. Otworzyliśmy mocno Feedback z Moogowego delaya, dodaliśmy trochę jego Drive’u i to co usłyszeliśmy wywołało kolejną falę zadowolenia i zdumienia;) Z-DUB-owane krótkie nutki rozrzucane po pomieszczeniu przez wirujące głośniki Leslie brzmiały niesamowicie - bardzo oryginalnie i niespodziewanie - był to brudny, rasowy dźwięk z charakterem. Z dołożoną głębią z kultowej płyty pogłosowej EMT 140 - oczywiście modyfikowanej: przedwzmacniacze w klasie A, brak elektrolitów w torze audio i wydajniejsze zasilanie - stworzyliśmy ciekawy dalszy plan w utworze Bogdana. Nagrywaliśmy też wersje z włączonym reverbem z Hammonda - też było ciekawie… Nie ma końca tym zabawom i to jest w nich piękne:)
Na koniec Fox dograł linię basu grając dłońmi na pedałach basowych Hammonda. Czysty sygnał z instrumentu podałem na moje ulubione combo basowe - David Eden ‘Metro 500′. Nagrałem dźwięk Braunerem VM-1 i Royerem R-121. Efekt przyprawił mnie o basową zazdrość;)
Kiedyś, nie mając do dyspozycji takiej elektrowni, jak teraz, choćbym stanął na głowie, nie zbliżyłbym się do podobnych efektów pracy reżyserskiej albo producenckiej. Trochę to brutalne, ale niestety same pomysły i laptop nie pozwalają w żadnym stopniu zastąpić pewnych konkretnych (często wielkich, bardzo ciężkich i bardzo drogich) instrumentów i urządzeń. Może dzięki temu prowadzenie tak rozbudowanego studia ciągle ma sens;)
Comments OffCOMMENTS
Kasia Cerekwicka
Piotr Siejka zaprosił mnie do współpracy postprodukcyjnej przy nowym utworze Kasi Cerekwickiej “Żyj intensywnie”. Nie nazywam tego tylko masteringiem, bo w rzeczywistości to nieco więcej. Piotr przyniósł do studia swoje zgranie z ce-jedynką na sumie (kompresor: Alan Smart “C1″), z prośbą, żebym szczegółowo je z nim omówił. Słuchaliśmy tego utworu kilkakrotnie, w oderwaniu od reszty Świata, a potem porównując z kilkoma topowymi produkcjami powinowatymi stylistycznie. Zamiast próbować rozwiązać pewne probelmy masteringiem, operując wówczas już wyłącznie na sumie, spisałem w formie kilkunastu punktów swoje uwagi: co i w jaki sposób warto byłoby zmienić na jakim śladzie. Notatkę przekazałem Piotrowi, pojechał do siebie wcielić do miksu zmiany. Zadzwonił po kilku godzinach podekscytowany, że to działa;) Przysłał mi potem swoje nowe zgranie, które rzeczywście było dużo lepsze od poprzedniego, czyli zadziałało toto faktycznie:)
Zacząłem prace nad masteringiem, a gdy doszedłem do finału zaprosiłem Piotra na odsłuch. Ocenił rzecz tak: wszystko jest pięknie, ale za bardzo słychać pompowanie kompresora. Pozmieniałem więc czasy w zastosowanym do tej pracy Phoenixie i kompresorach widmowych (M i S) TC System 6000, ale to nie pomogło. Posłuchałem wówczas ponownie, pod kątem pompowania, piotrowego zgrania i wydało mi się, że irytujące producenta ugięcia są już w nim. Zrobiłem wersję pre-masterową głośniej limiterem i okazało się, że tak właśnie jest. Poprosiłem Piotra, żeby zgrał utwór ponownie, ale bez kompresji, a jeśli z powodów estetycznych chce użyć na sumie swojej ce-jedynki możemy ją włączyć w tor masteringowy już w studio, kontrolując sytuację najlepiej.
Kilka godzin później Piotr pojawił się z nowym zgraniem bez kompresji i z kompresorem pod pachą:) Zestawiliśmy połączenia i okazało się , że przyczyną pompowania był kompresor Piotra (i jego ‘nastawy’). Ustawiliśmy go inaczej, tak, że ten niechciany w tym wypadku efekt znacznie się zmniejszył, jednak dopiero na bypassie znikał całkowicie. Co ciekawe, okazało się, że Bypass w Smarcie nie działa zbyt dobrze - wypięcie z niego kabli i połączenie ich ze sobą na zewnątrz - bez kompresora dało odczuwalnie lepszy dźwięk, niż ten z Bypassu wciśniętego na urządzeniu.
W roli kompresora pracującego na sumie genialnie sprawdził się Thermonic Culture “Phoenix”. Kolejny raz okazało się, że nie zawsze nawet najlepsza rzecz nadaje się do wszystkiego - w wypadku tego miksu C1 był za wolny, natomiast “Phoenix” nie kojarzący się wcale z demoniczną szybkościa dał pięknie radę.
Czekam jeszcze na dodatkowe utwory z SONYBMG, a gdy tylko otrzymam ich komplet przygotuję nową płytę będącą dodatkiem do re-edycji ostatniego albumu Kasi Cerekwickiej “Pokój 203″.
0COMMENTS
Frutti di Mare
Dziś Filip “Wieża” Różański grający w Lao Che przyniósł ślady Hammonda do dwóch utworów Frutti di Mare - drugiej grupy, z która właśnie zmierza do zakończenia prac nad jej debiutancką płytą. Były to nagrania wykonane liniowo z cyfrowego modelu Hammonda XK. Chodziło o ich de-digitalizację, nadanie charakteru ‘prawdziwego’, vintageowego Hammonda.
W tym celu ślady wpuściliśmy na Leslie zdejmując je parą wstęgowych Royerów R-121 (ustawionych po bokach paczki) z pre-ampami WSW - górne wirujące głośniki - i pojedynczym ELAMem 251 Telefunkena (na nerce) ustawionym ok. 30cm od wylotu głośników niskotonowych of frontu (podłączonym również do WSW). Całość (ustawiona bez przeciwfazy) dała możliwość regulacji proporcji góry i dołu w miksie, tak, żeby wszystkiego było ile trzeba w połączeniu z resztą instrumentów.
Leslie potrafi ożywić wszystko! Parę miesięcy temu użyłem lampowego Leslie 147 do chórków, a nawet lead wokali, co dało bardzo ciekawy i niemożliwy do podrobienia efekt. Niedawno na Leslie Solid State nagrywałem grając na basie (sygnał do Leslie trafiał po pre-ampie Edena) równolegle podłączonym do Edena Metro 500 - razem dało to ogromny dźwięk, jak z giganycznej sceny z koncertu z nagłośnieniem pół miliona Watt. Wydłużał się w tej konfiguracji sustain i wyrównywała się głośność wszystkich rejestrów na basie. Wirującymi głośnikami i 300 Wattową końcówką można wprowadzić w wibrację każdy przedmiot i osobę znajdującą się w tym samym pomieszczeniu:)
0COMMENTS
Ania Kostrzewska
Od wczoraj Ania Kostrzewska nagrywa wokale w Studio 333 na cudownym ELAMie 251 Telefunkena (w parze z modyfikowanymi preampami WSW Siemens und Halshke). Reżyserem dźwięku jest Asia Popowicz, a producentem Paweł Bzim Zarecki - widoczni na zdjęciu. Sesja potrwa do niedzieli włącznie.
0COMMENTS
Józefina
Spotkaliśmy się z Chickenem i Józefiną, żeby dograć chórki i dodatki wokalne do utworu Chickena “Odyssey”. Mikrofon Telefunken ELAM 251, tak jak dzień wcześniej, przy nagraniach Indii Czajkowskiej, powalił mnie i Chickena na kolana. Józefina stwierdziła, że jeśli każdy wokalista musi znaleźć idealny dla siebie mikrofon, to dla niej jest to właśnie ELAM 251:) Nie dziwi mnie to, bo maszyna jest bardzo głoso-lubna:) Józefina zaśpiewała świetnie, Chicken ma ślady jak marzenie.
0COMMENTS
India Czajkowska
Dziś po raz pierwszy odkąd przeniosłem studio na Złotą miałem przyjemność pracować z Indią Czajkowską - wokalistką, której kunszt ogromnie cenię i barwę głosu bardzo lubię. Spotkaliśmy się, żeby stworzyć formę i nagrać lead wokale do nowego utworu Chickena “Water Falls”.
![]()
Spotkanie zbiegło się z pierwszym podłączeniem owianego legendą mikrofonu Telefunken ELAM 251, który zaprzyjaźniona i współpracująca ze Studio 333 firma MusicToolz właśnie sprowadziła bezpośrednio od producenta. Poznałem już tak wiele zacnych mikrofonów, że niełatwo wpadam w zachwyt. Jednak to, co wszyscy usłyszeliśmy po rozgrzaniu Telefunkena było ZDUMIEWAJĄCE!!! Czegoś podobnego w życiu nie słyszałem!
Bez żadnej korekcji i kompresji (tylko po pre-ampie WSW i konwerterze Mytek 8×192 pracującym w 24bitach i 88200Hz) ślad wokalny brzmiał jak najlepiej wypracowany (na żadnym korektorze bym czegoś takiego nie ukręcił z innego mikrofonu), gotowy i co najważniejsze osadzający się pieknie w miksie instrument (w kontraście do częstej sytuacji, gdzie ślad solo brzmi wspaniale, ale nie specjalnie siedzi w miksie). Oczywiście podstawą jest to, że mieliśmy świetne żródło dźwięku, jednak nie sposób nie docenić też tego, co z głosem zrobił, jak go ujął, ELAM 251. Nie wyobrażałem sobie, że uzyskanie takiej barwy jest w ogóle możliwe (sądziłem, że w podziwianych przeze mnie nagraniach wydarzyło się coś nie do osiągnięcia, głównie za sprawą nieosiągalnie cudownych żródeł dźwięku - teraz słyszę, że da się tego dotknąć, ale tylko dysponując właściwym narzędziem) - na dzień dobry wszystko się zgadzało - nawet sybilanty, które mogły zabrzmieć ostro ELAM zinterpretował jakoś tak (jakby były niższe), że było przyjemnie. Specyfika linii wokalnej była taka, że udało nam się zrobić nagranie bez pop filtra. Barwa jest cudowna, dół nie buczy, choć jest wielki i pełny, góra jest przyjemna, ani zbyt jasna, ani zbyt ciemna, a w całej średnicy dzieje się jakby więcej, niż zwykle - ogromne bogactwo harmonicznych i detali. Brzmienie jest zjawiskowe! Ten mikrofon to marzenie, dla którego warto się zrujnować, czego nie omieszkam zrobić;) Drugi egzemplarz ze sparowanej w fabryce parki kupuje Andrzej Smolik. W wypadku specjalnych okazji będziemy łączyć nasze okazy, żeby uzyskać stereo zrealizowane na ELAMach.
Wracam do sesji - okazało się, że akurat i Chicken i India i ja ostatniej nocy nie przespaliśmy więcej, niż 2,5 godziny, wszyscy byliśmy więc ledwie żywi, a do tego pogoda była iście londyńska. Wobec tych ‘czynników obiektywnych’ udało nam się jedynie zrobić wstępne przymiarki do formy i teraz dopiero na ich bazie Chicken zmontuje swoją propozycję, którą opracuje z Indią na gotowo i wówczas spotkamy się we trójkę na nagranie płytowe.
0COMMENTS
5th Element - mastering
Piąty Element przygotowuje nową płytę z udziałem wokalisty o pseudonimie Mr. Hyde. Mimo, że materiał na “DNA Code” nie jest jeszcze skończony potrzebna była płyta na zbliżający się berliński Popkomm. Z tej okazji odwiedziłem artystów w ich studio - mają tam kolekcję wspaniałych syntezatorów i świetne warunki do tworzenia muzyki. Każdemu życzę takiej pracowni!:)
![]()
0COMMENTS
Nina Kodorska
Kilka miesięcy temu, gdy opowiedziałem Tomikowi z Kayaxu o naszych planach producenckich w duecie ze Zbyszkiem Szmatłochem i zaprzyjaźnionymi muzykami, Tomik zaproponował, żebym skontaktował się z Niną Kodorską - bardzo obiecującą młodą wokalistką, która jeszcze nie ma własnego repertuaru i będzie go potrzebowała. Zaprosiłem Ninę do studia. Wydała mi się bardzo sympatyczna, naturalna i bezpretensjonalna. Porozmawialiśmy o róźnych potencjalnie ciekawych kierunkach muzycznych i posłuchaliśmy kilku płyt szukając wspólnego mianownika. Okazało się nim granie akustyczne. Wyobraziłem sobie zadziorny skład z dosyć klasycznymi instrumentami (bębny, kontrabas, fortepian, baryton, gitara preparowana), otwartą, szeroką harmonią, długimi frazami, wolnymi tempami i dużą ilością wolnej przestrzeni do zagospodarowania jej częściowo przez głos Niny, a częściowo do pozostawienia dla oddechu.
Umówiliśmy się najpierw na wstępną przymiarkę, żeby zarejstrować głos Niny i w oparciu o rezultaty sesji stosowanie działać dalej. Żeby dostarczyć Ninie dobrych tekstów po angielsku zaproponowałem współpracę z Taslim i Arkiem Wasiami, którzy akurat przyjechali na wakacje do Polski. Zaoferowali Ninie pomoc w przekształceniu i wyrażeniu jej własnych myśli w języku angielskim (zamiast przekazania gotowych tekstów, od których zaczęliśmy pierwsze próby). Idąc za tą sugestią Nina dostarczyła później swoje szkice, które Taslim i Arkek wzięli na warsztat nadając im pożądanego kształtu.
Spotkaliśmy się z Niną na, jak się okazało, jej pierwsze w życiu studyjne nagrania. Najpierw zarejestrowaliiśmy “Rosemary Baby” w wersji polskiej (z tłumaczeniem Wojciecha Młynarskiego) w wersji a cappella.
Żeby nie spowalniać początku nagrań ustawiłem mikrofon Brauner VM-1 (sprawdzałem brzmienie z pop-filtrem i bez) z modyfikowanymi pre-ampami WSW Siemens und Halshke porównując je z prototypem L-408 firmy Lipiński Sound. W tym wypadku pierwszy przedwzmacniacz brzmiał głębiej i pełniej, był jakby bardziej ‘łaskawy’ dla wokalistki, a drugi był szybszy i czystszy, przez co i bardziej ‘bezwzględny’, ponieważ chciałem mieć wierny i krytyczny obraz sytuacji na tym etapie przy nim zostaliśmy. Nagrywaliśmy w 24 bitach i 176400Hz przez moje ulubione konwertery Mytek Digital 8×192.
Barwa głosu Niny była niesamowita, na prawdę wyjątkowa: głeboka, mocna, dosyć ciemna, ale klarowna. Trudno było mi uwierzyć, że mam do czynienia z debiutantką i osobą tak młodą. Jeśli chodzi o interpretacje “Rosemary Baby” akurat osobiście nie lubię wpływów polskiego szkolnictwa jazzowo-rozrywkowego, więc tu wiele bym chciał zmienić jako ewentualny producent, gdyby współpraca się rozwinęła…
Żeby sprawdzić jak Nina poradzi sobie z materiałem wychodzącym poza harmonię dur-molową i w języku obcym poprosiłem ją, żeby zaśpiewała dwa anglojęzyczne teksty Taslim i Arka Wasiów do utworów zespołu 3 Metry z płyty “noir”. Zrobiliśmy dwa podejścia do nagrań: pierwsze bez żadnego przygotowania, drugie po zostawieniu Ninie muzyki do opracowania swoich partii na następny dzień. Jak się okazało jednym z największych atutów Niny był objawiony w podejściach do tych utworów jej wielki potencjał energetyczny. Słychać było, że Nina nie jest jeszcze improwizatorem mogącym wskoczyć w nieznaną materię bez żadnego przygotowania (wiek?), mimo to rezultaty pierwszych przymiarek były obiecujące.
Gdy po czasie przemyśleliśmy ze Zbyszkiem sprawę, podważając własne wcześniejsze ustalenia, wydało nam się, że wymyślony wcześniej kierunek akustyczny nie jest tu najwłaściwszy. Słuchając nagrań wokalistki z 3 Metrami wyobraziliśmy sobie Ninę w całkiem innym anturażu - z mocną, żywą kapelą za plecami. Z zespołem, który będzie miał tak dużo energii, że na jej tle Nina będzie mogła swobodnie rozwinąć swoją ogromną ekspresję wokalną.
Przystąpiliśmy do budowania zespołu na tę okoliczność. Zaprosiliśmy najlepszego bębniarza jaki przyszedł nam do głowy - Gerarda Niemczyka, mieszkającego teraz w Nowym Sączu, świetnego gitarzystę - Darka Bafeltowskiego z Częstochowy, no i sami chwyciliśmy za instrumenty - Zbyszek za gitarę podłączoną przez Rhodesa z siedemdziesiątego trzeciego i jego vibratto do paczki Suitcase, ja za bezprogowy bas ze struną E nastrojoną prawie o oktawę niżej, który był podłączony równocześnie do combo Edena ‘Metro 500′ i wielkiego koncertowego Leslie 147. Gerard zagrał na starym kultowym Ludwigu, a Darek na głowie JCM 900 z dwugłośnikową paczką Mesy i gitarze lutniczej o 36 progach.
W jeden dzień stworzyliśmy szkic piosenki. Pozwoliliśmy sobie pójść w to, co wydawało nam się odpowiednie i równocześnie, co mieliśmy ochotę zagrać. Wyszła z tego rzecz o ‘dużej masie’ - mocna ’stadionówa’, która mogłaby się też dobrze sprawdzić w klubach.
Po wstępach objaśniających zmianę koncepcji i jej przyczyny zaprosiliśmy Ninę, żeby odegrać jej nowy utwór. Dokonaliśmy łobuzerskiego nagrania - notatki z prób 100% live (całe bębny na ledwe 3 mikrofony: stopa, werbel i monofoniczna góra), tyle tylko, żeby nie zapomnieć i żeby było do czego spróbować Ninę przymierzyć. Wyszła z tego niezła ‘luta’;) Stylistycznie wszystko wymieszane - ni to archaiczny, trudny do zdefiniowania stylistycznego, czad, ni to nowoczesny cyber-punk, ni trip-hop, ni to żywy i ciemny groovowy hip-hop, ale wszystkiego po trochu… dwatysiącedziesięć!;)
Zgrałem roboczy zapis przez sumator AMS Neve 8816 + 8804 (przewalając na nim poziomy na każdym śladzie - wtedy zagrał najciekawiej), żeby Nina mogła się z nim zapoznać, złapać formę i coś sobie wstępnie poukładać. Spotkaliśmy się następnego dnia, żeby dograć wokale i zobaczyć co z tego połączenia wyjdzie. Zrobiliśmy kila podejść, ale Nina w ogóle się nie ‘uruchomiła’. Miała taki dzień, że chyba całą energię puściła w powtarzanie, że nie da rady i generalnie na tym sesja się zakończyła… Na dyskach zostało kilka wejść, ale kompletnie nie o to chodziło. Odsłuchując później nagrań stwierdziliśmy ze Zbyszkiem, że jeśli w ogóle miałoby dojść do współpracy z Niną to powinniśmy zdecydowanie w tym wypadku dać sobie spokój z akustycznym downtempo, albo nowoczesnym groovowym cyber-punkiem na rzecz prostych (w dobrym sensie), przebojowych, radiowych piosenek, w których wyznaczymy Ninie jasną rolę, napiszemy dokładnie wszystkie leady nie pozostawiając miejsca na zmaganie z materią.
Działo się to wszystko pod dużą presją czasu - dzień po ostatnim nagraniu Nina weszła do programu “Fabryka Gwiazd” w Polsacie. Nie mieliśmy już sposobności ponownego podejścia do nagrań, a tym bardziej na sprawdzenie innych dróg. Uczestnictwo w “Fabryce Gwiazd” oznacza absolutny brak kontaktu z każdym z uczestników programu, a wypadku Niny, zważywszy na jej talent, prawdopodobnie przez co najmniej kilka tygodni, a może nawet przez kwartał (uznani za najlepszych zostają w programie najdłużej). Trzy miesiące to dość czasu, żeby zastanowić się co dalej. Oprócz podstawowych kwestii dotyczących ustalenia kierunku wspólnych prac wchodzą w grę bardzo życiowe sprawy - opracowanie repertuaru płytowego to min. pół roku pracy (z debiutantką) dla duetu producenckiego, kilkaset godzin rezerwacji studia wraz z obsługą, czas w którym trzeba utrzymać artystkę, studio, utrzymać siebie, zaangażowanych muzyków (przyszły skład koncertowy) - to spora inwestycja o bardzo dużym stopniu ryzyka. W kontrze do tego zajęcia i ja i Zbyszek mamy kalendarz na najbliższe miesiące wypełniony ciekawymi, prestiżowymi i intratnymi produkcjami, powinniśmy więc mądrze zarządzać czasem, którego coraz bardziej nam brakuje (jego najbardziej!).
W międzyczasie apetyty rozbudzone energetycznym graniem rozkwitły i stwierdziliśmy, że twór, który powołaliśmy do życia dla Niny jest na tyle dla nas ciekawy, a to granie satysfakcjonujące, że warto rzecz kontynuować, ale z mocnym, męskim głosem, bardziej w stronę nakręcającej nawijki, niż wokalistyki. Po krótkich przeszpiegach zaprosiliśmy Pedro el Negro (który wcześniej zabłysnął w studio przy nagraniach do utworów Chickena), żeby spróbował się z tym zmierzyć. Po kilku spotkaniach, ustaleniu oczekiwań i nakreśleniu zamysłu spotkaliśmy się z Pedro na pierwszej roboczej sesji. Gdy tylko usłyszeliśmy to, co Pedro przygotował, od razu wiedzieliśmy, że był to strzał w dziesiątkę! Pod wpływem próbnych nagrań i dalszych przemyśleń postanowiliśmy zmodyfikować jeszcze skład zespołu (analogowy syntezator zamiast drugiej gitary) robiąc z niego re-kreację dawnego zespołu ‘dwaGramy’, który w drodze ewolucji przeobraził się w ‘2g’.
Powyższy opis sytuacji opubkowałem po kilku tygodniach od całej akcji… W międzyczasie rozwinął się wątek muzyczny ‘2g’, czemu poświęciłem osobnego posta, ktory jest dostępny pod tym linkiem.
A wracjąc do tematu - czy będziemy ze Zbyszkiem produkować płytę dla Niny jeszcze nie wiadomo… jeżeli tylko okaże się to możliwe na pewno chętnie to zrobimy.

0COMMENTS
Maria Peszek - mastering płyty “maria Awaria”
Od jedenastu miesięcy trwały prace nad nową płytą Marysi Peszek “maria Awaria”, której producentem jest Andrzej Smolik (za wyjątkiem ostatniego utworu “Muchomory” opracowanego przez Foxa i zrealizowanego przez Krzyśka Pszonę). Początkowo premiera zaplanowana była na marzec, ostatecznie jednak album ukaże się 19 września, co jest już pewne, ponieważ skończyłem mastering, który został pozytywnie przyjęty, a wczoraj z Marysią przygotowałem ostateczne produkcyjne płyty matki, które pójdą do tłoczenia już w poniedziałek.
Miałem przyjemność robić kilka nagrań do tej wyjątkowej płyty (kontrabas, organy Hammonda i chyba jeszcze piano Rhodesa), odwiedzałem też Andrzeja Smolika w jego pracowni, gdzie wspólnie dumaliśmy nad miksami - co zrobić, co zmienić, żeby efekt końcowy był jak najlepszy. Andrzej poświęcił zgraniom wiele uwagi, a przede wszystkim stworzył bardzo fonogeniczne kompozycje, co jest absolutną podstawą udanej produkcji. Jeśli muzyka ‘niesie’, cała reszta (brzmienie, proporcje, przestrzeń) robi się niejako sama. Jeśli kompozycjom czegoś brakuje - nie ma na Świecie fachowca i sprzętu, którym możnaby rzecz uratować (nie przerabiając kompozycji), nie ma takiej gałki, która ‘zrobi dobrze’. To niby truizm, ale z obserwacji widzę, że wcale nie do końca powszechnie uświadomiony. Andrzej Smolik ma tą rzadką i niesamowitą zdolność, że potrafi stworzyć czytelny i atrakcyjny rdzeń kompozycji, pozostawiając go niemal do końca czystym - z minimalną ilością ozdobników i dodatków (która to umiejętność leży na antypodach ‘komponowania’ poprzez mnożenie śladów wokół niczego: dodawania kolejnych pasujących do tempa rytmów i kolejnych harmonicznych dźwięków, instrumentów, bez żadnego szczególnego pomysłu na całość ‘u nasady’). W moim odczuciu talent, gest muzyczny i spokój Andrzeja, stworzyły doskonałą i wielowymiarową całość w połączeniu z kapitalnymi, ostrymi tekstami Marysi, z jej urzekającymi mnie wykonaniami i sposobem interpretacji. Płyta podoba mi się prywatnie dlatego nie staram się hamować w zachwytach, bo niby czemu miałbym to robić?;)
Logistycznie praca nad płytą Marysi wyglądała tak, że kilkakrotnie biegaliśmy pomiędzy studiami robiąc korekty miksów u Andrzeja i weryfikując je potem przy pomocy mojego bezlitosnego odsłuchu w studio na Złotej. Zapisywaliśmy notatki i wracaliśmy z nimi do Andrzeja lub Andrzej sam je nanosił zgrywając utwory z Logica z użyciem sumatora analogowego SSLa po konwerterach Mytek Digital 8 x192 (zgrania robiliśmy wyłącznie w 24bitach 88200Hz).
Mając pierwsze dojrzałe miksy zaproponowałem różne możliwe kierunki opracowania brzmienia przy masteringu. Jeden głośny, ‘radiowy’, drugi cichszy, smaczny, z dodanym charkterem i trzeci również cichszy, ale bez dodatku nowego smaku, jedynie z ekspozycją zalet zawartych w miskie, przy ważnym założeniu trzymania się uzyskanej tam równowagi. Andrzej wybrał wersję trzecią argumentując tą decyzję w ten sposób, że to co miało być saturowane było już saturowane przy nagraniach, co miało być ściemnione jest już ściemnione na wcześniejszych etapach itd, itp. Producentowi przede wszystkim zależało na zachowaniu indywidualnego charakteru utworów - np. te intymne miały takie pozostać. Idąc tym tropem zmasterowałem całą płytę - każdy utwór trochę inaczej, z zachowaniem jego autonomii i charakteru.
Andrzej Smolik i Marysia Peszek są bardzo przenikliwi i wymagający - ich zadowolenie z rezultatów pracy jest dla mnie największą z możliwych gratyfikacją, o wiele bardziej satysfakcjonującą od tej, nieodzownej, pieniężnej;) Na końcu prac, gdy słuchaliśmy razem z Marysią “marii Awarii”, opracowując dlugości pauz między utworami, Andrzej stwierdził, że rzadko się zdarza, żeby po masteringu nic nie uciekło.
Satysfakcja i spełnienie:)
17.10.2008 w warszawskim klubie Palladium (dokładnie pod Studio 333) przy ulicy Złotej 7 Marysia Peszek wystąpi ze swoim zespołem na specjalnym koncercie premierowym. Rozmawialiśmy o tym, że na pewno wykonanie będzie inne od płytowego, dojdą żywioły. Będę tam na 100%:) Tymczasem zainteresowanych odsyłam do strony Marysi http://maria-awaria.pl/ naładowanej świetnymi filmami.
0COMMENTS
21 gramów - mastering
Skończyłem mastering płyty “21 gramów” Marcina Stycznia.
Z jednej strony łatwiej jest masterować płytę, gdy miskowało się ją w znakomitych, masteringowych warunkach, z drugiej - trudno o dystans (żeby wychwycić własne błedy - dlatego zrobiłem trzytygodniową pauzę od poprzedniego etapu) i zgodę na zmiany zachodzące w tym, co zostało tak pieczołowicie wypracowane w zgraniach (i do czego strasznie łatwo się przyzwyczaić!).
Zdecydowałem się zrobić master całkiem inny, niż na kilku wcześniejszych singlach z “21 gramów” (które zdobywają eter i wysokie miejsca na listach przebojów w rozgłośniach, w których Marcin jest bardzo popularny). Żeby płyty przyjemnie słuchało się w całości i po jej wysłuchaniu odbiorca nie był wymęczony odpuściłem parę dobrych decybeli w RMSie. Wcale nie starałem się zrobić głośnej płyty, tylko płytę dobrze brzmiącą. Zrezygnowałem całkowicie z kompresorów widmowych i korektorów z dematrycowaniem MS na sumie (w TC System 6000). Zgrań dotknąłem delikatnie wspaniałym brytyjskim korektorem “Curve Bander” Chandler Limited i niesłychanym kompresorem “Phoenix” Thermonic Culture (również z UK). Potem w TC System 6000 delikatny de-esser w MS, działający incydentalnie na wokalach umieszczonych w środku i prawie wcale na blachach (już w innym paśmie) rozłożonych szerzej, za nim Hi-Res EQ Massenburga pracujący w pasmach nie krzyżujących się z de-esserem - delikatne otwarcie w najwyższej górze, czasem korekta gdzieś w niskim środku, albo w dole, po to tylko, żeby lepiej pracował zapięty na końcu masteringowy, ultraszybki limiter (żeby dól go nie przytykał). Po limiterze dithering i zgranie.
Potem umieściłem utwory w programie do przygotowywania płyt matek, ustaliliśmy pauzy, przygotowałem płytę roboczą i Marcin pojechał do domu jej słuchać. Miał się z tym ‘przespać’ i na spokojnie zastanowiać się, czy zmienić jeszcze kolejność albo odstępy między utworami. Już po póltorej godzinie zadzownił, że wie co trzeba zrobić, żeby zamknąc sprawę! Umieściliśmy inny utwór jako przedostani, przedłużyliśmy jedną pauzę i wypaliłem płyty matki doprowadzając tym samym kilkunastotygodniową współpracę do szczęsliwego finału:)
21 września w Hybrydach odbędzie się koncert premierowy tej płyty. Powodzenia!
0COMMENTS
Vitamina - mastering
Jakiś czas temu przyjąłem od zespołu Vitamina zlecenie na mastering płyty i dwóch singli. Z powodu rezerwacji i kilku trwających prac nie mogłem zabrać się do rzeczy od razu. W końcu przyszła pora na Vitaminę, oczywiście przed samym deadlinem:) W międzyczasie dojrzał nowy tytuł płyty, który brzmi “Uwaga! Wymiotuję.”:)
Praca była niełatwa, bo materiał pochodził z trzech różnych studiów i różnych okresów działalności grupy. Żeby uzgodnić czy dobrze poczułem ideę zmasterowałem jeden utwór (”Republika kolesi”) i wysłałem go, via FTP, Krisowi - wokaliście. Odpisał “Bartek dla mnie bomba! Konkretne MIĘSO!”. Celowałem więc w ten wzorzec.
Zespół podpisał niedawno kontrakt z MJM Music, płyta ukaże się już niebawem.
0COMMENTS
experimental dub
Od czterech lat Janek Komar pracuje nad swoimi kompozycjami utkanymi z tysięcy brzmień konkretnych. Nagrywa gumki od aktówek używane później zamiast, albo jako dobarwienie, basu, muskaną palcem cienką folię aluminiową zastępującą w kompozycjach Hi-Haty, obcinacze do paznokci etc. Oprócz tego w utworach są dziesiątki śladów zawierających żywe bębny, klawesyny, tubę (której partie po mistrzowsku wykonał p. Piernik) oraz dodatki w postaci efektów z ech taśmowych i barw syntezatorowych. W efekcie nie jest to ani typowe klikowe granie (bo kliki akustyczne brzmią inaczej, zwłaszcza, że Janek nietypowo nimi zadysponował, obyło się bez kwantyzacji), ani rzecz po harcersku eksperymentalna (za wiele na to odczuwalnej formy, skrawków tematów), a całkiem świeża i oryginalna mikstura.
Mieliśmy dwa spotkania poświęcone pracy nad jednym utworem.
Na pierwszym z nich używając korektora z “Roostera” Thermonic Culture i obwodu “Culture Vulture” z tego samego urządzenia zmienialiśmy brzmienia tkanki zbudowanej z rozmaitych stuków, zmienialiśmy też basy dodając do łańcucha wspaniały, ‘wytłuszczający’ kompresor “Glory Comp” amerykańskiej firmy Groove Tubes.
Drugie spotkanie poświęciliśmy na nagrania szczotek perkusyjnych, stopy i Hi-Hatu. Grał Huber Zemler, a zadanie miał nie łatwe - miał odtworzyć wiernie szczotki pocięte i poklejone przez Janka z różnych nagrań. Często kompletnie nie oparte na żadnym konkretnym podziale, ciągle zmieniające się. Jankowi bardzo zależało, żeby było to zagrane dokładnie tak, jak to wymyślił i zmontował, nie było więc żadnej taryfy ulgowej podczas nagrań:) Szczotki miały brzmieć miękko, po kilku przymiarkach do zapisu użyliśmy mikrofonów Royera R-121 z modyfikowanymi przedwzmacniaczami WSW Siemens und Halshke.
Partie stopy nagrywaliśmy w kilku wersjach podkładając pod bijak ręcznik, irchę złożoną dwu i czterokrotnie, cienką gąbkę do naczyń i zbitą sprężystą gąbkę z materaca. Każda preparacja dała inny efekt. Cudownie sprawdził się umieszczony w otworze tylnego naciągu MD421, jako mikrofon dystansowy pracował R-121. Janek do dziś siedzi i tka z tych materiałów swoje misterne dzieło:)
Nagrywaliśmy też Hi-Hat - zadanie było takie, żeby odtworzyć akustycznie barwę jaką Janek osiągnął przez filtracje softwareowe. Zmieniając mikrofony, ich ustawienia i przedwzmacniacze ostatecznie najbardziej zbliżyłem się do oryginału z MD441 i modyfikowanym pre-ampem Audio Upgrades. Alternatywnie nagraliśmy też próbki na shotguna Beyerdynamic CK706 z wkładka CV720N(C)PV z przedwzmacniaczem Audio Uprades.
0COMMENTS
Chicken - nagrania do EPki
Chcicken ostatnim rzutem przed swoim wakacyjnym urlopem postanowił dograć do swojej powstającej EPki basy i wokale do jedego numeru.
Nagrania basu, jak zwykle u Chickena, są zaledwie pierwszym krokiem na drodze do zbudowania gotowych linii i aranży, które artysta poprzebiera, misternie powycina i skonstruuje z nich nową formę.
Nagrywaliśmy przez mój piec Edena (Metro 500), Braunera VM-1, pre-amp: modyfikowany WSW Siemens und Halshke, kompresor: “Glory Comp” Groove Tubes i konwerter Mytek Digital 8 X 192 w podwójnej częstotoliwości próbkowania.
Zaproszona do nagrań wokalnych Józefina okazała się być akurat niedysponowana. Zrobiliśmy mimo to kurtuzyjne podejście do nagrań. W rezultacie przełożyliśmy sesję na okres powakacyjny.
0COMMENTS
Marcin Styczeń - finał miksów
Dosłownie przed chwilą zakończyłem zgrania płyty Marcina Stycznia “21 gramów”. W produkcji Marcina uczestniczę od etapu nagrań wokalnych (zrealizowanych już w High Definition). Po ich zakończeniu ślady nagrane w innych studiach poddawałem starannej obróbce (wyłącznie przy pomocy zewnętrznego sprzętu z najwyższej półki), żeby miały choć trochę takie rumieńce jak wokale;)
Przy singlowych miksach pozwalałem sobie na miłą zabawę w rodzaju przepuszczania chórków (a nawet leadu) przez wielką vintageową kolumnę Leslie 147 z dwoma wirującymi głośnikami, zasilaną lampowym wzmacniaczem dającym niesamowicie wdzięczne kolory / zniekształcenia, albo kombinacji Supa-Trem Fulltonea, którego brzmienie bardzo lubię, i kultowego Roladna Space Echo (dwieściejedynki) po nim. Podobnie postąpiłem z partiami gitary granej slajdem. Miałem do dyspozycji Space Echo RE-201 z Analogia.pl, które kolega wynalazł w Japonii, kompletnie nie używane, magazynowane w idealnych warunkach, jak spod igły mimo swojego wieku (73 rocznik). Oprócz urządzeń ‘z epoki’ pracowała cała bateria nowoczesnych maszyn.
W wolnej chwili może rozszerzę tego posta dopisując parę słów, dodam kilka zdjęć. Tymczasem oddalam się do czekających super-pilnych prac. W kolejce przede mną duża produkcja muzyczna - singiel z głosem znanej artystki (na razie tajemnica) i dwa płytowe masteringi. Masteringiem płyty Marcina Stycznia zajmę się po tym wszystkim, czyli mniej więcej przed dwudziestym lipca. Chyba w życiu nie będę miał wakacji;)
0COMMENTS
Vavamuffin - mastering
Kilka dni temu, po raz pierwszy jako swoich klientów, gościłem producentów muzycznych Vavamuffin. Kuba aka Jahcob Junior i Olek aka Mothashipp przynieśli do zmasterowania najnowsze swoje dzieło - EPkę “Moje serce”.
Jak się okazało (i wbrew tytułowi tego posta) nie był to wcale materiał firmowany przez Vavamuffin tylko właśnie wspomniany duet producencki działający pod szyldem Juniorbwoy.com.
Producentami wykonawczymi są Kings Tone Studio 8 i Heineken Polska.
Na EPce można usłyszeć reagge po niemiecku (”Amerikkka”), angielsku i w języku ojczystym. Śpiewają Ronnie Trermann, Ill Inspecta, VC i Marica. Utwory już są emitowane przez wiele rozgłośni radiowych, co pewnie spowoduje, że chłopaki zamiast jechać na zasłużone wakacje podejmą się kolejnych produkcji i nigdy nie wyjdą ze studia:)
0COMMENTS
Feel i Iwona Węgrowska - mastering
Od poniedzialku do środy pracowalem nad masteringiem najnowszego hitu zespolu Feel i Iwony Węgrowskiej “Pokonaj siebie”.
Nagrania wokalne i inne, za wyjątkiem bębnów nagranych przez Andrzeja Karpa w Sonusie, oraz miksy robił współproducent utworu Marek “Maro” Nowak (w Ztudio), z którym pracowałem poprzednio przy singlu Patrycji Kosiarkiewicz, będącej tym razem kompozytorką, autorką tekstu i współproducentem muzycznym.
“Maro” reprezentuje rzadką w naszym kraju szkołę polegającą na nie stosowaniu przy miksach żadnych pluginów, wszystko z wielką dbałością, na zacnych urządzeniach, obrabia ‘na zewnątrz’ przy pomocy dedykowanych procesorów. Ponieważ sam tak pracuje, nie muszę dodawać, że uważam tą metodę za dającą najlepsze rezultaty;)
Po pierwszym masteringu piosenki “Pokonaj siebie” (która ma też zastosowanie i /wielowymiarowy/ kontekst olimpijski) przedstawiłem “Maro” ‘listę życzeń’ - chodziło o minimalne poprawki w miksie, które moglibyśmy rozważyć, żeby efekt finalny był jeszcze lepszy. Były to niewielkie ruchy: ściszenie o ok. 2-3 dB otwartego Hi-Hatu, blach i innych jasnych instrumentów perkusyjnych (’jajo’ na przykład) oraz korekcję i delikatne de-essowanie wokali. “Maro” z kolei wyraził swoją uwagę dotyczącą zmniejszenia kompresji, tak, aby ostatnia, najmocniejsza część utworu była odczuwalnie bardziej energetyczna od poprzedniej.
We środę rano ściągnąłem z serwera nowy miks i zastosowałem się do uwagi producenta. Po skończonym masteringu jego reakcja była bardzo miła, oto cytat z mejla: “MISTRZU ! ! ! Jestes WIELKI !!! Dokladnie jest to o co mi chodzilo :o)”. To są chyba najmilsze chwile w tej pracy, gdy udaje się tak usatysfakcjonować klienta:)
0COMMENTS
nagrania do płyty Kayah
Tydzień w Studio 333 zaczął się dobrze, bo nagraniami do najnowszej płyty Kayah “Skała”. Producentem muzycznym jest Krzysztof Pszona.
Nagrywaliśmy piana elektryczne Fendera: Rhodes MKI i Rhodes MKII (oba w wersji Suitcase z aktywna kolumną) i organy Hammonda z dużą paczką Leslie. Grał na nich Fox, który, co widziałem już kolejny raz, siada i od razu gra wersję płytową, jakby to było całkiem łatwe i oczywiste;)
![]()
Mamy na Złotej wyjątkowy egzemplarz Rhodesa MKI z 1977 roku, który brzmi niesamowicie czarownie i miękko. Fox twierdzi, że to perła wśród emkajedynek. Po ostatnim wyjeździe instrumentu na koncert i towarzyszących temu niedogodnościach transportowych co nieco się w pianie rozregulowało i po drugim nagranym utworze zaczął szwankować jeden z tłumików, akurat na istotnym dla utworu dźwięku.
Z Krzysztofem i Foxem zajęliśmy się nagraniami na pozostałych instrumentach przekładając część sesji wymagającą emkajedynki na czwartek.
Jednocześnie poprosiłem Maćka Polaka z Analogia.pl, żeby zechciał raz jeszcze doprowadzić instrument do świetności w jakiej zostawił go parę miesięcy temu. Umówiliśmy się na prace nad Rhodesem dziś, we środę. Właśnie korekta dobiega końca, dzięki czemu jutro będziemy mogli trochę tej magii uchwycić:)
0COMMENTS
Łukasz Zagrobelny - singiel
W zeszłym tygodniu Piotr Siejka, producent muzyczny i kompozytor utworów Łukasza Zagrobelnego, zgłosił się do mnie z masteringiem najnowszego singla wokalisty “Nie potrzeba więcej”. Po współpracy, którą producent ocenił bardzo wysoko: “nigdy w życiu nikt nie zrobił mi tak dobrego masteringu!”, “pierwszy raz czuję, że mój utwór brzmi jak zachodnie, a czasami lepiej;)” wydawca nowego singla i re-edycji albumu Łukasza Zagrobelnego “Myśli warte słów” firma QL Music zleciła mi przygotowanie nowych płyt matek albumu, m.in. z utworem, który masterowałem. Z kolei Piotr Siejka zaproponował mi stałą współpracę przy kolejnych swoich produkcjach. Chodzi o konsultacje miksów i ich mastering. Propozycja jest wynikiem owocnych prac nad singlem “Nie potrzeba więcej”. Po otrzymaniu utworu do masteringu przekazałem Piotrowi kilka konkretnych uwag dotyczących miksu - który instrument, kiedy, w jakim paśmie, albo w proporcjach, czy przestrzeni, warto byłoby spróbować zmienić i w jaki sposób. Rezultaty tych drobnych korekt spodobały się również Łukaszowi Zagrobelnemu. Na bazie nowego zgrania mogłem przystąpić do masteringu, który tak ucieszył producenta:)
![]()
Poprosiłem Piotra, żeby przygotowując dla mnie zgranie zrezygnował z C1 i L2 na sumie. L2 dlatego, że jak dla mnie to gwarant złego dźwięku, C1 dlatego, że mam go w studio (i bardzo go cenię), a materiał bez żadnej kompresji na sumie daje mi większą swobodę ruchów. Zacząłem wedle sugestii Piotra - od kompresora Alana Smarta (najpierw po korektorze Chandlera “Curve Bander”, potem po korekcji i saturacji na preampie i transformatorze XFMR z pary Millennia Media STT-1). Potem, w drodze kolejnych eksperymentów, okazało się, że kompresor Thermonic Culture “Phoenix” na sumie sprawdza się lepiej, niż C1, zagrał po prostu genialnie! Później zastosowałem masteringowe algorytmy z TC System 6000 - parametryczny De-Esser i DXP MD4 (MS) oczywiście kompletnie zmodyfikowany. Za nim szczypta harmonicznych i dopalenia przy pomocy totalnego limitera Chandler Limited “Zener”, 72-bitowy limiter z S6k, dither POWr i tyle:) Od kilku dni singel jest już w eterze…
0COMMENTS
Ozoz & Prykowska
Od roku Zbyszek Szmatłoch aka Ozi aka Ozoz jako kompozytor i producent muzyczny pracuje nad płytą Joanny Prykowskiej (kiedyś głos Firebirds). Jako że ze Zbyszkiem przyjaźnimy się od dobrych 10 lat i często razem gramy, współpracujemy również na niwie zawodowej. Bywam zewnętrznym uchem Zbyszka, służę mu wiernym odsłuchem w reżyserce Studio 333 i swoim dystansem. Zbyszek na co dzień pracuje głównie z Andrzejem Karpem w Sonusie. Zdobył tam duże doświadczenie jako reżyser dźwięku, co w połączeniu z jego talentami kompozytorskimi i ogólną muzykalnością owocuje dziełami na wyjątkowym, rzadko spotykanym w naszym kraju, poziomie. Tak też jest z płyta, której ostatnio coraz częściej wspólnie się przysłuchiwaliśmy. Spisywałem uwagi i pomysły na kilku kartkach, z którymi Zbyszek wracał do siebie, wchodził z powrotem w miksy, zmieniał je, zgrywał poprawione wersje, wracał znowu do mnie, znowu słuchaliśmy, zapisywałem uwagi itd… aż wreszcie, wczoraj, doszliśmy do stadium, w którym etap pracy nad zgraniami płyty Prykowska “Kitty Kitty Love” można uważać za zamknięty. Teraz tylko sprawy poza muzyczne wyznaczają termin rozpoczęcia prac nad masteringiem - zależy na którą propozycję wydawniczą duet Prykowska / Ozoz się zdecydują… Trzymam wszystkie 333 kciuki za powodzenie tej płyty!!!:)
0COMMENTS
styczniowy maj
Okropnie się ostatnio opuściłem w pisarstwie blogowym - to przez bardzo absorbującą pracę… Mając do wyboru pisanie o pracy z dźwiękiem lub pracę z dźwiękiem (albo granie) wybieram oczywiście to drugie. Pewnie dlatego o części zleceń, które ostatnio wykonałem w ogóle nie napisze. Najbardziej zaniedbałem (i to już jakiś czas temu) dokumentację działań muzycznych, w których uczestnicze jako współ-autor i producent muzyczny - o tym konsekwentnie nie piszę, a materiałów przybywa. Rozwinął się pięknie i dojrzał zespół Golden Nine. Po wyłonieniu się fantastycznego perkusisty Gerarda Niemczyka (wcześniej związanego dwuletnim kontraktem i sporo koncertującego, przez co niedostępnego) pod wpływem pojawiającej się możliwości współpracy reaktywowałem 2g. Doszło też do grania w trio z Andrzejem Smolikiem i Gerardem Niemczykiem. Powstał klimat w jakiś sposób pokrewny do “Noir” 3 Metrów, ale inny, bardziej przyczajony, rozlużniony wakacyjnie, choć są to ciemne wakacje;) Rezultaty tej sesji są na tyle obiecujące i potencjalnie możliwe do połączenia z moim planem opracowania kolejnej odsłony 3 Metrów (planowałem trio z Gerardem Niemczykiem na bębnach i Dawidem Kosiarkiewiczem na saksofonie barytonowym), że niewykluczone jest, że popełnimy płytę w kwartecie. Pogramy, zobaczymy…
Wracam do spraw zawodowych - stąd tytuł tego postu - w ostatnim czasie najwięcej pracy poświęcam powstającej płycie “21 gramów” Marcina Stycznia. Marcin jest bardzo skrupulatny w pracy, chętnie bada różne możliwości interpretacji, aż dojdzie do ostatecznego przekonania, że wybrana droga jest słuszna. Dlatego niektóre utwory nagrywaliśmy (wokale) dwukrotnie. Aż miło patrzeć jak artysta tak dba o własną płytę (wbrew pozorom u nas nie jest to niestety standard!). Mam poważną alergie na kosztowne dla dzieła skróty w pracy, na opylanie i opylaczy, więc zbudowany jestem postawą przeciwną:) Niedawno weszliśmy w etap miksów. Traktujemy je z najwyższą starannością. Nie robię niczego po to, żeby było szybciej (nie używam żadnych pluginów przy miksie - wykorzystuje tylko outboard z najwyższej półki), działam wyłącznie tak, żeby rezultat prac był jak najlepszy. Ponieważ z Marcinem spotkaliśmy się i zaczęliśmy współpracować, gdy był już po nagraniach wszystkich śladów do płyty (oprócz wokali dogranych w całości na Złotej) przy zgraniach dysponuję materiałem pochodzącym z różnych studiów. Wokale nagrane w Studio 333 w High Definition jokościowo (pod względem naturalnej szczegółowości i mikrodynamiki zwłaszcza) dystansują tracki zapisane gdzie indziej w SD, często wcale nie na topowych gratach. Reanimuję je więc, a i tym przyzwoitym dodaje rumieńców. Dysponując całym arsenałem rozmaitych kompresorów i korektorów wyłoniłem kilka zestawów jakich używam dla różnych rodzin instrumentów zmieniając ustawienia między utworami jedynie nieznacznie. Basy przepuściłem przez piec Edena - zgrałem je przez Braunera VM-1 z propotypowym przedwzmacniaczem Lipinskisound L-404. Bardzo dużo to dało - powstała solidna podstawa w sub kontrze, para dla stopy i ogólne podłoże dla wszystkich instrumentów. Stopy i werble saturowałem przy pomocy dwucalowej taśmy analogowej - Chandler Limited “Curve Bender > Studer A80 (16śladów) > Thermonic Culture “Phoenix”. Gitary akustyczne najczęściej ożywiam korektorami Massenburg Hi-Res EQ z TC System 6000, pre-ampem i EQ z Millennia Media STT-1 i kompresorem Alana Smarta “C1″. Overheady i ambiencey traktuję tym samym łańcuchem, ale bez TC System 6000. Syntezatorowym padom, dźwiękom pochodzącym z instrumentów virtualnych i samplom smyków dodaję harmonicznych (zwłaszcza niskich) “Phoenixem” lub “Zenerem”, po wcześniejszej korekcji Millenniami (często z nasyceniem rdzenia transformatora XFMR), albo Chandlerem. Choć liczba śladów w utworze nierzadko dochodzi do 60, a utworów jest 14, praca nie idzie wcale powoli. Plusem tej metody jest możliwość użycia urządzeń o różnym charakterze (to nie tylko wybory jaśniej / ciemniej, ale też szybiej / wolniej, więcej szczegółów / więcej pożądanych zniekształceń) z odpowiednimi instrumentami lub ich grupami. W ten sposób nie jestem zdeterminowany brzmieniem konsolety, charakterystyką takich samych w każdym jej kanale przedwzmacniaczy, kompresorów i korektorów. Poza tym używam urządzeń tylko najwyższej, masteringowej klasy, a aż tak bogato nie jest skostruowana żadna konsoleta;) Inny plus jest taki, że mając na końcu wszystkie ślady ‘wybrawione’ na gotowo mogę zawsze wrócić do identycznie brzmiącej sesji, bez ryzyka zmiany nastawów. Daje to możliwość totalnego skupienia się na ostatnim etapie miksów nad subtelnościami w budowie planów dźwiękowych, proporcji i przestrzeni. Czyli na koniec zostaje to co najprzyjemniejsze:)
0COMMENTS
euro-energetycznie
Na zamówienie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego w ramach ‘wsparcia dla sektora energetyki’ powstały filmy promujące działania w tym zakresie. Janek Komar otrzymał zlecenie na opracowanie muzyki do nich. Nagrania marimby, vibrafonu, instrumentów perkusyjnych i skrzypiec robiliśmy wspólnie w Studio 333. Muzycznie rzecz była w jakiś sposób pokrewna z twórczością Stevea Reicha (stąd marimba i vibrafon) - pentatoniczne, repetetywne warstwy stopniowo wzbogacały się i ewoluowały. Ponieważ nagranie miało być dosyć w sobie spójne - tak jakby wszyscy grali naraz w jednym pomieszczeniu - wszystkie ślady nagrywałem na parę tych samych mikrofonów (wąskie AB) z tymi samymi pre-ampami. Po kilku testach zwyciężyła para Beyerdynamic CK703 z wkładkami nerkowymi CV720N(C)PV + WSW Siemens und Halshke.
![]()
0COMMENTS
Violetta Brzezińska - nagrania wokalne
![]()
24 i 29 kwietnia do płyty Marcina Stycznia dogrywałem głos Violetty Brzezińskiej. Mieliśmy zająć się tylko jednym utworem, gdzie część tekstu Marcin napisał na głos żeński, jednak słysząc dobre rezultaty trudno było się powstrzymać, żeby nie stworzyć więcej takich współbrzmień. Dograliśmy więc śpiew Violi do dwóch kolejnych utworów, kilka różnych podejść.
Do nagrań w 24 bitach, 88200Hz użyłem Braunera VM-1, prototypu pre-ampu Lipiński Sound L-408 i konwertera Mytek Digital 8 x 192, czyli same asy:) Inaczej nagrywałem głos główny, inaczej chórki - eksperymentowałem z różnymi ustawieniami dyfuzorów w Studio A, a także inaczej wysterowałem pierwszy stopień wzmocnienia przedwzmacniacza zmieniając rónocześnie przełożenie transformatora. W efekcie chórki i głosy z dublami mają tak atrakcyjną przestrzeń ‘własną’, że ani myśle dodawać do nich jakiejkolwiek przestrzeni z maszyny.
Do nagrań kwestii przeznaczonej dla kobiety w części zwrotki użyłem pre-ampu WSW Siemens und Halshke, żeby brzemienie lepiej kleiło się z barwą głosu męskiego, który nagrywałem wcześniej z WSW.
Gdy po nagraniach zaczęliśmy edytować partie Violi i aranżować jej wejścia w utworach już na gotowo, stało się jasne, że w kilku miejscach warto będzie co nieco jeszcze dograć lub zmienić, Marcin zaprosił więc Violę na kolejną sesję, podczas której zrealizowaliśmy wszystkie powstałe podczas post-aranżacji pomysły.
![]()
0COMMENTS
Blast Off! zmasterowany!!!
Jako współproducent muzyczny tego utworu słyszałem go już tak wiele razy, że zacząłem mieć z nim kłopot jak z czymś własnym. O ile przy cudzych utworach zaraz wiem co robić, to przy swoich przeważnie kompletnie nie mam pojęcia, tracę dystans, wszystko staje się bardzo względne, może być tak, albo całkiem inaczej, bywa że trudno jest mi wybrać którąkolwiek z możliwych ścieżek. Wyobrażam sobie, że mam klientów dlatego, że nie jestem w tym odosobniony:) Sam chętnie bym zrzucił na kogoś wybory związane ze swoimi produkcjami, ale chyba tak tylko wirtualnie, bo naprawdę bardzo chętnie wreszcie zajął bym się swoimi ogromnymi zaległościami i opublikował choć kilka płyt, które nie mogą się doczekać masteringu… Pewnie przez spore zaangażowanie w “Blast off!” singiel Chickena (aka Sonar Soul) musiał swoje odczekać. Tracking i miks były tak dopracowane, że brzmiało to już jak gotowa, płytowa produkcja, tylko ciszej. Gdy prezentowałem “Blast off!” swoim gościom - to taka moja popisówa z nowego studia:) -często nie chcieli wierzyć, że w miksie nic nie ma na sumie i że rzecz jest niezmasterowana, co było bardzo miłe:)
Nie chciałem masteringiem zmieniać charakteru utworu, myślałem jedynie o niewielkim rozjaśnieniu go, delikatnej kompresji i limitingu, ale bez najmniejszej walki o wysoki RMS, żeby zachować dynamikę, oddech i niuanse w ułożeniu planów dźwiękowych. Ponieważ wszystkie relacje przestrzenne i proporcje ‘Mid Signal’ do ‘Side Signal’ były wypracowane w samym miksie, nie chciałem używać, niepotrzebnych tu, operacji MS. Z tych samych powodów wyeliminowałem kompresję widmową, co do której niemal zawsze mam mieszane uczucia - niby wszystko świetnie, ale wolę jak tego nie ma, przy czym mogę sobie woleć sam dla siebie, bo często moim klientom potrzebne jest brzmienie, którego charakter tworzą właśnie operacje MS i kompresja widmowa. Tym razem możliwe było jednak nadanie płytowego charakteru produkcji bez wspomnianych ingerencji. Delikatnie rozjaśniłem brzmienie przy użyciu “Curve Bendera” Chandlera, minimalnie skompresowałem utwór kompresorem Allana Smarta “C1″, po czym użyłem limitera Chandlera “Zener” z THD. Niewielki clipping na wejściu konwertera Mytek Digital 8 x 192 zlikwidowałem limiterem masteringowym z TC System 6000. Przy bounce’owaniu do wersji 16-bitowej użyłem ditheringu POWr #3. Efekt tej pracy oprócz swojego żywota w eterze, m.in. na antenie Polskiego Radia “Bis”, na stałe dostępny będzie tutaj (od 7 maja).
0COMMENTS
Patrycja Kosiarkiewicz - mastering singla
21 kwietnia dostałem propozycję zrobienia e-Masteringu singla Patrycji Kosiarkiewicz zapowiadającego nową, powstającą w “Ztudio”, płytę artystki. Potrzeba była ekspresowa, chodziło o zgłoszenie utworu na czas do Opola. Zrobiłem go więc na następny dzień po tym, jak zleceniodawca umieścił miksy (wersję płytową i singlową) na moim FTPie. Swoją drogą to niesamowite, że komunikacja między firmami oddalonymi od siebie ledwie o kilka ulic przebiega w ten sposób, jak się okazuje najskuteczniejszy, bo najszybszy.
Nie tak dawno, kiedy e-Mastering nie był jeszcze tak popularny jak dziś, obrót plikami via FTP miał zastosowanie głównie przy realizacji zleceń pochodzących z innego kontynentu, albo chociaż z innego kraju. Dziś nawet ze współpracownikami zza ściany (Musictoolz) nierzadko wymieniam mejle, albo smsy, zamiast pogadać - wszyscy jesteśmy tak mocno zajęci, że w ciągu całego dnia nie mamy ani chwili na tę archaiczną i przyjemną formę komunikacji…
Wracam do rzeczy - po wysłaniu zmasterowanego utworu w dwóch wersjach odebrałem miły telefon od producentów Patrycji Kosiarkiewicz z gratulacjami, że pokonałem wszystkich masteringowych konkurentów (nie wiedziałem, że to samo zlecenie trafiło do kilku studiów, a może moja praca była porównywana z cudzym serwisem z poprzednich zleceń “Ztudia”…) i niniejszym wygrałem przetarg na mastering pełnej płyty:)
0COMMENTS
Maryla Rodowicz “Jest cudnie”
Po pracach opisanych w poście “korekty miksów Maryli Rodowicz” przyszła pora na mastering. Terminy były tak napięte, że praktycznie należałoby zrobić mastering na dwa tygodnie przed zakończeniem zgrań;) Najpilniejsze z pilnych były dwa pierwsze single z utworami “Jest cudnie” i “Na odległość”. Na bazie wcześniejszych spotkań z Andrzejem Smolikiem i znajomości miksów “Jest cudnie” autorstwa Andrzeja wyrobiłem sobie pewne zdanie na temat jego preferencji brzmieniowych i polegając na nich zrobiłem pierwszy mastering singli. Starałem się zachować oryginalny charakter zgrań, żeby było stylowo - miękko, ciepło, aksamitnie, bez wysokiego RMSu, ’szpanerskiej’ wysokiej górki itp. W torze masteringowym dźwięk nasycała dwucalowa taśma analogowa (Studer A80), przed nią balans częstotliwości do saturacji ustawiałem na Chandlerowskim “Curve Benderze”, po taśmie sygnał trafiał do lampowego kompresora Thermonic Culture “Phoenix”, dalej pracował algorytm DXP MS z TC System 6000, super-limiter i generator harmonicznych Chandera “Zener” i zamykający tor brick-wall z TC S6k.
Przygotowane single zostały już rozesłane do pierwszych stacji radiowych, gdy Maryla Rodowicz wyraziła wątpliwość czy ich brzmienie nie jest zbyt ciemne. Przedyskutowaliśmy sprawę z Andrzejem i postanowiliśmy zmienić kierunek na bardziej komunikatywny, tak, aby album “Jest cudnie” łatwiej i szerzej mógł zostać pozytywnie odebrany. Potrzebne było trochę radiowego blichtru, trochę sznytu bogatej produkcji. Żeby to osiągnąć przebudowałem tor masteringowy. Idąc za sugestiami Andrzeja, który podczas trackingu ‘docieplał’ każdy ślad i saturował go jak tylko mógł, zrezygnowałem ze Studera i saturacji za pomocą taśmy analogowej. Scalającego miksy i wypełniającego nagrania pięknymi niższymi harmonicznymi “Phoenixa” zastąpiłem rewelacyjnym kompresorem Alana Smarta “C1″. W moim odczuciu to najlepszy kompresor SSL-owskiego typu, jaki kiedykolwiek słyszałem. O dziwo brzmi lepiej, niż jego droższy następca “C2″! Dzięki kompresorowi Alana Smarta uniknąłem dalszej saturacji i wydobyłem mnóstwo atrakcyjnych szczegółów przy zachowaniu większości oryginalnych proporcji i relacji planów dźwiękowych między sobą. “C1″ na pierwszy rzut ucha może wydać się przezroczysty, zwłaszcza po “Phoenixie” albo “Zenerze”, po chwili jednak wiadomo, że ma własny, interesujący charakter. Dodaje ‘nieprzesłodzonego lukru’ w sposób, który nie zamula, ani wyraźnie nie zmienia nagrań, wnosi jednak walor poważnej produkcji, potrafi tchnąć sporo życia do miksu, postawić orkiestrę na baczność:) Przed “C1″ zamiast poprzednio wybranego korektora Chandlera “Curve Bender” umieściłem sparowane korektory Millennia Media STT-1. Millennie grają tak jak wyglądają - jeśli potrzebna jest precyzyjna ingerencja i ’sygnatura miliona dolarów’ one potrafią to dać:) Generalny charakter brzmieniowy ukręciłem jeszcze w dziedzinie analogowej, potem ‘płytowe dmuchnięcie’, precyzyjną kontrolę pasm, delikatne wyeksponowanie wokalu i nośnych instrumentów rytmicznych i harmonicznych przeprowadzałem w TC System 6000 używając gdzieniegdzie precyzyjnego de-essera, a wszędzie korektora Massenburg Hi-Res EQ i algorytmu masteringowego DXP MS. Tak przygotowany sygnał wysłałem na analogowy limiter Chandler “Zener”, który dodał jeszcze trochę energii i zatrał artefakty kompresji widmowej i dematrycowania stereofonii do postaci MS i z powrotem. Poziom wyjściowy “Zenera” ustawiałem tak wysoko jak tylko konwertery AD Myteka wytrzymywały (potrafią znieść clipping na poziomie 6dB!!!), gdy jednak pojawiały się jakiekolwiek zniekształcenia, redukowałem sygnał wysyłany na AD. Po powrocie do domeny cyfrowej, aby ustawić maskymalny poziom sygnału poniżej / do -0,3dBFs, użyłem 72-bitowego, masteringowego brick-wall limitera z TC System 6000, a przy bounceowaniu do 16 bitów, na samym końcu, również ditheringu POW’r w wersji #3.
Ostatecznie RMS nie był jakiś szalenie wysoki z czego bardzo się cieszę, bo nie znoszę ‘zgniecionych’ płyt, których przesłuchanie w całości jest dla odbiorcy nudną katorgą. Muzyka pozbawiona oddechu zamienia się w natarczywe paskudztwo, cieszę się więc, że oddech udało się zachować. Jest też charakter poważnej produkcji, a różne dobre smaki, które były obecne w miksach, zostały zachowane… przygotowałem więc płyty matki i oczywście egzemplarz dla Maryli Rodowicz.
Po wysłuchaniu płyty po masteringu artystka poprosiła Andrzeja Smolika o przygotowanie wersji pięciu utworów z mniejszą ilością pogłosów i delaya na wokalu. Powodem tej prośby było wrażenie mniejszej intymności głosu, który staje się za sprawą efektów przestrzennych bardziej odległy. Sprawy logistyczne nieco się skomplikowały, bo po zakończonych miksach Andrzej zwrócił wypożyczony od Musictoolz konwerter Mytek 8 x 192 z kartą ADAT, niezbędny dla uzyskania oczekiwanej jakości i spoistości nowych wersji zgrań z resztą materiału (zgraną wcześniej na Myteku). Szczęśliwie się złożyło, że w studio miałem wolny jeden ze swoich 8 x 192, poprosiłem Myteków o wypożyczenie karty ADAT Andrzejowi, uzbroiłem konwerter, zawiozłem go do pracowni Andrzeja i już było jak miksować. Tego samego dnia wieczorem Maryla Rodowicz zapowiedziała swoją wizytę w Studio 333. Po zgraniu nowych wersji miksów i powrocie do studia, na Złotą, ledwie zdążyłem przygotować sesję tak, żeby umożliwić porównanie wersji starych z nowymi i pojawiła się artystka oraz Andrzej Smolik z Anią Głuszko, która właśnie skończyła pracę nad oprawą graficzną płyty “Jest cudnie” - okładka z tygrysem rzeczywiście jest cudna:) Obecny przy tym ostatecznym etapie prac nad płytą był również Marcin Russek z SonyBMG. Po dokładnym przesłuchaniu pięciu nowych wersji i serii porównań zdecydowaliśmy się wykorzystać cztery z nich. Sugestie artystki sprawdziły się, warto było je zastosować.
Nowe miksy spowodowały konieczność zrobienia masteringu jeszcze raz. Wybrane cztery utwory w nowych wersjach musiałem ‘domasterować’ do reszty. Każdy z nich wymagał indywidualnego opracowania, innych korekt balansu częstotliwościowego i przestrzeni, innych ustawień kompresorów i limitera. No i standardowo nie było na to czasu;) Pracowałem do północy i od świtu, żeby zdążyć z nowym masteringiem i przygotowaniem kompletu płyt matek na 15:30 następnego dnia. Gdy kierowca z SonyBMG przyjechał na umówioną godzinę, właśnie podpisywałem ostatnią ‘matkę’. Udało się:) Premiera 12 maja.
0COMMENTS
Kayah w Studio 333
Niedawno miałem przyjemność gościć w Studio 333 i pracować z Kayah. To bardzo miła i mimo swego statusu przystępna osoba, która przy mikrofonie pokazuje wielką klasę. Po pierwszym podejściu praktycznie mogliśmy zakończyć nagrania, drugie było potrzebne ‘tak tylko dla przyzwoitości’;) Chórki - cztery głosy, wszystkie z dublami, Kayah zaśpiewała każdy “na gotowo” za pierwszym razem - wszystkie były równe, czyste i świetne interpretacyjnie! Niewielkie, dobrze wyważone, różnice między nimi spowodowały, że powstały wielogłos nie brzmiał jak wypreparowany na komputerze, tylko jak prawdziwy, mocny chór. Do nagrań użyłem Braunera VM-1 w parze z genialnym pre-ampem Lipiński Sound L-408, którego cenny prototyp mam przyjemność eksploatować. Jeżeli ktoś uwielbia brzmienia straych przedwzmacniaczy takich jak WSW albo V72, pełnię ich brzmienia, miękką, mocną podstawę, a jednocześnie tęskni za szybkościa, mikrodynamiką i otwartą górą, jak np. w Milleniach - L-408 jest spełnieniem marzeń - ma w sobie jedno i drugie, i każde jakby jeszcze lepiej. Dodatkowo można go modelować - dwie niezależne regulacje gainu po każdym stopniu wzmocnienia, dwa przełożenia transforamtora, dodatkowe wyjście po pierwszym stopniu etc. Tor wokalny kończył konwerter Mytek Digital 8 x 192, ślady zapisywałem w 24 bitach, 88200Hz. Stanowisko wokalne obstawiłem dyfuzorami, żeby po skompresowaniu głosu mieć naturalną aurę, przestrzeń mogącą zastąpić krótki pogłos z maszyny. Wszystko razem dało bardzo dobry efekt. Chyba na tyle dobry, że Kayah zapowiedziała wspólną pracę nad jej płytą:)
Piszę trochę od środka nie wspomniawszy na początku ani słowa o tym co nagrywaliśmy… Andrzej Smolik produkował u mnie odnowioną wersję piosenki “Futbol”, którą w siedemdziesiątym czwartym śpiewała Maryla Rodowicz, a tym razem cztery osoby: Kayah, Kasia Kurzawska, Piotr Cugowski i Sebastian Karpiel-Bułecka. Każdy inaczej, wszyscy znakommicie. Andrzej Smolik swoją interpretację oparł na bardzo mocnym, stadionowym rytmie, z ogromną energią batucady. Oprócz nagrań perkusyjnych, basu i niewspółczesnych gitar elektrycznych nagrywaliśmy sekcję instrumentów dętych i organy Hammonda. Zdjęcia z tych nagrań i krótkie opisy uzupełnię póżniej, na co teraz brakuje mi czasu - sesja goni sesję, mam moc pracy, wracam więc do niej.
0COMMENTS
Janek Komar - prace reklamowe
Janek Komar oprócz zaangrażowania w offowe projekty i niekomercyjną twórczość autorską na co dzień para się komponowaniem muzyki do reklam.
Ostatnie dwa projekty - muzykę do spotów telewizyjnych Praktikera i Radamera Janek częściowo nagrał, a w całości zmiksował i zmasterował w Studio 333, ze mną za konsoletą.
Janek zaprosił bardzo dobrych muzyków, więc brzmieniowo i interpretacyjnie wszystko się zgadzało:)
Pierwszy projekt był przykładem pracy, która zawsze wydaje mi się smutna i zastanawiam się, czy nie lepszy od zarabiania na tym pieniędzy byłby spacer nad Wisłą na przykład… Chodzi o pracę robioną pod naciskiem klienta końcowego, którego specyfika jest taka, że odrzuci wszystko, co ma jakiekolwiek znamiona czegoś dobrego, który prawdopodobnie uważa, że odbiorca reklamy jest skrajnym idiotą i nie trafi do niego nic, co byłoby, broń Boże oryginalne, albo niepozbawione smaku. Nie kupuję tego sposobu myślenia i nie wierzę w jego siłę rynkową - to, że przekaz ma być komunikatywny dla szerokiej grupy odbiorców, moim zdaniem, nie wyklucza możliwości zrobienia czegoś ciekawego, intrygującego, wielowymiarowego i atrakcyjnego dla zróżnicowanego odbiorcy. Każdy kto naoglądał się nagrodzonych reklam z poświęconych im festiwali z zagranicy będzie wiedział o co chodzi - jakoś jednak da się zrobić coś z humorem, coś zaskakującego, ujmującego, co zapada w pamięć i stokroć bardziej służy swojemu celowi, niż miałka reklama numer milion piećset sześćdziesiąt osiem - jednym uchem wpadająca, drugim natychmiast wylatująca. Choć to wszystko truizmy popularny profil zleceniodawcy pozostaje taki sam. Zaniżanie poziomu opracowania relamowego z premedytacją kojarzy mi się ze starszliwą metodą “sędziów kompetentnych” stosowaną, może jeszcze do dziś, przez Super Ekspres. W skrócie polegała ona na tym, że każdy artykuł poddawany był ocenie przez grupę osób, tzw. sędziów kompetentnych, wyłonionych wg. klucza nielotności oraz skrajnej pospolitości i gdy cokolwiek w tekście nie było dla tych osób zrozumiałe zostawał on ponownie zredagowany, tak, aby uzyskał akceptację “sędziów”. Autor, który trzykrotnie popełniłby negatywnie oceniony materiał zostawał zwolniony. Równanie w dół pachnie mi manipulacją dla niecnych celów - głupcami łatwiej jest sterować, lepiej więc pielęgnować taki stan i doprowadzić do niego jak największą część populacji. Trochę się zagalopowałem w tych dygresjach, pewnie dlatego, że: a) frustrujące jest robienie czegokolwiek, co z założenia ma nie być dobre i ciekawe; b) jeszcze dlatego, że od czterech dni bez przerwy pada deszcz;)
Jakby na pocieszenie drugie zlecenie było ciekawe;) Ciekawe dlatego, że zachodziła w nim potrzeba stylizacji muzyki i jej brzmienia na klimat a la “czterdziestolatek”. Janek zasugerował nawet pójście jeszcze dalej - w strone brzmień preferowanych przez Woodiego Allena. Do “czterdziestolatka” nawiązywała więc bardziej sama kompozycja, a brzmienie zrobiliśmy nieco starsze i nie PRLowskie;) Żadnych bliskich planów, wstęgowe mikrofony - do całych bębnów jednie parka Royerów R-121 z preampami WSW Siemens und Halshke, a kilkanaście centymetrów nad nią dyfuzor, który dodał do sygnału skoncentrowanej energii z pierwszych rozproszonych odbić.
Propozycja miała dwie wersje - w pierwszym utworze lead grał saksofon, w drugim główna melodia była zagwizdana. Klient kupił do spotu wersję drugą.
0COMMENTS
CKOD “Afterparty”
W środę i czwartek gościłem w studio Kamila i Cinassa z Cool Kids Of Death. Pracowaliśmy nad rozszerzonym masteringiem najnowszej ich płyty “Afterparty” (w wersji polskojęzycznej). Rozszerzonym, ponieważ nie były to tylko operacje wykonywane na dwuśladowym zgraniu, ale także poprzedzająca je obróbka przygotowanych osobnych śladów: stopy, werbla, basu i stereofonicznej reszty składających się na pełny miks. Barwę każdego składnika wypracowałem oddzielnie używając do tego celu analogowego korektora, magnetofonu na szeroką taśmę i analogowego kompresora. Tor audio był zbliżony do opisanego w poście o pracy nad singlem CKOD, przy czym zgrania, które teraz dostałem były o wiele lepsze, pełniejsze.
Kamil i Cinass przyciśnieci deadlinem przez ostatnie dwa tygodnie zgrywali utwory pracując bez przerwy na dwie zmiany - jeden odpadał od komutera, budził drugiego i ten walczył póki coś słyszał, potem znowu zamiana, pobudka i tak codziennie… tak to jest z terminami. Póki nie zaczęliśmy działać wspólnie, na Złotej, w Warszawie, służyłem duetowi producenckiemu w miarę wypoczętym uchem - dostawałem sukcesywnie kolejne utwory, na których temat korespondencyjnie i telefonicznie wymienialiśmy uwagi. Zastanawiałem się co z tym materiałem zrobić, w jakim kierunku pójść i wydało mi się, że nie powinienem go zbytnio wygładzać, robić płyty ‘na wysoki połysk’. Pomyślałem, że najnowsza rzecz Cool Kidsów powinna przede wszystkim ujmować swoją niesamowicie żywiołową energią, autentyzmem, nawet za cenę sporadycznej szorstkości i nie maskowania faktu, że jest to prodkucja zrobiona w większej części w domu, przez współautorów muzyki. Uzgodniwszy kierunek z artystami poszedłem w to, czyli m. in. w śmiałe distorty. Pracując nad barwą starałem się zachować post punkowy, udergroundowy charakter produkcji. Pod sam koniec prac nad “Afterparty” nastąpiła obsuwa w czasie i na końcowy mastering zostały nam jedynie dwa dni (wolałbym mieć ich pięć, a w tym czas na “wyprostowanie” uszu i “przewietrzenie” głowy, niezbędne do wiarygodnej auto-weryfikacji). Oczywiście daliśmy radę, również dzięki temu, że produkcja dojrzewała już od jakiegoś czasu (wiadomo było o co chodzi) i strategiczne decyzje dotyczące brzmienia albumu podejmowaliśmy jeszcze an świeżo. Tak czy owak, z deadlinem nie ma polemiki, nie było możliwości, żeby miało się nie udać, żebyśmy nie zdążyli - w piątek rano w tłoczni czekali na ‘matki’ do produkcji pierwszych kilkunastu tysięcy płyt…
Poniżej umieszczam zdjęcia dokumentujące walkę do ostatniej chwili - już w studio masteringowym Kamil i Cinass exportowali poprawione składowe sub-mixu.
![]()
Za jakiś czas będziemy pracowali nad wersją anglojęzyczną. Pewnie podejdziemy do tematu z nowym spojrzeniem, więc i rezultat końcowy nie będzie do końca taki sam jak na wersji “Afterparty” w języku ojczystym. Szykuje się więc kolejna gratka dla fanów CKOD.
0COMMENTS
Maria Peszek - nagrania kontrabasu
Dziś do najnowszej płyty Marii Peszek produkowanej przez Andrzeja Smolika nagrywałem konrabasy Wojtka Traczyka. Zadanie dla basisty było trudne, ale Wojtek dał radę:) Chodziło o zamianę na żywe linii basowych skomponowanych przez Andrzeja Smolika i pojawiających się w roboczych wersjach utworów w brzmieniach zaczerpniętych z syntezatorów. Nie jest łatwo na instrumencie akustycznym uzyskać specyficzny drive wydobyty z próbek syntetyzowanych - inna artylulacja, szybkość / zwrotność instrumentu, specyfika następstwa dźwięków, które na gryfie znajdują się w pewnych odległościach często wymagających do ich przebycia czasu, który nie jest potrzebny gdy gra się bas z klawisza, albo nierównomierność w głośności różnych dźwięków (położonych w różnych pozycjach gryfu) - zmienny bukiet występujących w nich harmonicznych… Żeby barwowo zbliżyć się do tego co było fajne w próbkach Andrzeja popracujemy nad brzmieniem nagranych śladów, poddamy je czemuś w rodzaju masteringu. Z tymi wersjami Andrzej wróci do siebie, do studia, gdzie dokończy edycje aranżacyjne i użyje kontrabasów przy ostatecznych zgraniach.
Słyszałem kilka utworów… płyta będzie znakomita!
0COMMENTS
klęska urodzaju;)
Taak, zaczęło się, od 3 tygodni studio kręci się pełną parą!:)
Oprócz licznych projektów bieżących niemal codziennie otrzymuje nowe propozycje, znaczące i ciekawe zlecenia - po najpewniejszych i najmniej odległych jakiś ślad zostaje głównie w kalendarzu, w blogu opisuje głównie fakty dokonane.
W związku z takim powodzeniem Studio 333 wróciłem do pomysłu uruchomienia drugiej reżyserki, co mam nadzieje, nastąpi w najbliższych tygodniach. Będzie ona zaopatrzona w doskonały odsłuch oparty na systemie Lipiński Sound, a przeznaczona głównie do edycji, a także oceny i korekty miksów robionych przez muzyków / producentów w całości w ich domowych pracowniach (zwłaszcza na Logic’u).
Pilne staje się też zatrudnienie kilku osób, które pomogą mi w pracy, odciążą w edycjach i trackingu. Jak się okazało znalezienie odpowiednich pracowników jest bardzo trudne - oprócz najwyższych kompetencji zawodowych niezbędne wydaje mi się posiadanie spojrzenia i warsztatu jaki mają aktywni muzycy, posiadający dodatkowo takie cechy jak skrupulatność, szybkość, doświadczenie… Do tej pory jedyną osobą jakiej mógłbym powierzyć pracę z nagrywającymi muzykami jest Zbyszek Szmatłoch (na co dzień asystent Andrzeja Karpa w studio Sonus w Łomiankach k.Warszawy), który oprócz tego, że jest bardzo wrażliwy i świetnie słyszy, potrafi jeszcze inspirować i prowadzić muzyków podczas sesji nagraniowych. Niedługo zaczniemy współpracę:)
Innym kierunkiem poszukiwań jest zagranica. Myślę o tym, żeby ściągnąć kogoś do pracy w studio, prawdopodobnie z Londynu, ale może nie tylko. Póki nie zacząłem poszukiwań wsród cudzoziemców chęć współpracy wyraził krajan Arek Waś mieszkający od kilku lat w Vancouver. Miał kiedyś oparte na jednym z pierwszych w Polsce Pro Toolsów studio w Markach k.Warszawy, nagrał m.in. kilka płyt Dezertera, robił muzykę dla Komuny Otwock… i wyjechał. Czasem spędza kilka tygodni w Polsce, gdy przyjedzie przed wakacjami spróbujemy popracować nad jakimś projektem wspólnie.
0COMMENTS
Molesta
Robię mastering nowego utworu Molesty “Nikt i nic”. To numer do filmu, nie wiadomo jeszcze czy wejdzie na płytę. Pojawi się w radiu i w teledysku, do którego zdjęcia zaczynają sę we wtorek. Gdy zmierzyłem się z materią “Nikt i nic” okazało się, że najlepiej byłoby, gdybym mógł oddzielnie dotknąć wokali i muzyki, zamiast działać wyłącznie na gotowym zgraniu. Artyści dostarczyli mi tak przygotowane zgrania i od razu wszystko zaczęło się zgadzać.
W muzyce bez wokali mogłem inaczej ustawić na TC System 6000 de-Esser (pozwalający zlikwidować dokuczliwą i nieszlachetną część brzmienia werbla),
potem puszczam ją przez liniowe pre-ampy tranzystorowe i korektor lampowy dwóch sparowanych kanałów Millennia Media STT-1,
których charakter brzmieniowy (tzw. sygnatura miliona dolarów;) wydaje mi się idealny do tej produkcji, na Studera A80,
gdzie, jak sprawdziłem, lepiej sprawdza się dla tego utworu prędkość 15 cali na sekundę. Taśma pięknie się nasyca, wbijam na nią mocny sygnał, grubo saturuję - w muzyce pojawiają się brakujące harmoniczne, całość staje się bardziej spójna i stylowa.
Powrót ze Studera trafia do kompresora Thermonic Culture “Phoenix” z potwornie podkręconym Gainem (co czyni cuda!) i dalej do konwertera AD Mytek 8 x 192.
Same wokale cyfrowo zdeessuje na TC System 6000, zrobię tam też precyzyjną korekcję przy pomocy Massenburg Hi-Res EQ. Przez DA Myteka 8 x 192 sygnał wyślę do korektora Chandler Limited “Curve Bender”, którym uzupełnię niski środek, może też otworzę je trochę u samej góry, dodam powietrza. Z korektora wejdę na kompresor - prawdopodobnie na Thermonic Culture “Phoenix”, a jeśli ten wypadłby zbyt ciemno (szkoda by było, bo nic tak jak on nie potrafi wybudować podstawy) spróbuje któregoś z kompresorów, a może limitera z Chandlerowskiego “Zenera” bez którego coraz częściej nie wyobrażam sobie życia:)
![]()
Sumę (muzykę i wokale) puszczę albo jeszcze raz na “Phoenixa” i z niego na TC, albo bezpośrednio do TC System 6000 / Mastering 6000, gdzie skorzystam z algorytmu MD4 DXP (MS). Z niego wyjdę ponownie przez DA Myteka 8 x 192, żeby w analogu ‘dowalić’ na doskonałym limiterze Chandler Limited “Zener”, którym oprócz wygenerowania harmonicznych przy pomocy obwodów THD zrobię lekki clipping na wejściu konwertera. Do Pro Toolsa HD2 wrócę przez AD Myteka 8 x 192 i już ‘po cyfrze’ wejdę na TC System 6000, na 72-bitowy limiter, którym zlikwiduje clipping.
Taki tor ukształtował mi się po pierwszych dwóch przymiarkach. Jeśli coś się zmieni dopiszę uwagi poniżej. Tymczasem idę działać.
–
Jest piątek po piątej. Tak jak zapowiadałem uzupełniam post o to, na czym stanęło - zmiany wobec powyższego tekstu dotyczą wokali, które ostatecznie opracowałem przy pomocy następującego łańcucha urządzeń: TC System 6000 deEsser > TC System 6000 / Mastering 6000 “Massenburg Hi-Res EQ” > Chandler Limited “Curve Bender” > Thermonic Culture “Phoenix” > Chandler Limited “Zener” jako limiter. Wejścia różnych głosów ustawiałem osobno - wymagały różnych ustawień deEssera i różnej korekcji.
Obrobioną muzykę i wokale zsumowałem w Pro Toolsie HD2 na busie i ostatecznie masterowałem wchodząc bezpośrednio na TC System 6000 / Mastering 6000 (MD4 DXP MS) i dalej: Chandler Limited “Zener” (THD) > limiter z TC System 6000.
Molesta przed chwilą odebrała materiał - okazało się, że idąc ‘po bandzie’ ani trochę nie przesadziłem. O to chodziło! Wienio i Pele są bardzo zadowoleni, będziemy współpracować przy dużej płycie:)
0COMMENTS
upgrade
Od dwóch dni zamiast pracować z dźwiękiem przedzieram się przez niewdzięczne procesy zakupu, ściągania, autoryzacji i instalacji uaktualnień oprogramnowania.
Na co dzień pracuje na Pro Toolsie HD 6.4 (po OS X 10.3.7), którego uwielbiam za stabilność i prostotę. Praktycznie wszystkie operacje z dźwiękiem wykonuje na zewnątrz, przy pomocy wyspecjalnizowanych urządzeń, jest mi więc potrzebny jedynie solidny “magnetofon” i niewiele więcej.
Tym razem jednak niezbędnie potrzebowałem zrobić upgrade Auto Tune do wersji 5. Wywołało to całą lawinę koniecznych dodatkowych czynności: musiałem zaopatrzyć się w iLoka (okazało się, że odkupiony niegdyś od dealera nie nadaje się do użytku, bo hasła przepadły wraz z jego skradzionym laptopem), ściagnąć drivery do niego, żeby z laptopa podłączonego do internetu móc zarządzać autoryzacjami, zarejestrować się na stronach producentów oprogramowania i otrzymanych kodów użyć do umieszczenia autoryzacji na iLoku, zrobić upgrade systemu do 10.4.9, kupić upgrade Pro Toolsa HD do 7.4 (przechodząc po kolei przez nakladki 7.3 > 7.4 > 7.4cs3). Gdy zainstalowałem wszystko okazało się, że Pro Tools się nie podnosi - padał na poziomie ekkranu startowego z procesem Initializing Hardware (DSI). Wyłączałem dyski SCSI, inne zewnętrzne, konwerter nie-Digidesigna - efekt był ten sam. Nawet Digitest powodował tylko “Unexpected Quit”. Zadzwoniłem do dealera, od którego kupiłem wczoraj upgrade do PT HD 7.4 - do firmy Digipark - i p. Artur Mitrosz udzielił mi fachowej rady, że przed instalacją nowego PT koniecznie trzeba uruchomić Prebinding Script, a po każdej instalacji Pro Toolsa, po każdym apdejcie, należy z poziomu Disk Utility zrobić Repair Disc Permissions na dysku systemowym, oprócz tego na wszystkich dyskach oprócz systemowego - spod Get Info trzeba ustawić Ignore Permisions.
Zrobiłem to wszystko, Prebinding Script powiedział, że system z jego punktu widzenia jest OK, ale Pro Tools HD 7.3 (bo na tej wersji po kolejnej deinstalacji i reinstalacji się zatrzymałem) nie podniósł się. Mój klient, z którym miałem pracować (z Auto Tune pod PT HD 7.4) poszedł do domu, tracę pełną stawkę każdej godziny, kolejne prace zaczynają się nawarstwiać, niezły bigos.
W międzyczasie fachowiec protulsowy z Digipark stał się nieuchwytny. Mija w ten sposób druga godzina, a ja stoję!
Rozmawiałem ze specjalistą Digipark od Pro Toolsów - twierdzi, że mój kontroler SCSI jest za stary, komputer za stary, że musze wyjąc z komputera kontroler, sformatować dysk, zainstalować od nowa system i postawić dopiero Pro Toolsa (który bez SCSI jest mi do niczego nie potrzebny). Trochę wskazówki z cyklu “wuj dobra rada”…:(
Zadzwonił przed chwilą handlowiec z Digipark i oświadczył, że gdybym kupił upgrade Pro Toolsa bezpośrednio u nich, a nie przez pośrednika, miałbym support, a tak dostępny jest tylko osobno płatny 160zl netto za każdą godzinę i niech się martwi o mnie Musictoolz, który mi odkupiony od Digipark udgrade sprzedał. Wspaniała postawa, wybitnie zachęcająca do dalszych zakupów w Digipark…
Gdy tylko przekazałem tą wiadomość Musictoolz nieoceniony Konrad Żywiecki w ciągu godziny sprowadził mi do studia znakomitego fachowca od Pro Toolsa, którym jest Bartosz Zaród. Bartosz zapytał o objawy, sprawdził wersje systemu, oprogramowania, otworzył preferencje systemowe, wszedł w International, zmienił kolejność języków, zamknął preferencje, odpalił Pro Toolsa i wszystko poszło od razu i DZIAŁA ZNAKOMICIE! Oto co znaczy prawdziwy fachowiec. Zna system, zna obiawy, ma doświadczenie, wie jak pomóc.
To z czym męczyłem się tak długo i z czym nie poradzili sobie inni, Bartosz załatwił w ciągu minuty! Dzięki niemu mogę dalej pracować i zarabiać:) Wszystkim, którzy mieliby problemy z Pro Toolsem proponuje kontakt z Bartoszem +48 698368368, choć oczywiście problemów nikomu nie życzę;)
Wracam do pracy, bo mam (wreszcie!) totalne oblężenie studia. Nie opisuje już części prac w blogu, zaznaczam je jedynie i czasem lakonicznie opisuje w kalendarzu, zwłaszcza te niedokonane.





Comments OffCOMMENTS