Archive for the ‘#’ Category
Renata Przemyk
W ramach produkcji płyty z piosenkami Kabaretu Starszych Panów miałem przyjemność pracować z Renatą Przemyk nad utworami “Shimmy szuja” i “Tango kat”.
W klimacie zerosiedemset nagrywaliśmy takie kawałki: “Katuj! Tratuj! Ja przebacze wszystko Ci jak bratu! Męcz mnie! Dręcz mnie! Ręcznie! Smagaj, poniewieraj, steraj, truj! Ech butem, knutem, znęcaj się nad ciałem mem zepsutem”:)
Było tyle śmiechu podczas sesji, że aż artystka zapytała mnie ‘czy my się za dobrze przy tym nie bawimy’?;) Atmosfera w jakiś sposób zostaje utrwalona w nagraniu. Bardzo bym chciał, żeby ta wesołość udzieliła się słuchaczom!
Maciej Maleńczuk
Nagraliśmy trzy utwory z repertuaru Kabaretu Starszych Panów: “Smutny deszczyk”, “Bez Ciebie” i “Tanie dranie”. W ostatnim z nich oprócz Macieja Maleńczuka zaśpiewa również Muniek Staszczyk. Piosenki wejdą na płytę anonsowaną w poprzednim poście. “Tanie dranie” obstawiam jako pierwszy singiel;)
Zadanie nie było łatwe, bo nie sposób mierzyć się z Wiesławem Michnikowskim. Żeby uniknąć bezpośredniej konfrontacji zrobiliśmy to w nieco inny sposób. Maciej zaśiewał wszystko nieprawdopodobnie nisko i zabrzmiało to fantastycznie. Będzie to nie lada gradka, pewnie zwłaszcza dla fanek artysty;)
Załączam kilka pamiątkowych (telefonicznych) zdjęć z sesji nagraniowych do tych utworów.








Comments OffCOMMENTS
Kabaret Starszych Panów
Na zlecenie QL Music rozpocząłem prace nad produkcją muzyczną płyty, która będzie się składała z jedenastu piosenek z repertuaru Kabaretu Starszych Panów. Zaśpiewają Maciej Maleńczuk, Muniek Staszczyk, Maria Peszek, Maria Sadowska i Gaba Kulka. Zagrają: Gerard Niemczyk, Michał Jaros, Michał Jelonek, Zbyszek Szmatłoch, Tomek Grzegoski i Michał Wróblewski, który rozpisze też głosy sekcji smyczkowych i dętych. Premiera płyty ma odbyć się jeszcze przed wakacjami.



Comments OffCOMMENTS
Gareth Saunders
Niedawno otrzymałem od Sony Music propozycję zajęcia się produkcją muzyczną utworów Garetha Saundersa - londyńczyka mieszkającego teraz w Warszawie. Gareth jest bardzo świadomym i dojrzałym kompozytorem i muzykiem, gra na wielu instrumentach, pisze dla siebie teksty. To typ samorodnego talentu robiącego muzykę z potrzeby serca bez nastawienia się na sukcesy. Pewnie dlatego w tej muzyce nie ma żadnych obciążających słychacza pretensji. Miło słucha się znakomitej angielszczyzny pięknie brzmiącej w utworach pobrzmiewających historią brytyjskiej muzyki w jej najszlachetniejszych postaciach (The Beatles, początki King Crimson).

Na początek trzeba było przygotować trzy utwory zwiastujące album, potem zrobimy całą płytę, która zaistnieje najpierw lokalnie, a później, jak się poszczęści, również globalnie. Ponieważ w tym samym czasie pracuję nad drugim albumem holenderskiego Tres B zaproponowałem Sony Music, żeby pracą producencką nad utworami Garetha zajął się Zbyszek Szmatłoch, a ja chętnię pomogę już na etapie nagrań i zajmę się postprodukcją. Gareth i Zbyszek parę razy się spotkali czego wynikiem było rozpoczęcie współpracy. Zbyszek wybrał muzyków, zorganizował zespół i próby razem z Garethem. W stworzonym dla Garetha składzie pojawiła się niezbędna chemia, a producencka praca Zbyszka dała bardzo dobre rezultaty, czego doświadczyłem odwiedzając zespół na ostatniej próbie. Gdy prace nad utworami zostały zakończone zaczęliśmy nagrania. Do każdego numeru stroiliśmy bębny osobno. Potem kolejno wbijaliśmy wszystkie instrumenty, część z nich pokazuje dokumentacja fotograficzna - niestety to tylko pamiątkowe zdjęcia zrobione iPhonem, ich jakość jest okropna, ale klimat sesji jakoś i tak zdaje mi się być wyczuwalny;)













Gdy doszliśmy do nagrań wokalnych postanowiłem przetestować ledwie kupiony kompresor Thermonic Culture “The Phoenix” w wersji masteringowanej, z limitowanej serii, na którą udało mi się załapać;) Firma UPS zgubiła pierwszy wysłany do mnie z Anglii egzemplarz (na szczęście ubezpieczony przez MusicToolz) więc nie byłem pewien czy kolejny dotrze na czas, na sesję, ale udało się. Podczas nagrań, dla bezpieczeństwa, zapisywałem równolegle ślad bez kompresjii: sygnał z Braunera VM-1 wędrował do modyfikowanych przedwzmacniczy WSW Siemens und Halshke, potem do korektora i de-Essera Millennia Media STT-1, z którego wyjściem direct wprowadzałem go na konwerter Mytek Digital 8×192, a wyjściem głownym kierowałem na wejście Phoenixa. Znałem Phoenixa bardzo dobrze z wersji standardowej, a ponieważ wydał mi się chyba najbardziej muzykalnym kompresorem jaki słyszałem zainwestowałem w odmianę maksymalną. Niedawno podczas sesji Tres B zauważyłem jak nawet znakomitej wokalistce, mającej totalną kontrolę nad głosem i jego dynamiką, w niektórych utworach kompresor (wtedy Shadow Hills “Mastering Compressor”) potrafił bardzo pomóc. Taka dobra informacja zwrotna jest bardzo inspirująca dla artystów. Bazując na tych doświadczeniach nie wahałem się zaproponować tego rozwiązania Garethowi. Ustawiłem subtelną korekcję i bardzo delikatny analogowy de-Esser jeszcze przed kompresorem. Phoenix z Side Chainem zadziałał niewiarygodnie dobrze. Jak to Phoenix cudownie wybudował podstawę nasycając żródło niskimi harmonicznymi, dźwięk z niego płynący był jednocześnie bogaty, miękki i otwarty, a w tej wersji miałem wrażenie, że był otwarty jak nigdy dotąd;) Ze zdziwieniem obserwowałem wskaźnik pokazujący głebokość kompresji - nawet gdy dochodziła do 12dB pozostawała niewyczuwalna! Zaszokowany jego działaniem zrobiłem filmik przy pomocy telefonu, żeby uwiecznić ten fenomen, może go tu podlinkuję.
Nagrania wokalne zaczęliśmy od Tomka Toczkowskiego śpiewającego drugi głos i część chórków, również wspaniałe niskie linie. Poźniej nagrywałem śpiew Garteha. Artysta zadowolony z osiąganych rezultatów i znakomicie przygotowany, szybko i bez kłopotów zaśpiewał wszystkie utwory. Do niektórych partii, żeby zróżnicować brzmienie głosów między sobą, zmieniałem komresor na innego super-killera: amerykański Shadow Hills “Mastering Compressor”, który ma całkiem inną osobowość, niż “The Phoenix”. Nagrywając przez Shadow Hillsa bazowałem głownie na doskonałym i bardzo wydajnym kompresorze optycznym, z niewielką domieszką łagodnej kompresji 1,2:1 z obwodów “Discrete” wybierając na wyjściu transformator “Iron”.
Miksy rozpocząłem od przygotowania brzmienia stopy i werbla (oraz grającego przez minutę kotła basowego) przy pomocy korektora AMS Neve 8803 (uwielbiam jego działanie przed taśmą), magnetofonu szerokotaśmowego Studer A80 i kompresora “The Phoenix - Master Compressor 11th Anniversary Edition”. Overheady i ambiencey zostawiłem nietknięte, z ich pełną dynamiką i pasmem. W trakcie zgrań okazało się, że sposród wszystkich śladów kompresji wymaga tylko gitara Gretsha nagrana z echem taśmowym (Tube Tape Echo Fulltone’a) - bez kompresji powtórzenia delaya ginęły w miksie, a atak był zbyt mocny. Phoenix załatwił sprawę po mistrzowsku. Do kilku partii przy pomocy TC System 6000 przygotowałem delikatne FXy. Jako pogłos na wokale najlepiej sprawdziła się nieśmiertelna (modyfikowana) płyta pogłosowa EMT140. Zanim podeszliśmy do szlifowania proporcji wybrałem urządzenia do masteringu i ustawiłem je w taki sposób, żebyśmy mogli miksując słuchać utworów już po masteringu i zmieniać wszystko, co trzeba zrobić selektywnie, na etapie miksu, a co trzeba zrobić na sumie, korygując setup masteringowy. Dzięki tej metodzie zachowaliśmy absolutną kontrolę nad rezultatem końcowym. Pracując w ten sposób uniknąłem niespodzianek na ostatnim etapie pracy przy postprodukcji.
Nie wspomniałem o tym jeszcze, ale oczywiście, jak zawsze w Studio 333, wszystkie etapy pracy od początku nagrań do końca postprodukcji przeprowadzane były na najlepszym, często modyfikowanym dodatkowo sprzęcie, w jakości High Definition i kontrolowane w dużej reżyserce masteringowej na laboratoryjnie krytycznym odsłuchu;) Ma to znaczenie!!!;) Gdy muzycznie wszystko się zgadza, jak tym razem, technika na najwyższym poziomie pięknie służy udanej produkcji, a satysfakcja płynąca z pracy jest nieprzeliczalna:)
Gotowe utwory przekazałem do dyspozycji Sony Music oraz Garethowi, który poleciał z nimi na święta do Anglii. Po nowym roku okaże się co dalej.
Comments OffCOMMENTS
pauza w blogu
Jest takie stare chińskie przekleństwo: “oby twoje marzenia się spełniły”. Otóż moje, z puli dotyczącej produkcji muzycznej i pracy w studio, spełniły się w stopniu uniemożliwiającym mi zajmowanie się czymkolwiek innym, niż muzyką i dźwiękiem. Nie sposób po całodniowej sesji wymagającej zawsze totalnego zaangażowania i koncentracji jeszcze siedzieć później przy klawiaturze, żeby opisać minione zdarzenie. Często nie miałem nawet wolnej chwili, żeby wpisać czekające mnie sesje do kalendarza studia dostępnego online. Tak minął mi ostatni rok.
Nadal bardzo cieszę się tym co robię, jednak aby zachować świeżość muszę trochę odpuścić - pracować krócej, niż 16 godzin codziennie i czasami udzielać sobie samemu urlopu, wyjechać gdzieś, zostawić studio na chwilę… Jednak żeby zarobić na czynsz i raty za bieżące, spore inwestycje studio musi pracować non stop. Dlatego nie mogę wszystkich zleceń realizować w pojedynkę. Coraz częściej i z dużym powodzeniem sesje w Studio 333 prowadzi wspaniały muzyk i producent muzyczny Zbyszek Szmatłoch. Człowiek sprawdzony w boju i godny zaufania. Jeżeli pracy będzie jeszcze wiecej być może zaproszę do współpracy jeszcze kogoś.
W odpowiedzi na prośby, które miło mnie zaskoczyly, chciałbym wrócić do regularnej publikacji postów poświęconych aktualnym zdarzeniom z życia studia, a także dygresjom nt kondycji branży fonograficznej i przyległych. Może też wspomnę o kilku minionych produkcjach, miksach i masteringach, jakie popelnilem od czasu gdy zamilkłem na tym blogu. Żeby regularne publikacje były możliwe muszę zmodyfikować dawny na nie pomysł ograniczając się do relacji fotograficznych zaopatrzonych w lakoniczne opisy. Nie będę już czekał z pisaniem do zakończenia prac lub ich etapu, bo to zbytnio wszystko rozwlekało.

Comments OffCOMMENTS
très.b
très.b to paka, która ucielieśnia marzenie wielu muzyków - wynajęli wspólnie dom, żeby w garażu urządzić salę prób i w całości poświęcić się wspólnemu graniu. Przez 6 lat grali razem i mieszkali w Maastricht, niedawno przenieśli się do Amsterdamu. Skład très.b to miedzynarodowa mieszanka: na bębnach gra Angliko-Duńczyk Tom Pettit, na basie wspaniale śpiewająca Polka - Misia Furtak, na gitarze i w chórkach Olivier Heim - pół Holender, pół Amerykanin.
W ich muzyce jest coś niesamowitego - ogromne porozumienie i śmiałość w serwowaniu samego sedna, bez zbędnej, w wypadku esencjonalnych kompozycji, wirtuozerii, bez solówek i popisów. Wydaje mi się, że to w dużym stopniu czar wynikający z absolutnego braku kompleksów i potrzeby udawadniania czegokolwiek komukolwiek. A właściwie dużo więcej. Słuchając płyty odpoczywam i ładuje akumulatory. Zdaje mi się, że muzyka très.b działa w ten sposób, ponieważ członkowie grupy osiągneli w sobie i między sobą rzadki stan harmonii i szczęścia, które to przepełniają ich muzykę i są pozytywnie zaraźliwe;) Płyta zaczyna się lekko i stopniowo ewoluuje ku coraz większym głebinom. Wciąga. To cała podróż. Bardzo miła i dobrze pomyślana.
Ale co ja właściwie robiłem dla très.b? Już dochodzę do rzeczy. W 2007 zespół z pomocą zaprzyjaźnionego muzyka uprawiającego home recording zarejestrował swoją debiutancką płytę. Nie była to bardzo zawodowa produkcja, ale rzecz całkiem ‘czujna’, może po prostu sama muzyka się obroniła…. très.b zainteresował się producent znany ze współpracy m.in. z Nickiem Cavem (i to przy “Murders Ballads”!) VIctor Van Vught. Wziął na warsztat jeden utwór “Ola”, na specjalnych warunkach, bo jego normalna minimalna stawka to 10000 Euro netto za utwór! très.b zachęceni tym, co można zrobić z ich płytą , zwrócili się do mnie z propozycją, żebym odświerzył pozostałe utwory (na poziomie pracy Victora!). Rozmowa zaczęła się od kreatywnego masteringu, jednak gdy posłuchałem starych miksów poprosiłem o ślady, żeby zająć się najpierw każdym instrumentem (lub ich grupą) z osobna, robiąc jakby mastering tracków, a dopiero potem zgrywać masterując równocześnie sumę.
Na pierwszym etapie prac w studio odwiedzili mnie Misia i Oli. Czasem jest tak, że ludzie są nie tylko bardzo otwarci i naturalnie mili, ale też okazuje się, że tak samo czujemy muzykę, a co za tym idzie, podobnie kombinujemy pracując nad nią. Muzycy po dwóch dniach wyjechali z Warszawy zapewniając mnie, że po tych klikunastu godzinach obserwacji mojej pracy (podejmowanych decyzji) są spokojni o jej rezultaty. Taki kredyt zaufania ogromnie uskrzydla:) I zobowiązuje. W przedpożegnalnych rozmowach pojawiły się pierwsze propozycje dotyczące naszej ewentualnej współpracy przy produkcji drugiej płyty très.b, którą miałbym współprodukować w Studio 333 ramię w ramię z Victorem Van Vughtem.

Pracę nad ponownymi zgraniami w oparciu o ślady, a czasem ich grupy (np. suma gitar) rozpocząłem od bębnów i basu (po uprzedniej konwersji wszystkiego do 24b/88k2). Sprawdziłem kilka korektorów i kompresorów na śladach perkusji. W nagraniach brakowało mi harmonicznych, żeby je dobudować użyłem niezawodnej 2-calowej taśmy taśmy i wielkiego 16-śladu Studera A80. Żeby odpowiednio wymodelować nasycenie pasm, przed wysyłką na taśmę zapiąłem korektor. Dla stopy i werbla absolutnie wymarzony dla osiągnięcia tego, co chciałem (w skrócie: Modern Vintage) okazał się niepozorny equalizer Neve 8803. Po nim i po taśmie instrumenty odżyły. Żeby złagodzić nieprzyjemne, kłujące w uszy blachy i zbyt twarde składowe transjentów z amatorskich konwerterów jakie były użyte w nagraniu, wybrałem prędkość 15 cali na sekundę - dzięki temu góra się cudownie uspokoiła, stała się przyjazna, choć nie zrobiła się matowa i zamknięta. Ta technika daje całkiem inne rezultaty, niż np. sam de-Essing i korekcja.
Bas puściłem przez piec Edena (Metro 500) i zgrałem go wspaniałym mikrofnem Telefunkena ELA M 251f z modyfikowanymi preampami WSW Siemens & Halshke. Jak zauważyłem nagrywając na niego wokale ELA M 251 potrafi jakby przenosić najniższe basy nieco wyżej (bez podcięcia w najniższym dole), nasyca harmonicznymi cały niski środek, bez zamulenia, i czyni tak zarejestrowany instrument bardziej odpornym na odsłuch w rozmaitych warunkach (np. gdy brak podstawy w basie). Nowy bas z nowymi bębnami dodały mnóstwo energii utworom. Na ich bazie zacząłem pracować nad gitarami i wokalami. Gitary również nasyciłem przy pomocy korektora (pasywny, pulltecowski EQ - Thermonic Culture “The Pullet” z pre-ampami WSW) i taśmy.
Wokale opracowałem najlepszym i najbardziej transparentnym ze znanych mi de-Esserem - z TC System 6000, przedwzmacniaczami liniowymi, transformatorem i korektorami z tweakingowanych Millennia Media STT-1 oraz kompresorami Elysia “Alpha” i Thermonic Culture “Phoenix”. Phoenixem, z ciemniejszą korekcją, wybudowałem podstawę, nadałem masy wokalom, natomiast na Elysii (z EQ dodającym brakującej oryginalnym śladom góry - tej najwyższej i tej gdzie usytuowany był oddech) osiągnąłem lekkość, szybkość i otwarte brzmienie głosu. Zmierzyłem opóźnienia i skompensowałem je na śladach tak, żeby móc jednocześnie opracować brzmienie wokali na obu kompresorach i korektorach naraz. W każdym utworze oczywiście trzeba było dokonać pewnych korekt poziomów i EQ, ale generalny kierunek pozostał ten sam. Zgrane ślady były zsynchronizowane co do sampla - mając je osobno dostępne na parze śladów dla każdego głosu mogłem ustawiać ich proporcje między sobą odpowiednio dla każdego utworu.
Gdy już wszystko nabrało rumieńców i zacząłem przymierzać się do zgrań spróbowałem analogowego sumowania przy pomocy urządzeń Folcrome’a i Neve’a. Byłem do tego bardzo pozytywnie nastawiony, spodziewałem się, że do celu, który chciałem osiągnąć, wyniki sumowania analogowego versus wysokiej precyzji cyfrowe sumowanie w Pro Toolsie HD, w sesji 24b/88k2, będą lepsze. Jednak, niezależnie od apetytów i przewidywań okazało się, że miksowanie w Pro Toolsie HD biło na głowę opcje analogowe. Ponieważ nie jestem “po żadnej ze stron” - nie walczę jako ‘rycerz analogu’, ani ‘piewca cyfry’, wybrałem drogę, która dawała najlepsze (i bardzo dobre) rezultaty i zgrałem cały materiał na HaDeku. Nie chcę przez to powiedzieć, że to zawsze i w każdym wypadku najlepsza opcja, tego przed doświadczalnym sprawdzniem nigdy nie wiem, natomiast był to już któryś z kolei test, gdzie mixer PT HD zmiażdżył inne, jednakowo łatwo dla mnie dostępne, opcje.
Gdy wybrałem metodę miksowania zacząłem szlifować proporcje. Miałem wszystkie utwory ustawione w jedej sesji dzięki czemu starałem się, obejmując łatwo całość, nadać płycie rozwój, lub też podążać rozwojem brzmienia za tym, co dzieje się z nastrojem kolejnych kompozycji. Miksowanie w studio masteringowym daje wielki spokój - kontrola rezultatów w warunkach totalnie wiernych odsłuchów to komfort, o którym zawsze marzyłem, tak samo, jak o możliwości jednoczesnego miksowania i masterowania, co zrobiłem w tym wypadku, dzięki czemu miksując płytę miałem pełną kontrolę nad ostatecznym skutkiem każdej decyzji. To dobra strona, inna jest taka, że czasem nie jest łatwo ‘dojść smaku’ i gdy cokolwiek jest nie tak, jakby się chciało, nie sposób na to przystać - super krytyczny odsłuch obnaża wszystko bezwzględnie. Tak też, w pracy nad miksami albumu très.b, nie pozwolił mi zachwycić się żadnym ze znanych mi pogłosów cyfrowych. Reverby z TC System 6000, które są znakomite i w większości aplikacji sprawdzały się świetnie, tutaj kompletnie nie były tym, co chciałem usłyszeć. Sięgnąłem po maszynę Bricasti Design - to samo. Lexicona nawet nie starałem się sprawdzać, bo też nie byłoby to to. Czułem potrzebę dodania szczypty pogłosu do wokali, chciałem przełamać w ten sposób brzmienie nie najlepszego pomieszczenia, w którym zespół kiedyś nagrywał. Chciałem też trochę zaczarować w kilku bardziej nastrojowych utworach. Ponieważ cyfrowe pogłosy w tym wypadku się nie sprawdziły pomyślałem, że pewnie płyta pogłosowa mogłaby być rozwiązaniem problemu, że mogłaby doskonale dopełnić działania taśmy analogowej i zachować głęboki i okrągły charakter wypracowanego już brzmienia. Niestety moja płyta nie była sprawna. Kupiłem ją już chyba 10 lat temu. Nie zmieściła się do pierwszego transportu (Volkswagen Transporter był dla niej za krótki…), potem jakoś nie było kiedy, aż dopiero niedawno ściągnąłem ją do studia, na Złotą. Skontaktowałem się ze znakomitym elektronikiem, Grzegorzem Jankowiczem, doświadczonym w arcypoważnych pracach pro-audio (dla Lipiński Sound) i poprosiłem go o uruchomienie i modyfikację mojej płyty pogłosowej EMT 140. Ponieważ jest to absolutnie kultowe urządzenie Grzegorz mógł w miarę szybko wyszperać w sieci brakujących w oryginalnej dokumentacji detali. Po remoncie silnika sterującego mechanizmem pozwalającym na regulację długości czasu pogłosu Grzegorz postawił na nogi zasilanie, przerobił oryginalne wejście i wyjscia tuhlowskie na XLRy, a także dorobił prowizoryczny sterownik. Wpuściłem wokal na płytę i żeby posłuchać co się stanie kucąłem przy otwartej jeszcze skrzyni vis a vis grającego arkusza szlachetnej blacy o powierzchni ok. 3m2. To co usłyszałem sprawiło, że oniemiałem z wrażenia i zachwytu. Miałem nadzieję, że będzie fajnie, oryginalnie, vintageowo, ale czegoś tak doskonałego się nie spodziewałem. Dźwięk był po prostu boski. Podłączyliśmy wyjścia i posłuchaliśmy powrotów w reżyserce. Było też bardzo dobrze, ale nie aż tak lekko jak bezpośrednio na płycie. Przegadaliśmy temat i Grzegorz przystąpił do modyfikacji - w ciągu tygodniowych intensywnych prac zmnienił i wzmocnił zasilanie, wyrzucił z toru sygnałowego elektrolity, przedwzmacniacze przebudował i upgradeował do pracy w czystej klasie A. Zrobił mnóstwo rzeczy, łącznie z regulacją naprężenia samej płyty, o których to zabiegach wspomnę w osobnym poście. Odpaliłem urządzenie po modyfikacjach i to co usłyszałem w powrotach było tym cudownym zjawiskiem, które zauroczyło mnie w ‘akustycznym’ obcowaniu z odsłoniętą płytą. Zacząłem ją aplikować do nagrań très.b i stało się coś niesamowitego, pojawiła się magia. Wszystko się zespoliło, pogłebiło. Rzecz nabrała czaru i głebi, o których wcześniej marzyłem. Czasy pogłosu i proporcje, a także ślady, do których go dodawałem, zmieniałem wraz z rozwojem płyty. Jakie są owoce opsianych prac można już posłuchać na płycie “Scylla And Charybdis” opublikowanej we własnej, niezależnej oficynie przez autorów. Dla mnie i dla studia bezpośrednio odczuwalny skutek sumy prac jest taki, że très.b zaproponowało mi, żebym był jedynym producentem ich nowej płyty. W kwietniu 2009 przyjeżdżają do Polski nagrywać. Pracę nad materiałem zaczynamy praktycznie od zaraz:)
Comments OffCOMMENTS
QT 7.5.5 > 7.6 update
To post dla użytkowników OS Xa. Sam jak dotąd całkowicie ufałem temu, co Apple proponowało mi w w ramach Software Update i w ten sposób podniosłem sobie QuickTime’a z wersji 7.5.5 do 7.6. Po tej operacji mój komputer zaczął zachowywać się jakbym miał wirusa (od conajmniej sześciu lat mam kilka Maków podłączonych do sieci i jeszcze nigdy nic podobnego mnie nie dotknęło, choć nie zabezpieczam się dodatkowo - robie tylko Security Update spod Software Update i zawsze wszystko było OK). Objaw miałem taki, że Finder co około minutę robił Relaunch, co na dłuższą metę było irytujące - np. podczas pisania nagle wyrzucało mnie z programu, bo na wierzchu pojawiał się Finder z nowym oknem. Likwidacja preferencji QT, naprawa Disc Permissions i reinstalacja QT 7.6 nie pomogły, zadziałało za to przestawienie w System Preferences > Stuffit AVR > Stuffit ArchiveViaRename Off: Stop.
Comments OffCOMMENTS
2009
Nie ma końca przyspieszaniu upływu i jednocześnie kurczeniu się czasu. Dwa tysiące dziewiąty zapowiada się u mnie ciekawie i pracowicie.
Jako producent muzyczny zaczynam pracę nad pierwszą całkowicie autorską płytą Marysi Sadowskiej (na zlecenie SONYBMG), czeka mnie surroundowa postprodukcja muzyki do filmu pełnometrażowego, a także, jeśli wszystko się uda, tworzenie z Golden Nine muzyki / atmosfer do innej fabuły (wraz z nagraniem i postprodukcją w High Definition Surround).
Około kwietnia zacznę pracę nad produkcją nowej płyty holdendersiej grupy très.b, którą najprawdopodobniej będę miał zaszczyt współprodukować z Victorem Van Vugtem.
W pierwszej połowie roku zamknę też produkcję nanowszej płyty zespołu 2g.
Negocjuje kilka powaznych miksow, realizuje zapowiedziane masteringi: singlowe i płytowe. Wszystko uklada sie na bieżąco i na razie jakby na przekór kryzysowi…
Zaplanowałem współpracę menadżerską z Kayaxem - chciałbym dzięki powierzeniu fachowcom bookingu zmienić proporcje rezerwacji czasu studia przez siebie samego na rzecz pracy w nim innych producentów i realizatorów. Jednym z dalszych celów jest zatrudnienie w Studio 333 na stale wybitnie uzdolnionych młodych producentów i reżyserów dźwięku z zagranicy - okaże się, czy pracy będzie aż tak duzo, żeby obdzielić nią krajan i jeszcze utrzymać cudzoziemców. Jeśli to się uda będę miał wreszcie czas, żeby ruszyć w Świat z muzyką 2g. Choćby nie wiem co się działo i tak planujemy dać kilka koncertów:)
Comments OffCOMMENTS
Rog bloku
Dałem się namówić na udział w onetowskim konkursie na ‘blog roku’. Zawsze gdy chodzi o autopromocję mam mieszane uczucia - może z powodu mojego staroświecko-naiwnego podejścia do tej kwestii, w myśl którego wystarczy robić swoje najlepiej jak się potrafi, a stosowna odpowiedź ze strony rzeczywistości sama nastąpi…
Wystartowałem w kategorii blogów profesjonalnych. Aby dopełnić wymogów formalnych konkursu publikuję tego posta wraz z obowiązkowym linkiem:
http://www.blogroku.pl/blog,gw327,blog.html
–
Po czasie dowiedzialem sie, ze ocenione przez jurorow konkursu na Blog Roku zostana tylko trzy pierwsze blogi z kazdej kategorii. O kolejnosci decyduje ilosc wyslanych na dany blog glosow. Glosowac mozna bylo tylko przy pomocy platnych smsow. Wprawdzie dochod z nich ma wspomoc szlachetne dzialania, ale i tak mechanizm pozstaje dyskusyjny… Poniewaz z zasady nie kasuje postow, zamiast tego umieszczam komentarz.
Comments OffCOMMENTS
Kayah - Ding Dong
W Radiu ZET, w największej rotacji, emitowana jest świąteczna piosenka Kayah “Ding Dong” z muzyką autorstwa Krzyśka Pszony i tekstem wokalistki. Utwór został równolegle opublikowany na składance “Radio ZET - Siła Świątecznej Muzyki”. Robiłem miks i mastering “Ding Dong”, a dokładniej: mastering śladów, zgrania i ich mastering - łącznie kilka dni ciekawej pracy pod dużym ciśnieniem deadlineu. Przy okazji miałem niezłe przygody z gatunku zbliżonego do thrillera. Temat rozwinę niebawem, w tym samym poście, tymczasem montaż choinki wypiera inne aktywności…
0COMMENTS
Maryla Rodowicz - Jest cudnie - re-edycja
Ostatnia płyta Maryli Rodowicz “Jest cudnie” przy której powstaniu pracowałem (realizowałem w Studio 333 niektóre nagrania, pomagałem Andrzejowi Smolikowi w korektach miksów i robiłem mastering) dobrze się sprzedała i doczekała się re-edycji wzbogaconej o dwie nowe piosenki: “Ech Mała” i “Piosenka bankruta”. Oba utwory skomponował i wyprodukował Andrzej Smolik, który zlecił mi ich mastering. Głos Maryli Rodowicz Andrzej nagrał tym razem na Telefunkena ELA M 251f - mikrofon, w którym wspólnie się zakochaliśmy;)
Umówiliśmy się, że Andrzej przygotuje dla mnie dwie wersje zgrań - w jednej włączając w swoim sumatorze SSLa kompresor na sumie, w drugiej nie. Nowe kompozycje musiały swoim brzminiem choć trochę nawiązywać do poprzednich. Zacząłem ich mastering od odtworzenia łańcucha urządzeń, przy pomocy których opracowywałem pierwszą wersję płyty. Nie zdało to egzaminu - może dlatego, że Andrzej po zmianie konwertera, po raz pierwszy przy tych dodatkowych utworach zrobił nagrania i miksy w całości w 24 bitach i 88200Hz. Dźwięk wydał mi się bardziej otwarty, okazało się, że pracując z tymi zgraniami mogę sobie na więcej pozwolić. Wcześniejsze miksy nie pozwalały na taką koloryzację - bardzo szybko dodatkowe harmoniczne zaczynały robić więcej złego, niż dobrego - wszystko się w jakiś sposób zacierało, przestawało być komunikatywne, konkretne. Nowe produkcje zrobione w podwójnej częstotliwości próbkowania (i 24bitach) reagowały na głębsze ingerencje inaczej - łagodnie i pozytywnie. W torze sygnału mogłem użyć kompresora Thermonic Culture “Phoenix” (wybrałem wersje pre-masterów bez kompresji z SSLa) z nieźle wygrzanym wejściem - relacje dynamiczne między składowymi miksu, realcje przestrzenne, mikrodynamika - wszystko było OK, dodatkowo wzbogacone specjalnym czarem “Phoenixa”.
Po pierwszym masteringu i przekazaniu kompletu płyt matek artystka poprosiła producenta o kosmetyczne zmiany. SONYBMG zapowiadało wcześniej, że nie ma czasu na żadne poprawki, ale skoro z innych powodów taką możliwość udało się wywalczyć wokalistce - korzystając z okazji wyraziłem swoje uwagi - dotyczyły głównie zmiany balansu częstotliwościowego basu (’odbuczenia’ go z jednoczesnym przesunięciem jego energii niżej), korekcji (zmniejszenia podcięcia) i essów na wokalu. Samo to, że Andrzej miał jeszcze raz szansę zgrać te utwory wiele dało - miksy dojrzały. Po drobnych modyfikacjach poprzedniego toru zrobiłem ponowny mastering i przygotowałem nowy zestaw masterów produkcyjnych re-edycji.
Niedawno Michał Kwiatek z SONYBMG podarował mi elegancką dwupłytową wersję “Jest cudnie”: CD+DVD. Studiując opisy zauważyłem, że moja praca znalazła się w jednym wydaniu z pracą Jacka Gawłowskiego (którego cenię zawodowo i lubię prywatnie), który działał przy DVD. To zresztą nie pierwsza ‘nasza’ wspólna płyta - na re-edycji Feela Jacek umieścił masterowany przeze mnie nowszy singiel zespołu - powiedział mi, że to się nie zdaża, żeby dokładając utwór do re-edycji nie czuł potrzeby i nie robił z nim dosłownie niczego;) No i akurat jedno do drugiego świetnie pasowało… Tyle tytułem dygresji, bo miało być o Maryli, że na nowo “Jest cudnie”…

Comments OffCOMMENTS
Feel - Gdy Wigilia jest
Masterowałem hymn RMFowej pocztówki do Św. Mikołaja “Gdy Wigilia jest”. Maro Nowak z Ztudio przygotował utwór Feela w kilku wersjach - ze śpiewającymi redaktorami RMFu (dla RMFu) i bez redaktorów, co jak słyszałem z powodzeniem jest grane przez konkurencyjną Zetkę. W tym czasie miałem w studio ‘groźny’ kompresor Elysia “Alpha”.
Przy obecnym kursie Euro to cacko kosztuje czterdzieści parę tysięcy złotych! No i tak gra. Oprócz unikalnych możliwości jak analogowe dekodowanie sygnału z postaci XY (lewo / prawo) do MS (mid signal / side signal), dobrze brzmiących filtrów pozwalających na ogólne korekty balansu częstotoliwościowego skompresowanego sygnału, świetnie działającego side-chainu, Elysia “Alpha” daje ciekawą możliwość miksowania sygnału skompresowanego z nie-skompresowanym (Parallel Compression). Można np. zrobić ciut za mocny punch i dodać go tylko trochę do czystego sygnału. Albo skompresować całość tak, jak się chce i odkręcić troche gałkę w stronę Dry, żeby zachować oryginalne transjenty z miksu. Możliwości jest wiele i aż dziwne, że to tak rzadko spotykana opcja… Miałem nadzieję, że ten kompresor będzie tak mocny i skuteczny, że dzięki niemu nie będę musiał przy masteringu używać multibandu z TC System 6000 - okazało się jednak, że “Alpha” nie jest narzędziem do tego - jest bardzo dobra, ale nie do wszystkiego i nie ‘zamiast’ wszystkich innych kompresorów. Wspomnę o tym super-kompresorze jeszcze w postach o pracy nad płytą holenderskiej grupy ‘tres b’ i w poście o miksach utworu Iwony Węgrowskiej “4 lata” - w obu wypadkach “Alpha” bardzo mi pomogła.
Wracając do masteringu Feela - gdy sam kompresor firmy Elysia nie scalił miksu, nie ‘wybudował go od dołu’, nie dał sporego RMSu, ale za to, to, co zrobił, zrobił znakomicie (super-szybką, dosyć transparentną kompresję bez artefaktów), choć może zabrzmieć to jak herezja, spróbowałem użyć go jednocześnie z “Phoenixem” i okazało się, że to rozwiązanie świetnie zdało egzamin! Kompresorem Thermonic Culture mogłem zrobić to, czego nie daje Elysia i vice versa. Sprawdziłem obie opcje i ostatecznie “Alpha” została za “Phoenixem”. Puściłem przez nią ok. 40% czystego sygnału z poprzedniego kompresora, dobarwiłem trochę wysokie częstotliwości, uporządkowałem basy (Side Chain + EQ zadziałały znakomicie) i zastosowałem Soft Clip Limiter.
Po odsłuchaniu efektów mojej pracy producent utworu poprosił mnie o rozszerzenie skali dynamicznej piosenki - oryginalnie były tam jakby trzy stopnie głośności - każda kolejna zwrotka miała być mocniejsza. Po kompresji znacznie się to wygładziło, ale z ogólną korzyścią dla utworu. Zanim tak zrobiłem zadałem sobie pytanie czy słuchacz radiowy słuchając utworu liniowo, bez możliwości przeskoków, konfrontuje czternastą sekundę z minutą trzydzieści, albo dwa piętnaście i czy porównuje ze sobą jeszcze inne, nie sąsiadujące bezpośrednio miejsca? Czy ‘puchnięcie’ utworu może się dokonać przez same ruchy automatyką na identycznych, powtarzających się grupach w miksie, czy raczej, dla odpowiedniego efektu, wymaga to operacji aranżacyjnych - powiększającego się pasma, rozbudowującej się harmonii? I inne pytanie - jeśli robiąc mastering utworu do radia nie skompresuję go i producent poczuje różnice dynamiczne, do których przywykł, co się stanie podczas przejścia utworu przez radiowy procesor emisyjny, ustawiony tak okrutnie, że wyrówna wszystko (najgłębszy treshold i ogromne ratio na każdym paśmie)? Właśnie ta ostatnia myśl doprowadziła mnie do powrotu do porzedniej i wniosków nt. pracy nad rozwijającą się dramaturgią utworu - aby ocalić ją w eterze chyba warto robić to przy pomocy kilku środków jednocześnie - ekspresją w wykonaniu partii instrumentów i wokali, pasmem, harmonią i dynamiką. Wykorzystam to doświadczenie podczas swoich działań producenckich, a na wszelki wypadek dzielę się nim również z Szanownymi Czytelnikami:)
Żeby mój stały klient był zadowolony przygotowałem wersję z odpuszczoną kompresją i większymi różnicami w RMSie między kolejnymi zwrotkami. Niestety w radiu nie zostało po tym ani śladu… mimo tego “Gdy Wigilia jest” hula jak należy.
Comments OffCOMMENTS
2g - reaktywacja
Zaczynamy, projektujemy, nabieramy ciała. Przeczucia i niewypowiedziane apetyty (muzyczne) go nabierają. Podchodzimy do wielkiego planu, który na pewno się nie uda, wyjdzie za to coś innego, co nas zaskoczy, co osobiście wolę. Tą niewiadomą. Bycie słuchaczem, mimo współtworzenia, mimo wpływu. Upajam się tym, co spoza niego wyziera, jeśli się udaje. Jeśli nie - czarna rozpacz, fundamenty pękają, słońce przygasa, krajoobraz postnuklearny, ale nie poddajemy się wtedy, drążymy do skutku. Prędzej czy później coś zażre jak należy. Sprawa jest poważna. Kupujemy instrumenty specjalnie do realizacji wizji producenckiej, budujemy system interaktywnych filtrów, które wytworzą nam pożądane tekstury. Modyfikujemy rzeczywistość, dopasowując ją do pomysłu. W niedzielę pierwsze spotkanie w pełnym składzie. Pierwszy zjazd. Bębny z elektronowymi dokładami i filtracją zależną - Gerard Niemczyk +++ sub-basy z basu gumowego, kontrabasu elektrycznego i preparowanych basów elektrycznych odstrojonych do poziomu dna Rowu Mariańskiego - Bartłomiej Kuźniak +++ klasyczny Gibson w rozjechanych, szerokich harmoniach kameralistryki współczesnej i energią rodem ze sceny grindcoreowej, z dodatkiem dzikiego echa taśmowego Sohora, czasem pływający w distortach - Zbyszek Szmatłoch +++ do tego totalny analogowy syntezator Pro One w parze ze Space Echo Re-201 podłączony pod pre-amp i tremolo Rhodesa MK2 i paczkę Rhodesa Suitcase z siedemdziesiątego trzeciego - Marcin Bijak aka Nines. Tak bywało już wcześniej. Teraz dodaliśmy jeszcze wokal Pedro El Negro - nawijka i zaśpiewy plus dzikie przetworzenia z Kaoss Pada, a z czasem może nie tylko z niego. Bierzemy się za opracowanie repertuaru. Stworzymy instytucję. Dla odmiany. Dotychczasowe sklady popadały w uśpienie gdy tylko udało się zrealizować jakąś ideę muzyczną. Nie było dalej potrzeby wożenia tego po okolicy z koncertami, publikacji płyt - na muzykę to nie wpływa, a energii było szkoda - zawsze lepiej było zrobić coś nowego, całkiem nowego. Teraz będzie inaczej. Chcemy cieszyć się powtarzalnością i przewidywalnością (przewidywalną wysoką skutecznością!) w pewnych ramach i bawić się interpretacją wcześniej opracowanego materiału. Chcemy spędzać czas w niewygodzie podróży, chcemy grać w małych klubach i na dużych scenach - wszystko jedno. Chcemy ruszyć w Świat z naszym dwugramicznym lotem. Zobaczymy co będzie. Planujemy pracę tylko w pełnym składzie, tak zbudujemy cały program, potem wszystkie nagrania będziemy robić też tylko 100% live, wszyscy razem. I najchętniej z publicznością. Do płyty zaprosimy dodatkowo Maćka Polaka z VCSem i może kilka wyjątkowych wokalistek do featuringów (np. Misię Furtak z Tres B), zobaczymy. Po wcześniejszych producencko-rozpoznawczych przymiarkach overdubingowych w niedzielę zaczynamy granie na żywo w nowym składzie. Jeśli miałbym wskazać coś co w życiu lubię robić najbardziej (z puli tematów powiązanych z tym blogiem;) to byłoby właśnie to, co się zbliża - intensywne granie z dobrą paką:)
0COMMENTS
Marek Biliński - archiwizacja starych taśm
Marek Biliński po długim milczeniu opublikował płytę “Fire” będącą pomostem pomiędzy przeszłością, a współczesnością (są na niej utwory sprzed 20 i sprzed kilku lat). Podczas prac nad nią Marek zebrał sporo doświadczeń, które chce wykorzystać nie tylko w nowych kompozycjach, ale również przy odświeżaniu swoich starszych utworów, których re-edycje planuje. Zostały one nagrane w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych w studiach nagraniowych Polskich Nagraniań przy ul. Długiej w Warszawie. Część z nich to muzyka powstała do filmów (”Przyjaciel wesołego diabła”) i spektakli (”Brat naszego Boga”, balet telewizyjny “Mały książę”), a największa część zawiera kompozycje albumowe. Wszystkie utwory zostały zapisane na taśmie dwucalowej, z prędkością 15 cali na sekundę, przy pomocy 16-śladowych Studerów.
Marek zlecił mi archiwizację taśm wiedząc, że mam Studera A-80 w bardzo dobrym stanie (głowice mają bardzo niski przebieg), znakomite konwertery High Definition Myteka i system (Pro Tools HD2 z wieżą dysków SCSI), który poradzi sobie ze strumieniem 16 śladów w poczwórnej częstotliwości próbkowania w 24 bitach. Ponieważ akurat tego, 16-śladowego Studera używałem głównie do zmieniania brzmienia (i do neutralnego odtwarzania nigdy nie był mi potrzebny) należało go wcześniej precyzyjnie wystroić. Ustaliłem, że bardzo profesjonalnie może to zrobić p. Marek Eratowski opiekujący się wielośladami w Polskim Radio. Operacja podzielona była na dwa etapy: konserwacja i strojenie, wymagała dwóch podejść i trwała wiele godzin. Przy pomocy specjalnych taśm testowych (po jednej dla każdej z prędkości: 15 i 30 cali na sekundę) i wyspecjalizowanej aparatury pomiarowej mozolnie dostraja się kolejne kanały. Częścią serwisu był też pomiar równomierności przesuwu taśmy (wynik celujący), sprawdzenie poprawności działania mechanizmów odpowiedzialnych za przesuwanie i naciąg taśmy (idealnie), smarowanie silnika (był suchuteńki!) etc. Gdy magnetofon był gotów do akcji przystąpiłem do zgrań.

Z Markiem Bilińskim ustaliłem, że wszystkie taśmy (w sumie 17szt.) zgram przez konwertery Mytek Digital 8 x 192 (z najnowszym upgradem) w 24 bitach i 88200Hz - z przeznaczeniem do prac bieżących (docelowo głównie na CD), a niektóre z nich (8szt.), również na Mytekach, w 24 bitach i 192000Hz - jako żelazne archiwum stworzone pod kątem re-edycji na BluRayu lub jakimkolwiek formacie wysokiej rozdzielczości jaki pojawi się w przyszłości.
Już przy przewijaniu pierwszej taśmy w reżyserce zaczęło pachnieć jakby suszonymi grzybami!:) Taśmy nie były odtwarzane, ani nawe przewijane, od ćwierćwiecza, miałem więc przez cały dzień u siebie klimat Polskich Nagrań sprzed 25lat;) Po odegraniu jednej 33-minutowej taśmy głowice były brudne jak nigdy. Musiałem zużyć 6-10 wacików ze spirytusem do czyszczenia, żeby doprowadzić je (i rolki) do stanu, w który nałożenie kolejnej taśmy miało sens. Każdą kolejną szpulę najpierw przewijałem do końca i z powrotem, żeby się dobrze ułożyła przed zgraniem. Przeważnie nagrania zaczynały się niesamowitym sygnałem testowym przypominającym dźwięk sierpniowych szuwarów nocą, po nich pojawiała się brzmiąca niesłychanie archaicznie zapowiedź z talkbacku z dużym amibiencem pomieszczenia reżyserskiego i wypowiedzianą bardzo poważnie formułą: “Proszę, start”, czasem z dodanym tytułem i opisaną numerycznie częścią zapisanego na taśmie utworu. Nie wiem, czy sam sobie to wkręciłem, ale wydało mi się, że melodia głosu jest teraz już trochę inna. Poza tym sam akt dokonywania nagrania nie ma już chyba takiego patosu - nie jest czymś aż tak wyjątkowym i niedostępnym (na poziomie profesjonalnym) jak w PRLu w latach 80-tych.
Zgrania w podwójnej częstotliwości poszły gładko (a że koniec września był bardzo ciepły na zdjęciach zostały i krótkie spodnie). Po nich przystąpiłem do archwizacji taśm w 192kHz, ale ‘z marszu’ nie zgrałem ani sekundy (zrobiłem to 3 tygodnie później), bo wydało mi się, że konwertery nie zachowują się właściwie. Na jednej z dwóch ósemek 8 x 192 pojawiał się szum na poziomie ok. -42dB. Okazało się, że musze zrobić update drugiego konwertera do najnowszej wersji softwareu karty Pro Toolsowej, którą miałem już w jednym urządzeniu w ostatniej wersji. Update w Mytekach robi się bardzo sprytnie - polega on na wymianie kości - na płycie głównej i ewentualnie na dodatkowej karcie (w moim wypadku do Pro Toolsa). Wystarczy wyciągnąć odpowiedni (opisany) scalak z podstawki i umieścić tam nowy. Jeśli wsadzi się go odwrotnie naklejka celowo wykonana z papieru wrażliwego na zmianę temperatury ciemnieje i jest to sygnał, że trzeba go odwrócić. Po zrobieniu updateu wskażniki na wszystkich 16-stu kanałach pokazały ten sam poziom, który poprzednio pojawiał się tylko w jednym urządzeniu. Poprosiłem polską część konstruktorów 8 x 192 o pomoc, sądząc, że moje konwertery są niesprawne. Do studia przyjechał Marcin Hamerla (szef Mytek Digital Europe) z Jarkiem Czerskim - elektronikiem głęboko zaangażowanym w projekt budowy 8 x 192.
Nie licząc konstrukcji dyskretnych są to najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane konwertery na Świecie - ich projekt jest nowszy, niż dowolnej konkurencji, zastosowane w nich najwyższej klasy podzespoły nie były wcześniej produkowane, idea ich konstrukcji jest bezkompromisowa (true DSD) - nie wiedziałem więc, co innego, jak tylko awaria moich egzemplarzy może być przyczyną zjawiska.
Przy pomocy prostego miernika poziomu sygnału akustycznego porównałem poziom szumów akustycznych przy częstotoliwości podwójnej i poczwórnej i mimo ok. 50 decybelowej różnicy we wskazaniach Max Peak Level na śladach w Pro Toolsie (7.4) dla obu częstotliwości próbkowania wielkość poziomu akustycznego była identyczna! W sesji z 4fs (192k) odciąłem prostymi korektorami pasmo powyżej 20kHz i poziom spadł do wielkości z 2fs. Żeby umożliwić kolegom z Myteka dokładną analizę zjawiska zgrałem szumy 1:1, a także wzmocnione o 6dB i o 12dB. Zgrałem też ich monofoniczne sumy przy wszystkich trzech stanach i tu wyszła rzecz dziwna - pojawiły się dodatkowe trzaski - brzmiące jak dropy, jak jedno-samplowe szpilki słyszalne np. gdy nie działa synchronizacja. Wyciszając kolejne ślady przy sumowaniu zauważyłem, że zjawisko pojawia się przy sumie od 14:1 wzwyż. Gdy sumowałem sygnały wzmocnione (na faderach Pro Toolsa) o 6dB każdy, ilość trzasków była znacznie większa - nie tylko bardziej słyszalna, ale większa - były gęstsze, zaczęło się pojawiać coś jeszcze oprócz nich - jakieś zniekształcone tło. Przy wzmocnieniu śladów po 12dB zjawisko jeszcze bardziej narosło. Po odcięciu góry znikało. Problem polegał na tym, że o ile poziom pojedynczych śladów, mimo wysokiego wskazania pomiaru, akustycznie był właściwy, to trzaski słyszalne na sumie były już zjawiskiem nie tylko pomiarowym, lecz występującym w paśmie akustycznym. W pracowni Myteka analizując zagadnienie koledzy zsumowali sygnał analogowo i okazało się, że trzaski nie wystąpiły. Głowiliśmy się trochę nad przyczyną zjawiska. Pojawiały się spekulacje, że być może przyczyną jest statystyczne nawarstwienie się przeskoków powstałych w wyniku interpretacji sygnału w najniższych jego stanach - zwielokrotnione przejścia pomiędzy najmłodszymi bitami, które mogłyby generować strome zbocze, które z powodu wielkiej częstotliwości próbkowania częściej się nawarstwia z podobnymi zjawiskami uzyskując zgodność fazy, a tym samym wzmocnienie tak duże, że znajdujące już manifestację akustyczną. Ten wątek nie wyjaśniał jednak rozbieżności w wynikach sumowania cyfrowego i analogowego (a także logicznie nie pasuje do standardowego zachowania konwerterów w 2fs i 1fs). Gdyby nawet roboczo przyjąć, że sumowanie cyfrowe może być obarczone większym błędem, niż ultra-transparentne sumowanie analogowe nie powinna to być aż tak duża różnica. Głowiliśmy się dalej. W końcu doszedłem do kilku prostych wniosków:
1. wskazanie mierników Pro Toolsa (Maximum Peak Level) liczone jest w oparciu o całe pasmo, nie tylko akustyczne, wobec czego w wypadku pracy w 192k są mierzone częstotoliwości sięgające 96000Hz- różnica pomiędzy wskazaniem mierników pomiędzy 2fs i 4fs i jej brak w pomiarze sygnału akustycznego z głośników świadczy o różnicy w energii sygnału ponadakustycznego pomiędzy dwoma trybami pracy konwerterów,
2. zniekształecenia powstałe przy sumowaniu to wynik dystorcji pasm ponadakustycznych - dlatego wraz ze zwiększeniem poziomu szumu wysyłanego do sumowania charakter zniekształceń się zmieniał, a nie tylko stawały się one głośniejsze.
Opowiedziałem o swojej teorii Marcinowi Hamerli. Odpowiedział “masz rację”. OK, ale dlaczego np. konwerter Digidesigna 192i/o w poczwórnej częstotliwości próbkowania nie wypycha wskaźników, a suma nie jest zadropiona? Okazuje się, że Digi 192 i/o (z przetwornikiem AKM AK5394) mimo pracy z poczwórną częstotliwością serwuje sygnał podcięty od góry!
Z moich dociekań wynika, że dzięki zastosowaniu technologii True DSD Mytek Digital 8 x 192 jest jedynym na prawdę 1-bitowym konwerterem PCM. Nieodłącznym elementem najwierniejszego ze wszystkich odwzorowania jednobitowego są szumy powstające w najwyższych częstotliwościach (lub dokładniej - szumy do nich przeniesione). W zastosowanym z powodu jego znakomitych walorów chipie Texasa PCM 4202 (w Mytekach) sygnał nie jest filtrowany - stąd rejestrowana wysoka energia najwyższego krańca przenoszonego pasma.
Przy sumowaniu cyfrowym (bez filtracji pasma ponadakustycznego) 16 śladów archiwalnych nagrań Marka Bilińskiego do dwukanałowej stereofonii problem się nie pojawia (zachowane są oryginalne panningi).
Uspokojony wynikami tych dociekań zgrałem pozostałe taśmy w 4fs i przekazałem wypełniony nimi dysk artyście.
Z kolegami z Myteka jestem w ciągłym kontakcie - wnioski z opisanych powyżej obserwacji będą zastosowane podczas prac nad nową, w całości dyskretną (!!!) wersją urządzeń.
Comments OffCOMMENTS
warsztaty z Andrzejem Smolikiem
Andrzej Smolik zaprosił mnie do pomocy we wspólnym poprowadzeniu warsztatów z produkcji muzycznej będących jednym z wydarzeń łódzkiego festiwalu “Vena”. Miłą propozycję przyjąłem.
Mieliśmy znakomite towarzystwo, bo kolejnym punktem programu były warszaty poprowadzone przez Eda Cherney - wielkiego producenta muzycznego znanego ze współpracy z wieloma znaczącymi artystami: The Rolling Stones, Bonnie Raitt, Iggy Pop, Bob Dylan, Eric Clapton, Buddy Guy, Jackson Browne, John Mayer.
Totalnego wsparcia sprzętowego udzieliła nam zaprzyjaźniona firma MusicToolz, dzięki której do dyspozycji mieliśmy zestaw znakomitych urządzeń. Przy ich pomocy mogliśmy zilustrować mnogość dostępnych barw i omówić różnice między nimi.
Dotknęliśmy wielu kwestii technicznych związanych z różnymi etapami pracy nad produkcją muzyczną, opowiadaliśmy o możliwościach jakie daje odpowiedni odsłuch i outboard. Credo naszego wystąpienia było mniej więcej takie: najważniejsza jest kompozycja - jeśli na etapie najprostszego szkicu utwór się nie broni, nie wydaje się nośny i ciekawy, nie warto liczyć na to, że dzięki technice i pracy fachowców powstanie potem z niego arcydzieło. Najważniejsze jest więc to, co można zrobić mając do dyspozycji własną wyobraźnie i najprostsze środki. Jeśli to zadziała, wówczas dopiero pomocna będzie cała masa środków i możliwości technicznych, bez których ani rusz;)
Imprezę zarejestrowała telewizja Patio, jeśli materiały zostaną opublikowane umieszczę do nich link na blogu.
0COMMENTS
Data Rescue
Ten post wyjątkowo nie dotyczy bezpośrednio działań muzycznych i dźwiękowych - straciłem dziś z dysku laptopa (stary Power Book), na którym prowadzę całą korespondencję zawodową, 7500 mejli i chcę opisać jak udało mi się je odzyskać. Może komuś się to przyda. Nie wspominałbym o tym wcale, gdyby nie to, że na polskich stronach i forach poświęconych pomocy nie znalazłem tak sensownych wskazówek jak poza nimi. Na zagranicznych z kolei wątek urywa się często tam gdzie następuje rada i czasem brakuje zamykająccego temat potwiedzenia jej skuteczności.
Niedawno policzyłem, że usuwanie spamów z konta zawodowego zajmuje mi nie mniej, niż dwie pełne doby w skali roku! To czas absolutnie stracony. Na konto prywatne na Gmailu nie dostaję żadnych spamów, ani równie czasochłonnych w działaniu komunikatów specjalnych od providera, sortujących potencjalne spamy (co trzeba przeglądać tak samo jak spamy). Dlatego zdecydowałem się przenieść swoje konto mejlowe na Gmaila, co okazało się bardzo łatwe i było świetnie opisane.
Konta Gmaila działają również (oprócz POPa) w oparciu o protokół IMAP - dużo lepszy w sytuacji, gdy równocześnie korzysta się z dostępu do poczty z komputera i telefonu, jak w moim wypadku. Gdy nowe rekordy MX zostały już aktywowane chciałem uruchomić konto w programie Apple Mail 2.1.3 (pod OS X 10.4.11). Ponieważ w preferencjach nie znalazłem możliwości przestawienia konta z POP na IMAP skasowałem je i stworzyłem ponownie ustawiając wszystko jak należy. Konto bezproblemowo się skonfigurowało, ale niestety straciłem wszystkie mejle przypisane do skasowanego konta POP. Nie odnalazłem ich we wnętrznościach systemu, ani w koszu. Idąc za wygoogleanymi radami ściągnąłem demówkę programu Data Rescue II i sprawdziłem czy uda mi się odzyskać utraconą zawodową korespondencję. W wersji demo miałem możliwość zrobienia pełnego skanu dysku, albo woluminu, ale odzyskać mogłem tylko jeden plik nie większy niż 5MB. Asystent programu przeprowadził mnie przez wszystkie etapy pouczając co mam robić, żeby nie nadpisać danych na niewidoczne pliki, które chcę odzyskać. Po zeskanowaniu wszystkie typy plików zostały posortowane na bardzo dobrze opisane grupy. Jedna z nich znajdowała się w folderze Mail z wewnętrzymi folderami AppleMail. Program odtworzył też oryginalne rozszerzenia, co wcale w tego typu aplikacjach nie jest takie oczywiste (kiedyś, wiele lat temu, po odzyskaniu plików spotkałem się z kompletną sieczką, którą trzeba było metodą sprawdzania w notatniku i dopasowywania wg. wielkości obdarzać różnymi rozszerzeniami szukając właściwych). Wybrałem pierwszy lepszy .emlx i wcisnąłem Recover. Zapisałem go oczywiście na zewnętrznym dysku - odtworzył się pomyślnie. Żeby uratować całą korespondencję (7500mejli od ostatniego backupu!!!) musiałem kupić pełną wersję Data Rescue II za 100USD. Cóź, gapowe się płaci… Numer seryjny, który dostałem minutę po wykonaniu przelewu wpisałem do wciąż otwartej demówki. Po jego aprobacie nie musiałem już ponownie skanować dysku. Udało mi się uratować wszystkie pliki!
Następnym moim zakupem będzie chyba Time Capsule, dzięki czemu każdy ewentualny przyszły głupi ruch będzie możliwy do odwołania. Wiadomo - kto nie backapuje, ten potem żałuje, a jak mawiają fachowcy z branży odzyskiwania danych: ludzie dzielą się na tych, którzy backupują i na tych którzy będą backupować. Mądry Polak po szkodzie;)
0COMMENTS
cisza na blogu = praca w studio
Praca wre, a ja niczego nie opisuje… Może dlatego, że gdy tylko kończę działania z dźwiękiem uciekam od kontaktu z komputerami, może doba jest za krótka… W studio dzieje się bardzo dużo - masteringi, miksy, całe produkcje, pojawiła się też praca z zagranicy, rozwija się wątek produkcji ustrojów akustycznych na zewnątrz… I to wszystko w leniwym czasie wakacyjnym. Co wobec tego będzie się działo we wrześniu?;)
Zamierzam uzupelnić opisy choć kilku sesji, które odbyły się od czasu publikacji poprzedniego posta.
Chcę też, w osobnej kategorii, dodać do blogu rzeczy lżejsze, głównie zdjęcia, nie powiązane z tematyką audio.
0COMMENTS
Golden Nine - zapraszamy na koncert w Warszawie!!!
Formacja Golden Nine, z którą już od niemal roku pracujemy nad stworzeniem wieloludzkiego instrumentu o jasnej i stabilnej jaźni, po raz pierwszy wystąpi poza macierzystym dla grupy terenem studia na Złotej!
Zdarzało się, że graliśmy dla gości przychodzących do naszej pracowni, jednak nigdy jeszcze nie nie podjęliśmy się przedsięwzięcia jakim jest przewiezienie całego naszego instrumentarium na zewnątrz.
Pierwszy koncert zagramy w najbliższy piątek w klubie ‘Time Cafe’, w Warszawie przy ulicy Smolnej 40. Umieszczam tu link do tego adresu na Google Maps. Wstęp na koncert będzie darmowy, zaczniemy grać o 21:00.
Zamiast opsiywać muzykę zespołu zapraszam do jej odsłuchu ze skromnej i dawno nie aktualizowanej (jak przystało na zapracowanych ludzi;) strony grupy. Od czasu powstania zamieszczonych na niej nagrań stworzyliśmy materiał na pięć kolejnych płyt. Zespół mocno się rozwinął (pisząc to nie chcę w żaden sposób deprecjonować opublikowanych nagrań). Golden Nine nadal gra bez bębnów, czasem pulsuje bardzo niski bas, wciąż są to bardzo offowe dźwięki, ale dla osób na nie otwartych to wręcz muzyka relaksacyjna;)
Wystąpimy w składzie:
Bartłomiej Kuźniak - preparowane basy elektryczne / kontrabas elektryczny / saksofon sopranowy
Dawid Kosiarkiewicz - saksofon barytonowy / Fender Rhodes Suitcase Mk1 / flet
Zbigniew Szmatłoch - preparowana gitara elektryczna / tape echo
Marcin Bijak aka Nines - Poliwoks / Aelita + Roland RE-201 Space Echo + Rhodes Suitcase Mk2
Konrad Żywiecki - Korg MS-20 / gitara preparowana elektoronicznie
Maciej Polak - EMS VCS3 + Rhodes Suitcase Mk 2
Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy! Powstanie skromna dokumentacja audiowizualna koncertu, [kiedyś] rzecz będzie dostępna na serwerach 333rec.
![]()
0COMMENTS
Bob One - mastering singla
Chwilę po pracy nad masteringiem EPki akutorstwa duetu producenckiego Juniorbwoy.com pojawił się u mnie Olek aka Mothashipp z kolejną produkcją - singlem Bob One “Nie pytaj”.
Masteringiem pełnej płyty ‘Boba Łana’;) zajmiemy się pewnie pod koniec lipca. Tymczasem pilotująca ją piosenka poszła już w eter. Wydawcą jest Hirek Wrona i jego label “Pink Crow”.
0COMMENTS
niby wakacje
Słyszałem, że w wakacje będzie silny spadek ilości pracy. Pomyślałem, że to dobrze, że dzięki temu łatwiej mi będzie wyjechać na urlop, albo zająć się kilkoma planowanymi produkcjami muzycznymi wymagającymi czasu i spokoju. Żadnego dołka jednak nie zanotowłem, wręcz przeciwnie - co chwilę przyjmuję nowe zamówienia, zatrudniłem Zbyszka Szmatłocha do pomocy, żebyśmy się wymieniali zajmując studio na zmianę, czasem przez całą dobę. Dzięki temu wspólnymi siłami sprostamy wszystkim zadaniom w przyjętych terminach, a potem zajmiemy się pozostałymi pracami, tymi bez deadlineów. W międzyczasie pojawią się nowe prace, nowi klienci niezbędnie potrzebujący zgrania, produkcji albo masteringu na przedwczoraj… i tak w kółko, czyli bardzo dobrze;)
0COMMENTS
korekty miksów Maryli Rodowicz
W zeszłym tygodniu i w ostatni weekend pomagałem Andrzejowi Smolikowi w ostatnich korektach miksów produkowanej przez niego najnowszej płyty Maryli Rodowicz. Rozważaliśmy kwestie przeniesienia sprzętu Andrzeja na zgrania do mnie do reżyserki masteringowej - mielibyśmy w ten sposób totalną kontrolę nad miksem. Żeby jednak zaoszczędzić czas, którego z powodu deadlineów już nie ma i uniknąc rozpinania sprzętu, przenoszenia go, podłączania… (i później znowu w drugą stronę!) postanowiliśmy spróbować poprawić w miksach co się da, wędrując między studiem Andrzeja a moim.
Najpierw posłuchaliśmy zgrywek u mnie w studio na dużych Dunlavych i zanotowaliśmy uwagi. Potem nanieśliśmy poprawki wg. nich u Andrzeja - jego odsłuch ATC brzmi bardzo ładnie, jest wiarygodny, ale bardziej łaskawy, niż absolutnie krytyczne Dunlavy SC-IV. Po pierwszym powrocie materiału po korektach do Studio 333 wydało mi się, że niektóre problemy są stałe (z lekka buczący bas, brak podparcia w sub-kontrze, wyostrzone esy w wokalach), zaproponowałem zamianę przetwornika, którym Andrzej wysyła podgrupy z miksu z Logica do sumatora SSLa. Zamieniliśmy Apogee Resetta na Myteka 8 x 192 i stała się rzecz niesłychana - pojawiło się podparcie w najniższym dole, niski środek przestał mulić, poprawiła się definicja instrumentów, otworzyła się przestrzeń, esy stały się mniej dokuczliwe, a cały miks przyjemniejszy, mniej natarczywy. W związku z tym odkryciem zaczęliśmy zgrania od nowa. Suma stereo z SSLa trafia do nagrywarki Tascama, na której Andrzej zapisuje WAVy w rodzielczości 24 bitów z częstotliwością próbkowania 88200Hz. Tak przygotowanne ślady przenosimy do reżyserki Studio 333 i dumamy co dalej. Jeszcze chwilę to potrwa, gdy tylko skończymy wezmę się za mastering dopieszczonej płyty.
![]()
0COMMENTS
“Sound Of Warsaw” do wzięcia
We czwartek na Złotej odbyło się spotkanie z udziałem artystów wchodzących w skład kompilacji “Sound Of Warsaw”, Groha (pomyslodawcy SOW) oraz moim (jako osoby zaangażowanej w projekt mocno ‘ponad-budżetowo’). Wydawało mi się, że celem tej konferencji jest szybkie ustalenie spraw związanych ze zmianą wydawcy z Pinkcrow Rec. na label Groha, a także wspólne ustalenie planów promocyjnych. Ku nie tylko mojemu zdziwieniu okazało się, że ojciec pomysłu nie jest w stanie poświęcić wystarczającej ilości czasu na to, żeby poważnie zająć się losem SOW. Być może Mike Polarny chciałby to wydać w swoim powstającym wydawnictwie, może Noon (o czym niepewnie wspominał Groh), ponieważ jednak nie pojawiły się żadne deklaracje płyta jest ‘do wzięcia’.
0COMMENTS
Radio Bis + EiS + Studio 333
Niedawno zaproponowałem Chickenowi, żebyśmy utwór na jego EPkę Beatrack “The Blast Off!” udostępnili za darmo. Pracowaliśmy nad nim wspólnie, bez żadnych ograniczeń sprzętowych i czasowych, przez kilka tygodni, po to żeby cieszył więcej osób, niż tylko gości odwiedzających Studio 333 lub / i Musictoolz na Złotej:) Udostępniamy go więc do ściągnięcia i odsłuchu w całości. Na tym nie koniec - dzięki uprzejmości i otwartości Bartka Franka z “Estrady i Studio” i Joachima Ciecierskiego z Polskiego Radia “Bis” zamierzamy wspólnymi siłami przeprowadzić otwarty konkurs na remix “The Blast Off!”. Opisuję sprawę szerzej na poświęconej temu stronie: http://www.blog.studio333.net/blastoff/.
Zainteresowanych serdecznie zapraszam do nieskrępowanej twórczości na kanwie udostępnionych materiałów!
0COMMENTS
żałoba… po rozumie
Wczoraj po warszawskich klubach muzycznych chodzili nieumundurowani policjanci i zapowiadali, że dziś wieczorem sprawdzą każde miejsce i jeśli ktokolwiek nie odwoła zaplanowanej imprezy zapłaci maksymalne kary z powodu pogwałcenia ogłoszonej żałoby narodowej!
W związku z tym wiele osób, dla których zarobienie paru groszy w piątkowy wieczór jest jedyną szansą na dopięcie miesięcznego budżetu, straci na tym: muzycy, diżeje, właściciele klubów i ich personel…
Imprezy sportowe nie zostały odwołane, reklamy pełne zakazanych uśmiechów będą wyemitowane… szkoda gadać.
0COMMENTS
odwiedziny Highlite PR
Wczoraj tuż po sesji z Markiem Bilińskim gościłem pełny skład wrocławskiej agencji PR-owo-eventowo-kreatywnej Highlite PR. Dyrektorem kreatywnym jest tam moja siotra Karolina. Wrażenia Highlite-owych PR-owców z odsłuchu najlepiej pokazuje pierwsze zdjęcie;)
0COMMENTS
przeoczone zdjęcia
Właśnie zauważyłem, że publikując robocze zdjęcia ze Złotej przeoczyłem fotografie z reżyserki. Tak jak w wypadku innych i one wymagają składania z kilku jednego (brak szerokokątnego obiektywu podczas sesji), kadrowania, może retuszy (usuwanie widocznych lamp etc.). Są to prace, które nie wiem kiedy wykonam. Pociesza mnie jedynie to, że nie mam na nie czasu, bo pracuję z dźwiękiem i mam co robić;)
0COMMENTS
… i po Świętach
Po kilkudniowej labie zabieram się do pracy.
Dziś w nocy będę wybierał fragmenty z sesji Golden Nine i miksował je w surroundzie. Nasze muzyczne spotkanie zaplanowane na pierwszy weekend 2008 z powodów logistycznych odbędzie się o tydzień później. Może będzie to pierwsza impreza G9 z publicznością;)
Jutro wczesnym popołudniem czeka mnie sesja z Markiem Bilińskim przygotowująca nas do dużej pracy przy zgraniach najnowszej płyty artysty, zgraniach połączonych z jednoczesnym masteringiem - chodzi o to, żeby na etapie masteringu nie poprawiać rzeczy, które można skorygować wybiórczo w samym miksie, albo w torze urządzeń jakie artysta zastosował na sumie przy zgraniu. Dzięki referencyjmu odsłuchowi i profesjonalnej reżyserce Studio 333 twórca będzie miał nieporównywalnie większą kontrolę nad swoim dziełem, krytyczny wgląd we wszystkie aspekty miksu, a także łatwość podejmowania decyzji wobec tego, co oddający prawdę odsłuch wykaże.
Dziś Zbyszek Szmatłoch zadzwonił do mnie z dobrą nowiną - dla projektu gdzie jako OZOZ zrobił płytę z Joanną Prykowską znalazł wydawcę, skutkiem czego, po nowym roku, dokończy zgrania i zaraz po tym zabierzemy się za mastering płyty:)
0COMMENTS
Święta
Jadę na święta do rodziny. (Piszę z telefonu.)
Na tyłach prowizorycznych przykolejowych zabudowań piętrzą się sterty niepotrzebnych rzeczy, wciśnięte w najdalszy kąt, wsparte o fale szczerbatych płotów. Na maławych placach czekają na słońce oszronione maluchy, najczęściej czerwone. Nigdzie świąt nie widzę, nie czuje. Z roku na rok mniej, teraz już wcale.
Choinki zdają mi się być tylko gadgetem do podkręcania sprzedaży, spamy świąteczne niespontanicznym narzędziem do budowy ‘pozytywnego wizerunku’ wszystkich wobec wszystkich, życzenia dodawane obowiązkowo do wszystkich pożegnań na ogół wolne od znaczeń, mocne jak placebo. Święta. Może zza konsolety ich nie widać…
Już pierwszego dnia po świętach wracam do pracy z Markiem Bilińskim, a także z Andrzejem Smolikiem.
Ponieważ okres pomiędzy świętami a nowym rokiem może być nieco luźniejszy mam nadzieję zgrać wówczas muzykę Golden Nine w surroundzie. Następne sesje G9 mamy w pierwszy piątek i sobotę dwatysiąceósmego (co za futurystyczna data?!).
Wszystkim czytelnikom życzę miłego wypoczynku w nadchodzących leniwych dniach! I udanych prezentów;)
0COMMENTS
Pompon - woodcore mix
Dziś Kornel (vel Hory) z duetu didżejskiego Pompon przyniósł alternatywną wersję jednego ze śladów do swojej produkcji na “Sound of Warsaw”, czyli utworu “Woodcore”. Dokonaliśmy ostatecznego zgrania ku wspólnemu zadowoleniu.
Efektów tej pracy będzie można posłuchać już wkrótce (pewnie jutro w klubie “55″ w Warszawie), bo Kornel będzie utwór puszczał jeszcze przed opublikowaniem go na “Sound of Warsaw”.
0COMMENTS
robocze zdjęcia ze Złotej
Umieściłem na serwerze nie tknięte, jedynie pomniejszone, zdjęcia z niedawnej sesji fotograficznej z Tomkiem Gębusiem. Niestety wcześniej Tomek został okradziony - stracił w ten sposób obiektywy szerokokątne, dlatego niektóre zdjęcia są zrobione ‘na kilka razy’ - trzeba je będzie dopiero poskładać w panoramy. Na razie do tego jeszcze nie usiadłem.
Wsród puli zdjęć umieszczonych pod poniższym linkiem są powtarzające się ujęcia o różnej ekspozycji - czasem, gdy doświetlone jest pomieszczenie, monitor wychodzi przepalony, robiliśmy więc niektóre kadry podwójnie, żeby potem wziąć co trzeba z każdego i zmontować w jedno. Nie chodzi tu o brak dynamiki sprzętu, która jest ogromna, tylko o bardzo długie czasy ekspozycji dochodzące do 15 sekund.
Link prowadzi do indeksu - w katalogach znajdują się odpowiadające ich nazwom zdjęcia różnych pomieszczeń - jak wspominałem wszystkie absolutnie surowe. Oprócz selekcji, kadrowania i obróbki niezbędne będą dodatkowe zdjęcia - w ogóle nie mam fotografii studia bez Golden Nine wewnątrz, a na tych z grupą nie widać odpowiednio miejsca, jego atmosfera przy oświetleniu wyłącznie z oddalonych lamp fotograficznych gdzieś uciekła… Czeka nas więc kolejna sesja.
0COMMENTS
strona Golden Nine
Uruchomiłem stronę Golden Nine. Na początek umieściłem na niej 55 minut naszej muzyki pochodzącej z pierwszych dwóch sesji.
Sukcesywnie będę dodawał nowe zgrania, a także zdjęcia z sesji i opisy dotyczące technologii produkcji dźwiękowej (wszystkie nagrania powstały w High Definition - 24 bity / 176400Hz).
Uaktualnienia, zwłaszcza muzyczne, będę pewnie anonsował w postach.
0COMMENTS
przygotowania do sesji Golden Nine 7XII
Zgrywam właśnie utwory Golden Nine z poprzedniej sesji, a równolegle szykuje się kolejna. Skład żyje i przeistacza się. Co to będzie, co to będzie!!!:)
Opracowuje tekst o grupie, a Przemek Pustelny kończy nasze logo - niech żyje “No logo”:)
Wkrótce opublikuje tu komplet: muzyke, grafike, zdjęcia, opis-rysopis.
Tymczasem anons dotyczący nowej sesji:
2007.12.07
Bartłomiej Kuźniak - preparowane basy elektryczne, kontrabas elektryczny, saksofon sopranowy, contraphon
Zbigniew Szmatłoch - preparowana gitara elektryczna
Konrad Żywiecki - preparowana gitara elektryczna + 4 Moogerfoogery
Kris Klubo - Moog “Little Phatty”, Nord Lead II, …
Marcin Bijak aka Nines - Korg “microKorg” + Doepfer “Packet Dial”, Poliwoks “Kaczkanar”
Maciek Polak - EMS VCS3 + TKS sequencer, Roland TR-808, Roland SRE-555, Doepfer modular
0COMMENTS
28 XI 2007
Wczoraj w reżyserce zawisły z dawna obmyśłone paski, czy też sznurki. Wyznaczają nowy kształt wewnątrz pomieszczenia. Za nimi ustawiłem po obu bokach stanowiska odsłuchowego rezonatory Helmholtza z absorberami - 3,6 x 2,5m po każdej stronie. Rozsunąłem na boki dwa wielkie dyfuzory oparte na drewnianych prostopadłościennych klockach, a na słupie między nimi zamontowałem dyfuzory zbudowane z pół-walców, na umieściłem nich kinkiet przezierający zza ściany sznurków. Wszystko naraz dało bardzo zadawalające mnie efekty akustyczne i wizualne, a co najważniejsze - zdobywające uznanie wszystkich moich gości. Reżyserka wygląda niesamowicie!:) Jak jakaś przedziwna, niewiadoma świątynia… świątynia dźwięku pewnie;)
Równolegle w Studio A i Studio B trwają prace nad adaptacją akustyczną sufitów, a także ścian. Demontujemy ‘trumny’ z jarzeniówkami, w ich miejsce pojawią się dyfuzory oparte na sekwencjach zbudowanych z połówek walców o różnej średnicy (umieścimy je również na ścianach). Żeby nie stracić oświetlenia sufitowego, zamiast bzyczących świetlówek, zamontujemy lampy, które wykombinowałem do hallu i na korytarz. Fajnie się tam sprawdzają, więc i w studio zdadzą egzamin.
Równolegle postępują prace nad budową pułapek basowych. Umieścimy po dwie w Studio A i B i w reżyserce.
Przesuwająca się sesja zdjęciowa lokalu ma się odbyć po siódmym grudnia! Mam nadzieję, że nie później, bo brak zdjęć blokuje mi możliwość normalnego zareklamowania się.
Siódmego grudnia będziemy nagrywać z Golden Nine w nieco zmienionym składzie: Maciek Polak, Konrad Żywiecki, Nines, Zbyszek Szamatłoch i ja. Ciągle nie zrobiłem obiecanego zgrania poprzednich dwóch sesji, ale jestem już bardzo blisko:)
Dziś od Music Toolz przywiozłem do reżyserki dwa wózki różnych kompresorów: Crane Song “STC-8″, Harmonic Culture “Phoenix”, Groove Tubes “Glory Comp”, Imbir “Terminator”, Imbir “SSL Type 4k”. Miałem wspaniałą zabawę - porównywałem je na bardzo nietypowych brzmieniach Golden Nine (nietypowych o tyle, że nie zobowiązujących do nawiązywania do żadnej konkretnej estetyki), a gdy wyłonił się faworyt - Phoenix - sprawdziłem go również na utworze, którego ostateczną wersję dziś przyniósł do mnie Maceo. Na nowym materiale przetestowałem jeszcze raz wszystkie inne, oprócz Glory Compa, który jest mono, a mam teraz tylko jeden egzemplarz, no i znowu zwyciężył Phoenix. Zagrało to tak, że aż twórca złożył mi gratulacje, które mogę tylko przekazać dalej genialnym konstruktorom:) Niesłychany charakter ma ten kompresor - wszystko robi się głębsze, ‘groźniejsze’, niby ciemniejsze, ale nie właściwie nie ciemnieje… nie w sposób zacierający definicje instrumentów, albo przestrzeni. Dzięki Phoenixowi bardzo dobrze w utworze Maceo zniknęła jego komputerowa proweniencja - clapy, które miały być miękkie dopiero stały się na prawdę miękkie, stopa się wzmocniła (i ‘od-samplowała’), wszystko się ciekawie zintegrowało. Mam wielką ochotę na czysto analogowy mastering… i właśnie tak robię go dla Golden Nine ciesząc się źródłem w 24 bitach 176400Hz pochodzącycm z cudownych mikofonów (Braunery VM-1 i Royery R-121), przedwzmacniaczy (modyfikowane WSW Siemens und Halshke) i konwerterów (Mytek Digital 8 x 192).
Codziennie mamy za Złotej duży ruch - odwiedzają nas muzycy (dziś np. zespól Hedo), kompozytorzy i wydawcy. Zauważyłem jak bardzo te dziedziny zdominowane są przez mężczyzn. Przez parę miesięcy gościliśmy tu może dwie kobiety! Klimat zupełnie jak w technikum;) Na szczęście za chwilę się to zmieni - gdy tylko ruszą nagrania wokalne (np. przy okazji rejestracji wokali do EPki Chickena aka Sonar Soul) i lektorskie.








Comments OffCOMMENTS