Marek Biliński - archiwizacja starych taśm
Marek Biliński po długim milczeniu opublikował płytę “Fire” będącą pomostem pomiędzy przeszłością, a współczesnością (są na niej utwory sprzed 20 i sprzed kilku lat). Podczas prac nad nią Marek zebrał sporo doświadczeń, które chce wykorzystać nie tylko w nowych kompozycjach, ale również przy odświeżaniu swoich starszych utworów, których re-edycje planuje. Zostały one nagrane w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych w studiach nagraniowych Polskich Nagraniań przy ul. Długiej w Warszawie. Część z nich to muzyka powstała do filmów (”Przyjaciel wesołego diabła”) i spektakli (”Brat naszego Boga”, balet telewizyjny “Mały książę”), a największa część zawiera kompozycje albumowe. Wszystkie utwory zostały zapisane na taśmie dwucalowej, z prędkością 15 cali na sekundę, przy pomocy 16-śladowych Studerów.
Marek zlecił mi archiwizację taśm wiedząc, że mam Studera A-80 w bardzo dobrym stanie (głowice mają bardzo niski przebieg), znakomite konwertery High Definition Myteka i system (Pro Tools HD2 z wieżą dysków SCSI), który poradzi sobie ze strumieniem 16 śladów w poczwórnej częstotliwości próbkowania w 24 bitach. Ponieważ akurat tego, 16-śladowego Studera używałem głównie do zmieniania brzmienia (i do neutralnego odtwarzania nigdy nie był mi potrzebny) należało go wcześniej precyzyjnie wystroić. Ustaliłem, że bardzo profesjonalnie może to zrobić p. Marek Eratowski opiekujący się wielośladami w Polskim Radio. Operacja podzielona była na dwa etapy: konserwacja i strojenie, wymagała dwóch podejść i trwała wiele godzin. Przy pomocy specjalnych taśm testowych (po jednej dla każdej z prędkości: 15 i 30 cali na sekundę) i wyspecjalizowanej aparatury pomiarowej mozolnie dostraja się kolejne kanały. Częścią serwisu był też pomiar równomierności przesuwu taśmy (wynik celujący), sprawdzenie poprawności działania mechanizmów odpowiedzialnych za przesuwanie i naciąg taśmy (idealnie), smarowanie silnika (był suchuteńki!) etc. Gdy magnetofon był gotów do akcji przystąpiłem do zgrań.

Z Markiem Bilińskim ustaliłem, że wszystkie taśmy (w sumie 17szt.) zgram przez konwertery Mytek Digital 8 x 192 (z najnowszym upgradem) w 24 bitach i 88200Hz - z przeznaczeniem do prac bieżących (docelowo głównie na CD), a niektóre z nich (8szt.), również na Mytekach, w 24 bitach i 192000Hz - jako żelazne archiwum stworzone pod kątem re-edycji na BluRayu lub jakimkolwiek formacie wysokiej rozdzielczości jaki pojawi się w przyszłości.
Już przy przewijaniu pierwszej taśmy w reżyserce zaczęło pachnieć jakby suszonymi grzybami!:) Taśmy nie były odtwarzane, ani nawe przewijane, od ćwierćwiecza, miałem więc przez cały dzień u siebie klimat Polskich Nagrań sprzed 25lat;) Po odegraniu jednej 33-minutowej taśmy głowice były brudne jak nigdy. Musiałem zużyć 6-10 wacików ze spirytusem do czyszczenia, żeby doprowadzić je (i rolki) do stanu, w który nałożenie kolejnej taśmy miało sens. Każdą kolejną szpulę najpierw przewijałem do końca i z powrotem, żeby się dobrze ułożyła przed zgraniem. Przeważnie nagrania zaczynały się niesamowitym sygnałem testowym przypominającym dźwięk sierpniowych szuwarów nocą, po nich pojawiała się brzmiąca niesłychanie archaicznie zapowiedź z talkbacku z dużym amibiencem pomieszczenia reżyserskiego i wypowiedzianą bardzo poważnie formułą: “Proszę, start”, czasem z dodanym tytułem i opisaną numerycznie częścią zapisanego na taśmie utworu. Nie wiem, czy sam sobie to wkręciłem, ale wydało mi się, że melodia głosu jest teraz już trochę inna. Poza tym sam akt dokonywania nagrania nie ma już chyba takiego patosu - nie jest czymś aż tak wyjątkowym i niedostępnym (na poziomie profesjonalnym) jak w PRLu w latach 80-tych.
Zgrania w podwójnej częstotliwości poszły gładko (a że koniec września był bardzo ciepły na zdjęciach zostały i krótkie spodnie). Po nich przystąpiłem do archwizacji taśm w 192kHz, ale ‘z marszu’ nie zgrałem ani sekundy (zrobiłem to 3 tygodnie później), bo wydało mi się, że konwertery nie zachowują się właściwie. Na jednej z dwóch ósemek 8 x 192 pojawiał się szum na poziomie ok. -42dB. Okazało się, że musze zrobić update drugiego konwertera do najnowszej wersji softwareu karty Pro Toolsowej, którą miałem już w jednym urządzeniu w ostatniej wersji. Update w Mytekach robi się bardzo sprytnie - polega on na wymianie kości - na płycie głównej i ewentualnie na dodatkowej karcie (w moim wypadku do Pro Toolsa). Wystarczy wyciągnąć odpowiedni (opisany) scalak z podstawki i umieścić tam nowy. Jeśli wsadzi się go odwrotnie naklejka celowo wykonana z papieru wrażliwego na zmianę temperatury ciemnieje i jest to sygnał, że trzeba go odwrócić. Po zrobieniu updateu wskażniki na wszystkich 16-stu kanałach pokazały ten sam poziom, który poprzednio pojawiał się tylko w jednym urządzeniu. Poprosiłem polską część konstruktorów 8 x 192 o pomoc, sądząc, że moje konwertery są niesprawne. Do studia przyjechał Marcin Hamerla (szef Mytek Digital Europe) z Jarkiem Czerskim - elektronikiem głęboko zaangażowanym w projekt budowy 8 x 192.
Nie licząc konstrukcji dyskretnych są to najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane konwertery na Świecie - ich projekt jest nowszy, niż dowolnej konkurencji, zastosowane w nich najwyższej klasy podzespoły nie były wcześniej produkowane, idea ich konstrukcji jest bezkompromisowa (true DSD) - nie wiedziałem więc, co innego, jak tylko awaria moich egzemplarzy może być przyczyną zjawiska.
Przy pomocy prostego miernika poziomu sygnału akustycznego porównałem poziom szumów akustycznych przy częstotoliwości podwójnej i poczwórnej i mimo ok. 50 decybelowej różnicy we wskazaniach Max Peak Level na śladach w Pro Toolsie (7.4) dla obu częstotliwości próbkowania wielkość poziomu akustycznego była identyczna! W sesji z 4fs (192k) odciąłem prostymi korektorami pasmo powyżej 20kHz i poziom spadł do wielkości z 2fs. Żeby umożliwić kolegom z Myteka dokładną analizę zjawiska zgrałem szumy 1:1, a także wzmocnione o 6dB i o 12dB. Zgrałem też ich monofoniczne sumy przy wszystkich trzech stanach i tu wyszła rzecz dziwna - pojawiły się dodatkowe trzaski - brzmiące jak dropy, jak jedno-samplowe szpilki słyszalne np. gdy nie działa synchronizacja. Wyciszając kolejne ślady przy sumowaniu zauważyłem, że zjawisko pojawia się przy sumie od 14:1 wzwyż. Gdy sumowałem sygnały wzmocnione (na faderach Pro Toolsa) o 6dB każdy, ilość trzasków była znacznie większa - nie tylko bardziej słyszalna, ale większa - były gęstsze, zaczęło się pojawiać coś jeszcze oprócz nich - jakieś zniekształcone tło. Przy wzmocnieniu śladów po 12dB zjawisko jeszcze bardziej narosło. Po odcięciu góry znikało. Problem polegał na tym, że o ile poziom pojedynczych śladów, mimo wysokiego wskazania pomiaru, akustycznie był właściwy, to trzaski słyszalne na sumie były już zjawiskiem nie tylko pomiarowym, lecz występującym w paśmie akustycznym. W pracowni Myteka analizując zagadnienie koledzy zsumowali sygnał analogowo i okazało się, że trzaski nie wystąpiły. Głowiliśmy się trochę nad przyczyną zjawiska. Pojawiały się spekulacje, że być może przyczyną jest statystyczne nawarstwienie się przeskoków powstałych w wyniku interpretacji sygnału w najniższych jego stanach - zwielokrotnione przejścia pomiędzy najmłodszymi bitami, które mogłyby generować strome zbocze, które z powodu wielkiej częstotliwości próbkowania częściej się nawarstwia z podobnymi zjawiskami uzyskując zgodność fazy, a tym samym wzmocnienie tak duże, że znajdujące już manifestację akustyczną. Ten wątek nie wyjaśniał jednak rozbieżności w wynikach sumowania cyfrowego i analogowego (a także logicznie nie pasuje do standardowego zachowania konwerterów w 2fs i 1fs). Gdyby nawet roboczo przyjąć, że sumowanie cyfrowe może być obarczone większym błędem, niż ultra-transparentne sumowanie analogowe nie powinna to być aż tak duża różnica. Głowiliśmy się dalej. W końcu doszedłem do kilku prostych wniosków:
1. wskazanie mierników Pro Toolsa (Maximum Peak Level) liczone jest w oparciu o całe pasmo, nie tylko akustyczne, wobec czego w wypadku pracy w 192k są mierzone częstotoliwości sięgające 96000Hz- różnica pomiędzy wskazaniem mierników pomiędzy 2fs i 4fs i jej brak w pomiarze sygnału akustycznego z głośników świadczy o różnicy w energii sygnału ponadakustycznego pomiędzy dwoma trybami pracy konwerterów,
2. zniekształecenia powstałe przy sumowaniu to wynik dystorcji pasm ponadakustycznych - dlatego wraz ze zwiększeniem poziomu szumu wysyłanego do sumowania charakter zniekształceń się zmieniał, a nie tylko stawały się one głośniejsze.
Opowiedziałem o swojej teorii Marcinowi Hamerli. Odpowiedział “masz rację”. OK, ale dlaczego np. konwerter Digidesigna 192i/o w poczwórnej częstotliwości próbkowania nie wypycha wskaźników, a suma nie jest zadropiona? Okazuje się, że Digi 192 i/o (z przetwornikiem AKM AK5394) mimo pracy z poczwórną częstotliwością serwuje sygnał podcięty od góry!
Z moich dociekań wynika, że dzięki zastosowaniu technologii True DSD Mytek Digital 8 x 192 jest jedynym na prawdę 1-bitowym konwerterem PCM. Nieodłącznym elementem najwierniejszego ze wszystkich odwzorowania jednobitowego są szumy powstające w najwyższych częstotliwościach (lub dokładniej - szumy do nich przeniesione). W zastosowanym z powodu jego znakomitych walorów chipie Texasa PCM 4202 (w Mytekach) sygnał nie jest filtrowany - stąd rejestrowana wysoka energia najwyższego krańca przenoszonego pasma.
Przy sumowaniu cyfrowym (bez filtracji pasma ponadakustycznego) 16 śladów archiwalnych nagrań Marka Bilińskiego do dwukanałowej stereofonii problem się nie pojawia (zachowane są oryginalne panningi).
Uspokojony wynikami tych dociekań zgrałem pozostałe taśmy w 4fs i przekazałem wypełniony nimi dysk artyście.
Z kolegami z Myteka jestem w ciągłym kontakcie - wnioski z opisanych powyżej obserwacji będą zastosowane podczas prac nad nową, w całości dyskretną (!!!) wersją urządzeń.

0COMMENTS