Gareth Saunders
Niedawno otrzymałem od Sony Music propozycję zajęcia się produkcją muzyczną utworów Garetha Saundersa - londyńczyka mieszkającego teraz w Warszawie. Gareth jest bardzo świadomym i dojrzałym kompozytorem i muzykiem, gra na wielu instrumentach, pisze dla siebie teksty. To typ samorodnego talentu robiącego muzykę z potrzeby serca bez nastawienia się na sukcesy. Pewnie dlatego w tej muzyce nie ma żadnych obciążających słychacza pretensji. Miło słucha się znakomitej angielszczyzny pięknie brzmiącej w utworach pobrzmiewających historią brytyjskiej muzyki w jej najszlachetniejszych postaciach (The Beatles, początki King Crimson).

Na początek trzeba było przygotować trzy utwory zwiastujące album, potem zrobimy całą płytę, która zaistnieje najpierw lokalnie, a później, jak się poszczęści, również globalnie. Ponieważ w tym samym czasie pracuję nad drugim albumem holenderskiego Tres B zaproponowałem Sony Music, żeby pracą producencką nad utworami Garetha zajął się Zbyszek Szmatłoch, a ja chętnię pomogę już na etapie nagrań i zajmę się postprodukcją. Gareth i Zbyszek parę razy się spotkali czego wynikiem było rozpoczęcie współpracy. Zbyszek wybrał muzyków, zorganizował zespół i próby razem z Garethem. W stworzonym dla Garetha składzie pojawiła się niezbędna chemia, a producencka praca Zbyszka dała bardzo dobre rezultaty, czego doświadczyłem odwiedzając zespół na ostatniej próbie. Gdy prace nad utworami zostały zakończone zaczęliśmy nagrania. Do każdego numeru stroiliśmy bębny osobno. Potem kolejno wbijaliśmy wszystkie instrumenty, część z nich pokazuje dokumentacja fotograficzna - niestety to tylko pamiątkowe zdjęcia zrobione iPhonem, ich jakość jest okropna, ale klimat sesji jakoś i tak zdaje mi się być wyczuwalny;)













Gdy doszliśmy do nagrań wokalnych postanowiłem przetestować ledwie kupiony kompresor Thermonic Culture “The Phoenix” w wersji masteringowanej, z limitowanej serii, na którą udało mi się załapać;) Firma UPS zgubiła pierwszy wysłany do mnie z Anglii egzemplarz (na szczęście ubezpieczony przez MusicToolz) więc nie byłem pewien czy kolejny dotrze na czas, na sesję, ale udało się. Podczas nagrań, dla bezpieczeństwa, zapisywałem równolegle ślad bez kompresjii: sygnał z Braunera VM-1 wędrował do modyfikowanych przedwzmacniczy WSW Siemens und Halshke, potem do korektora i de-Essera Millennia Media STT-1, z którego wyjściem direct wprowadzałem go na konwerter Mytek Digital 8×192, a wyjściem głownym kierowałem na wejście Phoenixa. Znałem Phoenixa bardzo dobrze z wersji standardowej, a ponieważ wydał mi się chyba najbardziej muzykalnym kompresorem jaki słyszałem zainwestowałem w odmianę maksymalną. Niedawno podczas sesji Tres B zauważyłem jak nawet znakomitej wokalistce, mającej totalną kontrolę nad głosem i jego dynamiką, w niektórych utworach kompresor (wtedy Shadow Hills “Mastering Compressor”) potrafił bardzo pomóc. Taka dobra informacja zwrotna jest bardzo inspirująca dla artystów. Bazując na tych doświadczeniach nie wahałem się zaproponować tego rozwiązania Garethowi. Ustawiłem subtelną korekcję i bardzo delikatny analogowy de-Esser jeszcze przed kompresorem. Phoenix z Side Chainem zadziałał niewiarygodnie dobrze. Jak to Phoenix cudownie wybudował podstawę nasycając żródło niskimi harmonicznymi, dźwięk z niego płynący był jednocześnie bogaty, miękki i otwarty, a w tej wersji miałem wrażenie, że był otwarty jak nigdy dotąd;) Ze zdziwieniem obserwowałem wskaźnik pokazujący głebokość kompresji - nawet gdy dochodziła do 12dB pozostawała niewyczuwalna! Zaszokowany jego działaniem zrobiłem filmik przy pomocy telefonu, żeby uwiecznić ten fenomen, może go tu podlinkuję.
Nagrania wokalne zaczęliśmy od Tomka Toczkowskiego śpiewającego drugi głos i część chórków, również wspaniałe niskie linie. Poźniej nagrywałem śpiew Garteha. Artysta zadowolony z osiąganych rezultatów i znakomicie przygotowany, szybko i bez kłopotów zaśpiewał wszystkie utwory. Do niektórych partii, żeby zróżnicować brzmienie głosów między sobą, zmieniałem komresor na innego super-killera: amerykański Shadow Hills “Mastering Compressor”, który ma całkiem inną osobowość, niż “The Phoenix”. Nagrywając przez Shadow Hillsa bazowałem głownie na doskonałym i bardzo wydajnym kompresorze optycznym, z niewielką domieszką łagodnej kompresji 1,2:1 z obwodów “Discrete” wybierając na wyjściu transformator “Iron”.
Miksy rozpocząłem od przygotowania brzmienia stopy i werbla (oraz grającego przez minutę kotła basowego) przy pomocy korektora AMS Neve 8803 (uwielbiam jego działanie przed taśmą), magnetofonu szerokotaśmowego Studer A80 i kompresora “The Phoenix - Master Compressor 11th Anniversary Edition”. Overheady i ambiencey zostawiłem nietknięte, z ich pełną dynamiką i pasmem. W trakcie zgrań okazało się, że sposród wszystkich śladów kompresji wymaga tylko gitara Gretsha nagrana z echem taśmowym (Tube Tape Echo Fulltone’a) - bez kompresji powtórzenia delaya ginęły w miksie, a atak był zbyt mocny. Phoenix załatwił sprawę po mistrzowsku. Do kilku partii przy pomocy TC System 6000 przygotowałem delikatne FXy. Jako pogłos na wokale najlepiej sprawdziła się nieśmiertelna (modyfikowana) płyta pogłosowa EMT140. Zanim podeszliśmy do szlifowania proporcji wybrałem urządzenia do masteringu i ustawiłem je w taki sposób, żebyśmy mogli miksując słuchać utworów już po masteringu i zmieniać wszystko, co trzeba zrobić selektywnie, na etapie miksu, a co trzeba zrobić na sumie, korygując setup masteringowy. Dzięki tej metodzie zachowaliśmy absolutną kontrolę nad rezultatem końcowym. Pracując w ten sposób uniknąłem niespodzianek na ostatnim etapie pracy przy postprodukcji.
Nie wspomniałem o tym jeszcze, ale oczywiście, jak zawsze w Studio 333, wszystkie etapy pracy od początku nagrań do końca postprodukcji przeprowadzane były na najlepszym, często modyfikowanym dodatkowo sprzęcie, w jakości High Definition i kontrolowane w dużej reżyserce masteringowej na laboratoryjnie krytycznym odsłuchu;) Ma to znaczenie!!!;) Gdy muzycznie wszystko się zgadza, jak tym razem, technika na najwyższym poziomie pięknie służy udanej produkcji, a satysfakcja płynąca z pracy jest nieprzeliczalna:)
Gotowe utwory przekazałem do dyspozycji Sony Music oraz Garethowi, który poleciał z nimi na święta do Anglii. Po nowym roku okaże się co dalej.




0COMMENTS