Archive for December, 2008
Kayah - Ding Dong
W Radiu ZET, w największej rotacji, emitowana jest świąteczna piosenka Kayah “Ding Dong” z muzyką autorstwa Krzyśka Pszony i tekstem wokalistki. Utwór został równolegle opublikowany na składance “Radio ZET - Siła Świątecznej Muzyki”. Robiłem miks i mastering “Ding Dong”, a dokładniej: mastering śladów, zgrania i ich mastering - łącznie kilka dni ciekawej pracy pod dużym ciśnieniem deadlineu. Przy okazji miałem niezłe przygody z gatunku zbliżonego do thrillera. Temat rozwinę niebawem, w tym samym poście, tymczasem montaż choinki wypiera inne aktywności…
Maryla Rodowicz - Jest cudnie - re-edycja
Ostatnia płyta Maryli Rodowicz “Jest cudnie” przy której powstaniu pracowałem (realizowałem w Studio 333 niektóre nagrania, pomagałem Andrzejowi Smolikowi w korektach miksów i robiłem mastering) dobrze się sprzedała i doczekała się re-edycji wzbogaconej o dwie nowe piosenki: “Ech Mała” i “Piosenka bankruta”. Oba utwory skomponował i wyprodukował Andrzej Smolik, który zlecił mi ich mastering. Głos Maryli Rodowicz Andrzej nagrał tym razem na Telefunkena ELA M 251f - mikrofon, w którym wspólnie się zakochaliśmy;)
Umówiliśmy się, że Andrzej przygotuje dla mnie dwie wersje zgrań - w jednej włączając w swoim sumatorze SSLa kompresor na sumie, w drugiej nie. Nowe kompozycje musiały swoim brzminiem choć trochę nawiązywać do poprzednich. Zacząłem ich mastering od odtworzenia łańcucha urządzeń, przy pomocy których opracowywałem pierwszą wersję płyty. Nie zdało to egzaminu - może dlatego, że Andrzej po zmianie konwertera, po raz pierwszy przy tych dodatkowych utworach zrobił nagrania i miksy w całości w 24 bitach i 88200Hz. Dźwięk wydał mi się bardziej otwarty, okazało się, że pracując z tymi zgraniami mogę sobie na więcej pozwolić. Wcześniejsze miksy nie pozwalały na taką koloryzację - bardzo szybko dodatkowe harmoniczne zaczynały robić więcej złego, niż dobrego - wszystko się w jakiś sposób zacierało, przestawało być komunikatywne, konkretne. Nowe produkcje zrobione w podwójnej częstotliwości próbkowania (i 24bitach) reagowały na głębsze ingerencje inaczej - łagodnie i pozytywnie. W torze sygnału mogłem użyć kompresora Thermonic Culture “Phoenix” (wybrałem wersje pre-masterów bez kompresji z SSLa) z nieźle wygrzanym wejściem - relacje dynamiczne między składowymi miksu, realcje przestrzenne, mikrodynamika - wszystko było OK, dodatkowo wzbogacone specjalnym czarem “Phoenixa”.
Po pierwszym masteringu i przekazaniu kompletu płyt matek artystka poprosiła producenta o kosmetyczne zmiany. SONYBMG zapowiadało wcześniej, że nie ma czasu na żadne poprawki, ale skoro z innych powodów taką możliwość udało się wywalczyć wokalistce - korzystając z okazji wyraziłem swoje uwagi - dotyczyły głównie zmiany balansu częstotliwościowego basu (’odbuczenia’ go z jednoczesnym przesunięciem jego energii niżej), korekcji (zmniejszenia podcięcia) i essów na wokalu. Samo to, że Andrzej miał jeszcze raz szansę zgrać te utwory wiele dało - miksy dojrzały. Po drobnych modyfikacjach poprzedniego toru zrobiłem ponowny mastering i przygotowałem nowy zestaw masterów produkcyjnych re-edycji.
Niedawno Michał Kwiatek z SONYBMG podarował mi elegancką dwupłytową wersję “Jest cudnie”: CD+DVD. Studiując opisy zauważyłem, że moja praca znalazła się w jednym wydaniu z pracą Jacka Gawłowskiego (którego cenię zawodowo i lubię prywatnie), który działał przy DVD. To zresztą nie pierwsza ‘nasza’ wspólna płyta - na re-edycji Feela Jacek umieścił masterowany przeze mnie nowszy singiel zespołu - powiedział mi, że to się nie zdaża, żeby dokładając utwór do re-edycji nie czuł potrzeby i nie robił z nim dosłownie niczego;) No i akurat jedno do drugiego świetnie pasowało… Tyle tytułem dygresji, bo miało być o Maryli, że na nowo “Jest cudnie”…

Comments OffCOMMENTS
Feel - Gdy Wigilia jest
Masterowałem hymn RMFowej pocztówki do Św. Mikołaja “Gdy Wigilia jest”. Maro Nowak z Ztudio przygotował utwór Feela w kilku wersjach - ze śpiewającymi redaktorami RMFu (dla RMFu) i bez redaktorów, co jak słyszałem z powodzeniem jest grane przez konkurencyjną Zetkę. W tym czasie miałem w studio ‘groźny’ kompresor Elysia “Alpha”.
Przy obecnym kursie Euro to cacko kosztuje czterdzieści parę tysięcy złotych! No i tak gra. Oprócz unikalnych możliwości jak analogowe dekodowanie sygnału z postaci XY (lewo / prawo) do MS (mid signal / side signal), dobrze brzmiących filtrów pozwalających na ogólne korekty balansu częstotoliwościowego skompresowanego sygnału, świetnie działającego side-chainu, Elysia “Alpha” daje ciekawą możliwość miksowania sygnału skompresowanego z nie-skompresowanym (Parallel Compression). Można np. zrobić ciut za mocny punch i dodać go tylko trochę do czystego sygnału. Albo skompresować całość tak, jak się chce i odkręcić troche gałkę w stronę Dry, żeby zachować oryginalne transjenty z miksu. Możliwości jest wiele i aż dziwne, że to tak rzadko spotykana opcja… Miałem nadzieję, że ten kompresor będzie tak mocny i skuteczny, że dzięki niemu nie będę musiał przy masteringu używać multibandu z TC System 6000 - okazało się jednak, że “Alpha” nie jest narzędziem do tego - jest bardzo dobra, ale nie do wszystkiego i nie ‘zamiast’ wszystkich innych kompresorów. Wspomnę o tym super-kompresorze jeszcze w postach o pracy nad płytą holenderskiej grupy ‘tres b’ i w poście o miksach utworu Iwony Węgrowskiej “4 lata” - w obu wypadkach “Alpha” bardzo mi pomogła.
Wracając do masteringu Feela - gdy sam kompresor firmy Elysia nie scalił miksu, nie ‘wybudował go od dołu’, nie dał sporego RMSu, ale za to, to, co zrobił, zrobił znakomicie (super-szybką, dosyć transparentną kompresję bez artefaktów), choć może zabrzmieć to jak herezja, spróbowałem użyć go jednocześnie z “Phoenixem” i okazało się, że to rozwiązanie świetnie zdało egzamin! Kompresorem Thermonic Culture mogłem zrobić to, czego nie daje Elysia i vice versa. Sprawdziłem obie opcje i ostatecznie “Alpha” została za “Phoenixem”. Puściłem przez nią ok. 40% czystego sygnału z poprzedniego kompresora, dobarwiłem trochę wysokie częstotliwości, uporządkowałem basy (Side Chain + EQ zadziałały znakomicie) i zastosowałem Soft Clip Limiter.
Po odsłuchaniu efektów mojej pracy producent utworu poprosił mnie o rozszerzenie skali dynamicznej piosenki - oryginalnie były tam jakby trzy stopnie głośności - każda kolejna zwrotka miała być mocniejsza. Po kompresji znacznie się to wygładziło, ale z ogólną korzyścią dla utworu. Zanim tak zrobiłem zadałem sobie pytanie czy słuchacz radiowy słuchając utworu liniowo, bez możliwości przeskoków, konfrontuje czternastą sekundę z minutą trzydzieści, albo dwa piętnaście i czy porównuje ze sobą jeszcze inne, nie sąsiadujące bezpośrednio miejsca? Czy ‘puchnięcie’ utworu może się dokonać przez same ruchy automatyką na identycznych, powtarzających się grupach w miksie, czy raczej, dla odpowiedniego efektu, wymaga to operacji aranżacyjnych - powiększającego się pasma, rozbudowującej się harmonii? I inne pytanie - jeśli robiąc mastering utworu do radia nie skompresuję go i producent poczuje różnice dynamiczne, do których przywykł, co się stanie podczas przejścia utworu przez radiowy procesor emisyjny, ustawiony tak okrutnie, że wyrówna wszystko (najgłębszy treshold i ogromne ratio na każdym paśmie)? Właśnie ta ostatnia myśl doprowadziła mnie do powrotu do porzedniej i wniosków nt. pracy nad rozwijającą się dramaturgią utworu - aby ocalić ją w eterze chyba warto robić to przy pomocy kilku środków jednocześnie - ekspresją w wykonaniu partii instrumentów i wokali, pasmem, harmonią i dynamiką. Wykorzystam to doświadczenie podczas swoich działań producenckich, a na wszelki wypadek dzielę się nim również z Szanownymi Czytelnikami:)
Żeby mój stały klient był zadowolony przygotowałem wersję z odpuszczoną kompresją i większymi różnicami w RMSie między kolejnymi zwrotkami. Niestety w radiu nie zostało po tym ani śladu… mimo tego “Gdy Wigilia jest” hula jak należy.
Comments OffCOMMENTS
TVN w Studio 333
Dziś gościłem w Studio 333 Andrzeja Bachledę - muzyka i sportowca, Agatę Borzym - szefową promocji w Kayaxie i Agnieszkę Rylik - 5-krotna Mistrzynię Europy i 4-krotna Mistrzynię Świata w kick-boxingu wraz z ekipą TVNu.
Agnieszce nie podpadłem, więc kości po nagraniach mam całe;)
Spotkaliśmy się, żeby nagrać kilka scen uzupełniających do materiału o sylwetce Andrzeja Bachledy. Będzie on wyemitowany w najbliższą sobotę 13.12.2008 w programie “Dzień dobry TVN” między 8:30, a 10:50. Rzecz ma dotyczyć sportowców robiących obecnie karierę muzyczną.
Ostatnią płytę Andrzeja całkiem niedawno opublikował Kayax (wspólnie z Agorą). Nad kolejnym wydawnictwem będziemy pracować już razem.
Comments OffCOMMENTS
Bogdan Konracki + Fox
W piątek 28 listopada i we wtorek 2 grudnia miałem dwie elektryzujące sesje z Bogdanem Konrackim i Foxem. Dogrywaliśmy (w High Definition) organy Hammonda z Leslie do autorskiej płyty producenta. Muzyka zawarta na płycie Bogdana pozytywnie odznacza się na tle ultra-komercyjnych propozycji dostępnych na naszym rynku - jest lekka i przyjemna w odbiorze, a przy tym nie jest ‘niestrawnie strawna’ - to mocna stylizacja retro podana we współczesnej formie, klimaty przywołujące na myśl eskapady Telly Savalasa po ulicach San Fran, a czasami kino drogi w wakacyjnej polsce lat siedemdziesiątych… to moje całkiem prywatne projekcje;)

Fox odnalazł się i poczuł w tej muzyce znakomicie. To niesamowity muzyk - wystarczy mu raz puścić całkiem nieznany utwór, czasem nawet nie jeden raz, bo wystarczy po dwie frazy każdej części z opisem struktury i Fox już idzie grać i często w pierwszym podejściu nagrywa wersję płytową! I to nie jakąś tam, że może być, że po prostu się zgadza, tylko coś kapitalnego - z dopaleniem grooveu gdzie trzeba, z leadami i całą dramaturgią zbudowaną w czasie rzeczywistym!!! Praca z kimś tak uzdolnionym sama w sobie jest elektryzująca. Atmosfera była dodatkowo podkręcana przez bardzo pozytywne reakcje na to co się działo (i jak to brzmiało z muzyką) ze strony Bogdana.
Po rozmowie na temat stylizacji, podczas nagrań pierwszego utworu, przedstawiłem producentowi kilka sposobów ujęcia dźwięku z Leslie - górne wirujące głośniki nagrałem parą wstęgowych Royerów R-121 (ok. 10cm od bocznych otworów w Leslie), a dolny głośnik Braunerem VM-1 (na kółku, ok. 35cm od dolnego wylotu frontu kolumny), z ustawionym ok. pół metra za mikrofonem dyfuzorem walcowym.
Podczas zmian przedwzmacniacza nagrania zmieniały ‘osobowość’ - chcąc uzyskać klasyczny, rasowy dźwięk Hammonda (z gatunku głębszych i cieplejszych) użyliśmy do wszystkich mikrofonów modyfikowanych przedwzmacniaczy WSW Siemens und Hashke, później szukając bardziej drapieżnego charakteru sprawdzaliśmy Neve 1081 i modyfikowane przez Audio Upgrades “Mic-Pre Eminence” Studio Technologies. Te drugie były powalające - bardzo szybkie, konkretne, tam gdzie chcieliśmy twarde, gdzie indziej pełne, nigdy za ostre. Dolny głośnik z Braunerem VM-1 zostawiliśmy w tandemie z WSW, który dawał cudowny bas z niesamowitą aurą 3D (mimo monofonicznego ujęcia!).
Gdy doszliśmy do kompozycji wymagających jeszcze większego pazura zaproponowałem wpięcie między Hammonda a Leslie jakiegoś overdrive’a. Z magazynu Musictoolz wypożyczyłem cały stos kultowych zabawek - były to efekty Rogera Mayera i Fulltone’a. Roger Mayer budował przestery dla Jimmiego Hendrixa - to niesamowite, że ten sam człowiek robi je do dziś! Jest to już mocno starszy pan, prowadzi małą manufakturę, w której te klasyczne konstrukcje powstają.
Gdy puściliśmy Hammonda przez “Voo-Doo Axe” Rogera Mayera na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. To było coś niesamowitego. Fox zaczął tak grać i tak się tym cieszyć, że nie sposób było się tym nie zarazić:) Bogdan stwierdził, że Fox jest najlepszym Hommondzistą jakiego słyszał, a mówił to ze świadomością, że Fox grywa na Hammondzie tylko podczas sesji u mnie w studio, czyli bodaj piąty raz w życiu! Potem, podczas przerwy, Fox mi wyznał, że odnalazł się na tym instrumencie i gra na nim cieszy go tak bardzo, jak na żadnym innym. Może dlatego, że ‘z powołania’ jest perkusistą, skąd bierze się pewnie jego niesamowita dyscyplina rytmiczna - te wspaniałe staccata i nigdy nie przeciągnięte, ani nie skrócone wartości nutowe dające powietrze i kopa nagraniom… Zprosiłem Foxa, żeby wpadał pograć na Hammondzie, gdy tylko będzie miał ochotę i studio będzie wolne.
W kolejnych utworach mieliśmy ochotę na małe zmiany. Odnaleźliśmy wspaniały sound dopalając Hammonda kostką Fulltone “70’s”, potem Fulltone “Fat Booster”, potem Roger Mayer “High Frequency Booster”. Każdy efekt był inny, każdy stylowy:)
Bogdan początkowo myślał o dogrywaniu Hammonda tylko do ok. 3 piosenek, ale sesja była tak owocna (dograliśmy organy do pięciu kompozycji), że umówiliśmy się na kolejne nagrania we wtorek (żeby dobić do siedmiu).
Przespałem się z tematem i gdy się ponownie spotkaliśmy zaproponowałem do dwóch kolejnych utworów nowy setup - z włączonymi w nasz tor synału efektami Mooga. Do pierwszej wtorkowej kompozycji użyliśmy filtra Moogerfoogera ‘Lo-Pass’, po którym wpieliśmy przed Leslie overdrive Rogera Mayera “Voo-Doo Axe”. Fox subtelnie ustawił filtr dodając tam też trochę Drive’u z Mooga. Filtrowane organy brzmiały wspaniale:)

Doszliśmy do kolejnego utworu, do którego zaproponowałem zamiast konkretnej linii i ‘wypełnienia’ Hammondowego użycie instrumentu jako dodatku, trochę odrealnionej wartwy efektowej, drugiego dna utworu. Do osiągnięcia tego celu spiąłem zestaw: Hammond > Moogerfooger “Delay Line” > Leslie > płyta pogłosowa EMT 140. Poprosiłem Foxa, żeby grał rzadkie, krótkie, raczej wysokie dźwięki. Otworzyliśmy mocno Feedback z Moogowego delaya, dodaliśmy trochę jego Drive’u i to co usłyszeliśmy wywołało kolejną falę zadowolenia i zdumienia;) Z-DUB-owane krótkie nutki rozrzucane po pomieszczeniu przez wirujące głośniki Leslie brzmiały niesamowicie - bardzo oryginalnie i niespodziewanie - był to brudny, rasowy dźwięk z charakterem. Z dołożoną głębią z kultowej płyty pogłosowej EMT 140 - oczywiście modyfikowanej: przedwzmacniacze w klasie A, brak elektrolitów w torze audio i wydajniejsze zasilanie - stworzyliśmy ciekawy dalszy plan w utworze Bogdana. Nagrywaliśmy też wersje z włączonym reverbem z Hammonda - też było ciekawie… Nie ma końca tym zabawom i to jest w nich piękne:)
Na koniec Fox dograł linię basu grając dłońmi na pedałach basowych Hammonda. Czysty sygnał z instrumentu podałem na moje ulubione combo basowe - David Eden ‘Metro 500′. Nagrałem dźwięk Braunerem VM-1 i Royerem R-121. Efekt przyprawił mnie o basową zazdrość;)
Kiedyś, nie mając do dyspozycji takiej elektrowni, jak teraz, choćbym stanął na głowie, nie zbliżyłbym się do podobnych efektów pracy reżyserskiej albo producenckiej. Trochę to brutalne, ale niestety same pomysły i laptop nie pozwalają w żadnym stopniu zastąpić pewnych konkretnych (często wielkich, bardzo ciężkich i bardzo drogich) instrumentów i urządzeń. Może dzięki temu prowadzenie tak rozbudowanego studia ciągle ma sens;)



0COMMENTS