Archive for October, 2008
Kasia Cerekwicka
Piotr Siejka zaprosił mnie do współpracy postprodukcyjnej przy nowym utworze Kasi Cerekwickiej “Żyj intensywnie”. Nie nazywam tego tylko masteringiem, bo w rzeczywistości to nieco więcej. Piotr przyniósł do studia swoje zgranie z ce-jedynką na sumie (kompresor: Alan Smart “C1″), z prośbą, żebym szczegółowo je z nim omówił. Słuchaliśmy tego utworu kilkakrotnie, w oderwaniu od reszty Świata, a potem porównując z kilkoma topowymi produkcjami powinowatymi stylistycznie. Zamiast próbować rozwiązać pewne probelmy masteringiem, operując wówczas już wyłącznie na sumie, spisałem w formie kilkunastu punktów swoje uwagi: co i w jaki sposób warto byłoby zmienić na jakim śladzie. Notatkę przekazałem Piotrowi, pojechał do siebie wcielić do miksu zmiany. Zadzwonił po kilku godzinach podekscytowany, że to działa;) Przysłał mi potem swoje nowe zgranie, które rzeczywście było dużo lepsze od poprzedniego, czyli zadziałało toto faktycznie:)
Zacząłem prace nad masteringiem, a gdy doszedłem do finału zaprosiłem Piotra na odsłuch. Ocenił rzecz tak: wszystko jest pięknie, ale za bardzo słychać pompowanie kompresora. Pozmieniałem więc czasy w zastosowanym do tej pracy Phoenixie i kompresorach widmowych (M i S) TC System 6000, ale to nie pomogło. Posłuchałem wówczas ponownie, pod kątem pompowania, piotrowego zgrania i wydało mi się, że irytujące producenta ugięcia są już w nim. Zrobiłem wersję pre-masterową głośniej limiterem i okazało się, że tak właśnie jest. Poprosiłem Piotra, żeby zgrał utwór ponownie, ale bez kompresji, a jeśli z powodów estetycznych chce użyć na sumie swojej ce-jedynki możemy ją włączyć w tor masteringowy już w studio, kontrolując sytuację najlepiej.
Kilka godzin później Piotr pojawił się z nowym zgraniem bez kompresji i z kompresorem pod pachą:) Zestawiliśmy połączenia i okazało się , że przyczyną pompowania był kompresor Piotra (i jego ‘nastawy’). Ustawiliśmy go inaczej, tak, że ten niechciany w tym wypadku efekt znacznie się zmniejszył, jednak dopiero na bypassie znikał całkowicie. Co ciekawe, okazało się, że Bypass w Smarcie nie działa zbyt dobrze - wypięcie z niego kabli i połączenie ich ze sobą na zewnątrz - bez kompresora dało odczuwalnie lepszy dźwięk, niż ten z Bypassu wciśniętego na urządzeniu.
W roli kompresora pracującego na sumie genialnie sprawdził się Thermonic Culture “Phoenix”. Kolejny raz okazało się, że nie zawsze nawet najlepsza rzecz nadaje się do wszystkiego - w wypadku tego miksu C1 był za wolny, natomiast “Phoenix” nie kojarzący się wcale z demoniczną szybkościa dał pięknie radę.
Czekam jeszcze na dodatkowe utwory z SONYBMG, a gdy tylko otrzymam ich komplet przygotuję nową płytę będącą dodatkiem do re-edycji ostatniego albumu Kasi Cerekwickiej “Pokój 203″.
Marek Biliński - archiwizacja starych taśm
Marek Biliński po długim milczeniu opublikował płytę “Fire” będącą pomostem pomiędzy przeszłością, a współczesnością (są na niej utwory sprzed 20 i sprzed kilku lat). Podczas prac nad nią Marek zebrał sporo doświadczeń, które chce wykorzystać nie tylko w nowych kompozycjach, ale również przy odświeżaniu swoich starszych utworów, których re-edycje planuje. Zostały one nagrane w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych w studiach nagraniowych Polskich Nagraniań przy ul. Długiej w Warszawie. Część z nich to muzyka powstała do filmów (”Przyjaciel wesołego diabła”) i spektakli (”Brat naszego Boga”, balet telewizyjny “Mały książę”), a największa część zawiera kompozycje albumowe. Wszystkie utwory zostały zapisane na taśmie dwucalowej, z prędkością 15 cali na sekundę, przy pomocy 16-śladowych Studerów.
Marek zlecił mi archiwizację taśm wiedząc, że mam Studera A-80 w bardzo dobrym stanie (głowice mają bardzo niski przebieg), znakomite konwertery High Definition Myteka i system (Pro Tools HD2 z wieżą dysków SCSI), który poradzi sobie ze strumieniem 16 śladów w poczwórnej częstotliwości próbkowania w 24 bitach. Ponieważ akurat tego, 16-śladowego Studera używałem głównie do zmieniania brzmienia (i do neutralnego odtwarzania nigdy nie był mi potrzebny) należało go wcześniej precyzyjnie wystroić. Ustaliłem, że bardzo profesjonalnie może to zrobić p. Marek Eratowski opiekujący się wielośladami w Polskim Radio. Operacja podzielona była na dwa etapy: konserwacja i strojenie, wymagała dwóch podejść i trwała wiele godzin. Przy pomocy specjalnych taśm testowych (po jednej dla każdej z prędkości: 15 i 30 cali na sekundę) i wyspecjalizowanej aparatury pomiarowej mozolnie dostraja się kolejne kanały. Częścią serwisu był też pomiar równomierności przesuwu taśmy (wynik celujący), sprawdzenie poprawności działania mechanizmów odpowiedzialnych za przesuwanie i naciąg taśmy (idealnie), smarowanie silnika (był suchuteńki!) etc. Gdy magnetofon był gotów do akcji przystąpiłem do zgrań.

Z Markiem Bilińskim ustaliłem, że wszystkie taśmy (w sumie 17szt.) zgram przez konwertery Mytek Digital 8 x 192 (z najnowszym upgradem) w 24 bitach i 88200Hz - z przeznaczeniem do prac bieżących (docelowo głównie na CD), a niektóre z nich (8szt.), również na Mytekach, w 24 bitach i 192000Hz - jako żelazne archiwum stworzone pod kątem re-edycji na BluRayu lub jakimkolwiek formacie wysokiej rozdzielczości jaki pojawi się w przyszłości.
Już przy przewijaniu pierwszej taśmy w reżyserce zaczęło pachnieć jakby suszonymi grzybami!:) Taśmy nie były odtwarzane, ani nawe przewijane, od ćwierćwiecza, miałem więc przez cały dzień u siebie klimat Polskich Nagrań sprzed 25lat;) Po odegraniu jednej 33-minutowej taśmy głowice były brudne jak nigdy. Musiałem zużyć 6-10 wacików ze spirytusem do czyszczenia, żeby doprowadzić je (i rolki) do stanu, w który nałożenie kolejnej taśmy miało sens. Każdą kolejną szpulę najpierw przewijałem do końca i z powrotem, żeby się dobrze ułożyła przed zgraniem. Przeważnie nagrania zaczynały się niesamowitym sygnałem testowym przypominającym dźwięk sierpniowych szuwarów nocą, po nich pojawiała się brzmiąca niesłychanie archaicznie zapowiedź z talkbacku z dużym amibiencem pomieszczenia reżyserskiego i wypowiedzianą bardzo poważnie formułą: “Proszę, start”, czasem z dodanym tytułem i opisaną numerycznie częścią zapisanego na taśmie utworu. Nie wiem, czy sam sobie to wkręciłem, ale wydało mi się, że melodia głosu jest teraz już trochę inna. Poza tym sam akt dokonywania nagrania nie ma już chyba takiego patosu - nie jest czymś aż tak wyjątkowym i niedostępnym (na poziomie profesjonalnym) jak w PRLu w latach 80-tych.
Zgrania w podwójnej częstotliwości poszły gładko (a że koniec września był bardzo ciepły na zdjęciach zostały i krótkie spodnie). Po nich przystąpiłem do archwizacji taśm w 192kHz, ale ‘z marszu’ nie zgrałem ani sekundy (zrobiłem to 3 tygodnie później), bo wydało mi się, że konwertery nie zachowują się właściwie. Na jednej z dwóch ósemek 8 x 192 pojawiał się szum na poziomie ok. -42dB. Okazało się, że musze zrobić update drugiego konwertera do najnowszej wersji softwareu karty Pro Toolsowej, którą miałem już w jednym urządzeniu w ostatniej wersji. Update w Mytekach robi się bardzo sprytnie - polega on na wymianie kości - na płycie głównej i ewentualnie na dodatkowej karcie (w moim wypadku do Pro Toolsa). Wystarczy wyciągnąć odpowiedni (opisany) scalak z podstawki i umieścić tam nowy. Jeśli wsadzi się go odwrotnie naklejka celowo wykonana z papieru wrażliwego na zmianę temperatury ciemnieje i jest to sygnał, że trzeba go odwrócić. Po zrobieniu updateu wskażniki na wszystkich 16-stu kanałach pokazały ten sam poziom, który poprzednio pojawiał się tylko w jednym urządzeniu. Poprosiłem polską część konstruktorów 8 x 192 o pomoc, sądząc, że moje konwertery są niesprawne. Do studia przyjechał Marcin Hamerla (szef Mytek Digital Europe) z Jarkiem Czerskim - elektronikiem głęboko zaangażowanym w projekt budowy 8 x 192.
Nie licząc konstrukcji dyskretnych są to najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane konwertery na Świecie - ich projekt jest nowszy, niż dowolnej konkurencji, zastosowane w nich najwyższej klasy podzespoły nie były wcześniej produkowane, idea ich konstrukcji jest bezkompromisowa (true DSD) - nie wiedziałem więc, co innego, jak tylko awaria moich egzemplarzy może być przyczyną zjawiska.
Przy pomocy prostego miernika poziomu sygnału akustycznego porównałem poziom szumów akustycznych przy częstotoliwości podwójnej i poczwórnej i mimo ok. 50 decybelowej różnicy we wskazaniach Max Peak Level na śladach w Pro Toolsie (7.4) dla obu częstotliwości próbkowania wielkość poziomu akustycznego była identyczna! W sesji z 4fs (192k) odciąłem prostymi korektorami pasmo powyżej 20kHz i poziom spadł do wielkości z 2fs. Żeby umożliwić kolegom z Myteka dokładną analizę zjawiska zgrałem szumy 1:1, a także wzmocnione o 6dB i o 12dB. Zgrałem też ich monofoniczne sumy przy wszystkich trzech stanach i tu wyszła rzecz dziwna - pojawiły się dodatkowe trzaski - brzmiące jak dropy, jak jedno-samplowe szpilki słyszalne np. gdy nie działa synchronizacja. Wyciszając kolejne ślady przy sumowaniu zauważyłem, że zjawisko pojawia się przy sumie od 14:1 wzwyż. Gdy sumowałem sygnały wzmocnione (na faderach Pro Toolsa) o 6dB każdy, ilość trzasków była znacznie większa - nie tylko bardziej słyszalna, ale większa - były gęstsze, zaczęło się pojawiać coś jeszcze oprócz nich - jakieś zniekształcone tło. Przy wzmocnieniu śladów po 12dB zjawisko jeszcze bardziej narosło. Po odcięciu góry znikało. Problem polegał na tym, że o ile poziom pojedynczych śladów, mimo wysokiego wskazania pomiaru, akustycznie był właściwy, to trzaski słyszalne na sumie były już zjawiskiem nie tylko pomiarowym, lecz występującym w paśmie akustycznym. W pracowni Myteka analizując zagadnienie koledzy zsumowali sygnał analogowo i okazało się, że trzaski nie wystąpiły. Głowiliśmy się trochę nad przyczyną zjawiska. Pojawiały się spekulacje, że być może przyczyną jest statystyczne nawarstwienie się przeskoków powstałych w wyniku interpretacji sygnału w najniższych jego stanach - zwielokrotnione przejścia pomiędzy najmłodszymi bitami, które mogłyby generować strome zbocze, które z powodu wielkiej częstotliwości próbkowania częściej się nawarstwia z podobnymi zjawiskami uzyskując zgodność fazy, a tym samym wzmocnienie tak duże, że znajdujące już manifestację akustyczną. Ten wątek nie wyjaśniał jednak rozbieżności w wynikach sumowania cyfrowego i analogowego (a także logicznie nie pasuje do standardowego zachowania konwerterów w 2fs i 1fs). Gdyby nawet roboczo przyjąć, że sumowanie cyfrowe może być obarczone większym błędem, niż ultra-transparentne sumowanie analogowe nie powinna to być aż tak duża różnica. Głowiliśmy się dalej. W końcu doszedłem do kilku prostych wniosków:
1. wskazanie mierników Pro Toolsa (Maximum Peak Level) liczone jest w oparciu o całe pasmo, nie tylko akustyczne, wobec czego w wypadku pracy w 192k są mierzone częstotoliwości sięgające 96000Hz- różnica pomiędzy wskazaniem mierników pomiędzy 2fs i 4fs i jej brak w pomiarze sygnału akustycznego z głośników świadczy o różnicy w energii sygnału ponadakustycznego pomiędzy dwoma trybami pracy konwerterów,
2. zniekształecenia powstałe przy sumowaniu to wynik dystorcji pasm ponadakustycznych - dlatego wraz ze zwiększeniem poziomu szumu wysyłanego do sumowania charakter zniekształceń się zmieniał, a nie tylko stawały się one głośniejsze.
Opowiedziałem o swojej teorii Marcinowi Hamerli. Odpowiedział “masz rację”. OK, ale dlaczego np. konwerter Digidesigna 192i/o w poczwórnej częstotliwości próbkowania nie wypycha wskaźników, a suma nie jest zadropiona? Okazuje się, że Digi 192 i/o (z przetwornikiem AKM AK5394) mimo pracy z poczwórną częstotliwością serwuje sygnał podcięty od góry!
Z moich dociekań wynika, że dzięki zastosowaniu technologii True DSD Mytek Digital 8 x 192 jest jedynym na prawdę 1-bitowym konwerterem PCM. Nieodłącznym elementem najwierniejszego ze wszystkich odwzorowania jednobitowego są szumy powstające w najwyższych częstotliwościach (lub dokładniej - szumy do nich przeniesione). W zastosowanym z powodu jego znakomitych walorów chipie Texasa PCM 4202 (w Mytekach) sygnał nie jest filtrowany - stąd rejestrowana wysoka energia najwyższego krańca przenoszonego pasma.
Przy sumowaniu cyfrowym (bez filtracji pasma ponadakustycznego) 16 śladów archiwalnych nagrań Marka Bilińskiego do dwukanałowej stereofonii problem się nie pojawia (zachowane są oryginalne panningi).
Uspokojony wynikami tych dociekań zgrałem pozostałe taśmy w 4fs i przekazałem wypełniony nimi dysk artyście.
Z kolegami z Myteka jestem w ciągłym kontakcie - wnioski z opisanych powyżej obserwacji będą zastosowane podczas prac nad nową, w całości dyskretną (!!!) wersją urządzeń.
Comments OffCOMMENTS
warsztaty z Andrzejem Smolikiem
Andrzej Smolik zaprosił mnie do pomocy we wspólnym poprowadzeniu warsztatów z produkcji muzycznej będących jednym z wydarzeń łódzkiego festiwalu “Vena”. Miłą propozycję przyjąłem.
Mieliśmy znakomite towarzystwo, bo kolejnym punktem programu były warszaty poprowadzone przez Eda Cherney - wielkiego producenta muzycznego znanego ze współpracy z wieloma znaczącymi artystami: The Rolling Stones, Bonnie Raitt, Iggy Pop, Bob Dylan, Eric Clapton, Buddy Guy, Jackson Browne, John Mayer.
Totalnego wsparcia sprzętowego udzieliła nam zaprzyjaźniona firma MusicToolz, dzięki której do dyspozycji mieliśmy zestaw znakomitych urządzeń. Przy ich pomocy mogliśmy zilustrować mnogość dostępnych barw i omówić różnice między nimi.
Dotknęliśmy wielu kwestii technicznych związanych z różnymi etapami pracy nad produkcją muzyczną, opowiadaliśmy o możliwościach jakie daje odpowiedni odsłuch i outboard. Credo naszego wystąpienia było mniej więcej takie: najważniejsza jest kompozycja - jeśli na etapie najprostszego szkicu utwór się nie broni, nie wydaje się nośny i ciekawy, nie warto liczyć na to, że dzięki technice i pracy fachowców powstanie potem z niego arcydzieło. Najważniejsze jest więc to, co można zrobić mając do dyspozycji własną wyobraźnie i najprostsze środki. Jeśli to zadziała, wówczas dopiero pomocna będzie cała masa środków i możliwości technicznych, bez których ani rusz;)
Imprezę zarejestrowała telewizja Patio, jeśli materiały zostaną opublikowane umieszczę do nich link na blogu.



0COMMENTS